Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-12-2011, 16:42   #3
Harard
 
Harard's Avatar
 
Reputacja: 688 Harard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwuHarard jest godny podziwu
Hirek siedział w „Miejscu” i śmiał się z żartu Radka. Ten facet nawet jak umierał na kaca potrafił go rozbawić. Imprezę skończyli w zasadzie chyba... tutaj, choć o przysłowiową flaszkę by się nie założył. Mogli jeszcze zabłądzić gdzieś po drodze, niezbyt już pod koniec kontaktował. No dobra, w zasadzie po Miejscu, był już wleczony przez Radka, na to dowody były mocne w postaci uświnionego ubrania. Reszta zaś tonęła w odmętach pijackich wizji. Taaak, i pewnie śpiewane też było, bo chrypka dokuczała mu cały dzień. Uśmiechnął się i upił piwa z ciężkiego kufla.

To był w ogóle przyzwoity tydzień, nawet lepiej niż przyzwoity. Czarna Mamba była w rozjazdach na wokandzie w Warszawie. Gruba sprawa, jedna ze spółek joint-venture, którą reprezentowała kancelaria powoli zaczynała przegrywać proces o kary umowne za zerwanie kontraktów z Niemcami. To powodowało z jednej strony że zawalony robotą był po uszy, a z drugiej strony... no cóż, zawsze znajdą się jakieś plusy.
Wstał i podszedł do baru po kolejne piwo. Czarne włosy nie zdążyły jeszcze wyschnąć od siąpiącego deszczu. Zgarnął po drodze drugą świeczkę i postawił na stoliku przy którym siedzieli. Nie wiedział czy to przez sobotnie balety, ale jakoś nie miał ochoty dziś posiedzieć dłużej. Cienie groteskowo tańczyły na ceglanych ścianach pustawego Miejsca, kiedy kończył piwo. Przeszedł go dreszcz na widok ciemnych kątów, w których zwykle siedzieli ludzie.



Co tutaj dziś tak pusto, do cholery? Poczuł się jakoś nieswojo, a przecież to było jego Miejsce. Spędzał tu zdecydowanie więcej czasu niż w mieszkaniu.
- Wracasz na noc, Radek?
- A wiem to? Agnieszka mnie ciągnie do kina. – zerknął w stronę drzwi do damskiej toalety gdzie zniknęła dziewczyna przed chwilą. - Wrócę pewnie późno, albo zostanę u niej. Idziesz do Szewczykowej jutro na seminarium, to kryj mnie jakoś. Prędzej piekło zamarznie niż zwlokę się przed dziesiątą.
A więc nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

Wyszedł z Miejsca żegnając się ze znajomymi i postawił kołnierz kurtki. Cały tydzień lało, ale szło przywyknąć. Wciągnął głowę w ramiona i szybkim krokiem ruszył na przystanek. Szare Miasto straszyło kałużami w koleinach, bezlistnymi konarami drzew przy Parkowej. Ciężkie chmury i zapadający szybko zmierzch powodował że świat wyglądał jak na monochromatycznym zdjęciu. Żadnych kolorów, tylko szarość i odbijające się obrazy w wodzie mąconej deszczem. Nawet plakaty porozwieszane dosłownie wszędzie były dzisiaj wyblakłe. Morda Białkowskiego, ulubieńca Czarnej Mamby nie była już taka różowa jak u wyszorowanego wieprza. Pieprzony beton, a państwo wybaczą, socjaldemokrata. Raz nawet widział go w kancelarii, rok temu, wypisz wymaluj złodziejski wieprz. Tak, przemawiały przez niego osobiste antypatie, ale ilekroć spojrzał na jego ryj na plakatach niedobrze mu się robiło.
Nie lubił Miasta w takich dniach, ale na szczęście zobaczył że dwójka zgrzyta już na szynach wyłaniając się z Robotniczej. Zaczynał marznąć, schował dłonie w kieszeniach i przestępował z nogi na nogę. Do mieszkania dojechał szybko, to przecież raptem cztery przystanki. Zdążył się ogrzać siedząc przy grzejniku, więc wypadł z tramwaju i szybkim krokiem ruszył do bloku. Wszedł na górę po schodach, nigdy nie jeździł windą, nawet jak była na chodzie. Otworzył dwa zamki i wszedł do środka. Pozapalał od razu światła w pokoju i kuchni po czym wracając do wieszaka zobaczył szarą kopertę. Zdziwił się nieco, przecież skrzynki na listy były na dole i listonosz nigdy nie właził na piętro. Podniósł i obejrzał ją dokładnie. Jego imię i nazwisko wypisane starannie. Nadawcy nie było. Otworzył kopertę i zaglądnął do środka.

Zrobiło mu się gorąco. Zaniósł list do pokoju i usiadł w fotelu, przyglądając mu się dokładniej. Ręce mu drżały delikatnie, zacisnął kilka razy je na oparciu. Zdjęcie leżało mu na kolanach. Podniósł się i pognał do telefonu. Po kilku sygnałach odebrała Tereska.
- Uhm, cześć... siostra. – otarł spocone czoło, uspokajając się trochę gdy usłyszał dźwięk jej głosu. – Nie, nic. Tak tylko dzwonię.
Cisza przedłużała się niebezpiecznie, zaraz weźmie go za wariata.
- Wszystko u was w porządku? Aha. Dzwonię... dzwonię bo może będę miał robotę dla Pawła. Radek coś wspominał że coś z jego Maluchem. Gaśnie znowu...
Głos miała jakiś dziwny, ale to pewnie przez jego kretyński telefon. Pożegnał się i odłożył słuchawkę. Jutro do niej wpadnie, upewni się.

Obejrzał dokładnie kartkę wytarganą z Biblii. Chrystus i Jawnogrzesznica, ewangelia według Świętego Jana, 8, 1-11. Ktoś wie. Zdjęcie, to podkreślenie, to nie był przypadek. Ręce znowu mu się zatrzęsły. Kto? Przecież nie... On by po prostu przyszedł tu i go zabił, albo prędzej przysłał kogoś. Szantaże, bawienie się w kotka i myszkę to raczej nie w jego stylu. A może jednak?
Zaczął chodzić po pokoju, wyglądnął nawet na ulicę, odgarniając skraj firanki. Nie, niemożliwe. Przecież jeśli nawet by się dowiedział to niby skąd miałby wiedzieć o... Nie, nie mógł wiedzieć o wiadukcie. To nie on. Przez chwilę patrzył na to tylko ze swojego punktu widzenia, przez pryzmat własnych szkieletów w szafie, ale pierwsza myśl teraz wydała mu się... Tereska.
Myśli gorączkowo biegały po jego głowie, siejąc jeszcze większy zamęt. Długo dreptał po mieszkaniu zanim uspokoił się na tyle, by siąść i po raz trzeci dokładnie obejrzeć przesyłkę. Nie znalazł nic co by mogło wskazać od kogo to przyszło. Najgorsze było to że ktokolwiek to zostawił, wiedział gdzie mieszka... Jutro rano trzeba będzie podejść do starej Małeckiej. Może zauważyła kogoś obcego, kręcącego się w bloku. Wylał wystygłą herbatę do zlewu i włączył telewizor. Mimo woli złapał się na tym że co parę minut rzuca ukradkowe spojrzenia na drzwi wejściowe. Kiedy wreszcie uspokoił się na tyle by położyć się do łóżka, zabrał kopertę razem z kartkę i zdjęciem, po czym włożył do wewnętrznej kieszeni kurtki. Długo nie mógł zasnąć, jutro będzie nieprzytomny.
 
Harard jest offline