Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 06-12-2011, 15:45   #9
traveller
 
traveller's Avatar
 
Reputacja: 6248 traveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputacjętraveller ma wspaniałą reputację
---

Czasy obecne.

Czekali spokojnie w więziennej szatni na komendę do przeprowadzenia akcji. Potem jednak wpadł McBride i wszystko dosłownie się posypało. Miał nadzieję, że to wszystko tylko sen. Tylko sęk w tym, że to był sen. Jego sen. Jak tylko usłyszał, że coś się chrzani to wiedział kto jest za to odpowiedzialny.

- Dzięki, stary. Świetna robota!

Zdawało mu się, że słowa atrakcyjnej kobiety przeczą temu co naprawdę myśli. Działała emocjonalnie, ale nie winił jej za to. Nie każdy umiał trzymać uczucia w ryzach w sytuacji stresowej. Poza tym chyba sobie zasłużył. Oczywiście zawsze istniała możliwość, że to wcale nie było jego winą. Przeczucie podpowiadało mu, że tym razem było inaczej.

- Nie przejmuj się, i najlepszym zdarzają się wpadki. Kobiece skrzydło jest najmniej ważne w tej chwili. Jak stracimy nasze panie przez czyjś brak profesjonalizmu, to tragedii nie będzie. Jak stracimy wszystkich innych, to będzie problem. Czas się też odliczyć. To kto na ochotnika idzie do Malcolma?

Architekt czekał spokojnie, aż kobieta będąca Chemikiem grupy wreszcie się uspokoi. Właściwie to przez większość czasu nie zwracał zbytniej uwagi na to co mówi. Usilnie myślał nad tym czego byli przed chwilą świadkami a właściwie szukał rozwiązania, które wyciągnęłoby ich z tego bagna.

-Nie rozumiem... Nie powinno być takich komplikacji. To rzeczywiście trochę utrudnia nam pracę.

Właściwie blefował, miał dobre pojęcie o tym co mogło być przyczyną zmian, ale w tej chwili to nie było istotne. Wprowadziłoby raczej atmosferę nieufności a musieli pozostawać w ciągłym skupieniu na czas trwania roboty. Poza tym nie zamierzał pozwolić, żeby ktoś podważał jego autorytet i trzeba było rozegrać to w przekonywujący sposób.

-Ja robię to co do mnie należy. Robię to dobrze, więc proponuje, żeby każdy zajął się tym za co odpowiada.

Ton jego głosu się nie zmienił. Był wciąż opanowany, starał się nie zdradzać emocji. Słowa kierował wyraźnie w stronę kobiety, ale nie wyglądało na to, że chowa jakąkolwiek urazę. W rzeczywistości denerwował się jak cholera, ale nie mógł pozwolić żeby w tej chwili ulegać emocjom. Skupił zatem swoją uwagę na towarzyszącym im mężczyźnie.

-Anthony? Co robimy? Powinniśmy kontynuować plan czy zwijać się całkowicie?

Całe szczęscie, że Point Man wydawał się mieć głowę na karku. Z drugiej strony Will nie wiedział czy poważnie traktować jego uwagę na temat stroju będąca tu lekko nie na miejscu.

-Ciut większe następnym razem.

Zaraz jednak podjął wątek zdecydowanie bardziej na czasie niż krój uniformu strażnika więziennego.

- Chyba sobie jaja robisz. Jeśli teraz mamy się wycofywać, przy takich drobnych niepowodzeniach, to co będzie... Z resztą nieważne-machnął tylko ręką zdecydowanie odrzucając ten pomysł.

- Tamten co wyszedł gadał całkiem do rzeczy, szczególnie jeśli brać pod uwagę, że nie wszystko poszło jak należy - nie trzeba było Profesora ani Inżyniera żeby do tej dojść.
- Jest bunt, najprawdopodobniej jest broń. Jest broń, jest niebezpiecznie, a w Południowym mamy dwójkę naszych. Jeśli tam są. Idźcie do zbrojowni i nie żałujcie sobie broni. Szczególnie gazów łzawiących i maski. A jak nie ma, to mam nadzieję, że sobie je wyobrazisz-w ostatnim zdaniu zwrócił się do Williama.

- Czy mam wam je wyjąć z którejś z szafek?

Will przyglądał mu sie uważnie. Wyglądało na to, że człowiek ten ma nie tylko odpowiednią wiedzę w temacie, ale także sporą wyobraźnię.

-Nie będzie takiej potrzeby. Damy sobie radę prawda?

Sam robił dobrą minę do złej gry, ale jeżeli człowiek już zaczyna...

- Nie wiem jak wy. Ja na pewno.

Ich Chemik wydawała się rzeczywiście pewna swego. Natomiast deklaracja Architekta widocznie wywarła pewne wrażenie na Anthonym.

- Nie wiedziałem, że znasz konstrukcję tych malutkich pojemniczków z sympatycznym, gazowym przyjacielem. Bardzo dobrze. Przyda sie.

-Można powiedzieć, że mam ciekawe hobby - William uśmiechnął się znacząco. Po czym podjął kolejną kwestię.
-A ty w tym czasie gdzie będziesz?

-Ja zajmę się dziedzińcem. Poradzę sobie z uspokojeniem kilku nadgorliwych więźniów, a w razie problemu, wywołujcie mnie. Wtedy postaram się pospieszyć-powiedział, wskazując na krótkofalówkę przy pasie.
Will skinął w odpowiedzi głową z pełną powagą.

-Co z Ekstraktorem?

-Pewnie siedzi wygodnie na swoim fotelu i oczekuje nas. Będzie musiał jeszcze trochę się ponudzić, bo nie dojdę do niego tak prędko.

Eakhardt zastanowił się przez moment jakie to myśli chodzą po głowie Anthonego. Ludzie tacy jak on są widocznie przygotowani na takie sytuacje.

-Czyli co? Zgarnąć go przy okazji?

Profesor wiedział, że dobra reorganizacja planu będzie tutaj niezbędna dlatego postanowił, że ustalą to co mogą póki jest na to czas. Rzucił dezaprobujące spojrzenie Antoni, która zdawała niezbyt zainteresowana rozmową.

-Spotkamy się w pokoju Naczelnika, więc on nie bardzo ma się jak ruszyć. Możemy spróbować kontaktu przez krótkofalówki. Dałeś Malcolmowi taki gadżecik?

Architekt tylko zmarszczył brew. Przecież pomyślał o każdym małym detalu. Co mogłoby pójść nie tak? Miał jednak dziwne uczucie, że nic nie jest do końca pewne.

-Jasne, zadbałem o to, żeby każdy z nas miał jedną.

Smith pokiwał głową, wyciągając swoją zza pasa.

-Jeszcze jakieś pytania?

Profesor podniósł się z ławki zapinając mundur i nakładając niebieską czapkę z szarym paskiem.

-Spokojnie jakby co będziemy w kontakcie. Idziemy proszę pani?

Otworzył drzwi szatni i zapraszającym gestem dłoni zachęcił Chemiczkę do wyjścia.

-Damy mają pierwszeństwo.

Może i mają bunt, ale to nie znaczy, że można zapomnieć o dobrych manierach.

- Damą to była twoja mamusia, Brytolu. Może. Nie obrażaj mnie, mam tkliwą naturę - parsknęła w odpowiedzi.

-Charakterek co? Może być ciekawie.

Nie ma co babka rzeczywiście go miała. Mogło to sprawić im trochę trudności. Przeszła przez otwarte drzwi z taką manierą, że Will zastanowił się czy w rzeczywistości nie jest jakąś rozpuszczoną hrabiną. Trzymał jednak język za zębami. Tak jak mówił. Trzeba robić swoje. Nie będzie miał zastrzeżeń o ile Antonia będzie robiła to co do niej należało. Profesor wyszedł z szatni zaraz za nią.

-Jazda!-rzucił na pożegnanie Point Man.

Może za bardzo wczuwał się w rolę? Anglik pierwszy raz zastanowił się czy nie mają może do czynienia z typem rambo. Poświęcił Point Manowi tylko jedno ostatnie spojrzenie następnie spokojnie wyjął klucz i zamknął szatnię. Takie metodyczne działanie pozwalało mu skupić się nad tym co było naprawdę ważne.
Odchodząc usłyszał jeszcze jak mężczyzna wywołuje Ekstraktora przez krótkofalówkę. Odpowiedź pozbawiła go tchu tak jakby ktoś zanurzył go nagle w wiadrze pełnym lodowatej wody. Zdecydowanie głos po drugiej stronie należał do kogoś dobrze mu znajomego. Z trudem opanował emocje i zmusił je, żeby kontynuować plan. Podejrzewał, że pani Chemik także usłyszała to samo co on, więc mógł spodziewać się z jej strony kolejnych kłopotliwych pytań. Postanowił je ubiec.

-Zaraz czy to nie głos naszego Fałszerza? Cholera.

Miał szczerą nadzieję, że Brazylijka złapie przynętę i tak też się stało. Nie bez powodu brał udział w kółku teatralnym. Trzeba było go zobaczyć jak grał króla Leara.

- Ty chyba naprawdę nie widziałeś, jak coś się dogłębnie sypie i pieprzy, prawda? - ton jej głosu był przy tym wyjątkowo spokojny, wręcz nienaturalnie miły i to mimo użytych przez nią słów. Kobieta umiała komuś dowalić kilkoma zdaniami kiedy chciała.
- Nie przejmuj się, to jest pestka - złapała Architekta za rękę i zatrzymała. - Zaraz tam pójdziemy. A teraz popatrz na mnie. Na twarz. Widzisz coś niezwykłego? Przypatrz się dokładnie, to wbrew pozorom jest ważne. Coś dziwnego? Przebarwienia, nierówności skóry? Cokolwiek?

Przyglądał jej się przez chwilę w skupieniu. Co ona mogła przez to rozumieć? Na pewno coś niedobrego i czegoś co miało związek ze stabilnością snu. Może bała się, że sama popełniła błąd przy wprowadzaniu grupy w sen? W każdym razie lepiej było nie insynuować tego typu zagrywek jeśli nie miał żadnych dowodów. Odpowiedział jedynie zgodnie z prawdą.

-Hmm? Urocza jak zawsze. Nie widzę nic szczególnego. Nie chciałbym przerywać tej pasjonującej wymiany zdań, ale mamy robotę do wykonania.

Brazylijka wyraźnie się rozluźniła. Może aż za bardzo. Przybliżyła się do niego zostawiając mu na policzku nieoczekiwaną niespodziankę. Will był zbyt zdumiony, żeby zrozumieć o co chodziło dziewczynie. Ta w dodatku zaczęła gadać bez ładu i składu.

- To cudownie! Nie masz pojęcia, jak się cieszę!

Dotknął miejsca na którym wciąż czuł dotyk kobiecych ust. Uczucie na pewno było przyjemne. Uśmiechnął się przy tym na pewne odległe wspomnienie.

-Tyle jeśli chodzi o to, że się starzeję Susan.

Powiedział bardziej do siebie niż do towarzyszki a jego twarz zdradzała nieznaczne oznaki zadowolenia z siebie. Jej postępowanie nie było dla niego do końca jasne, ale kolejny raz przyjmował bez gadania to co się działo. W końcu to i tak był sen. W dodatku jego własny. Mała fantazja tu i tam dodawała do tego wszystkiego odrobinę pewnego smaczku

-Nie wiem czym sobie zasłużyłem... Zdecydowanie lepiej dokończmy tę rozmowę później.

W tej chwili nie mógł skupić się na niczym innym niż Amy. Nic więc dziwnego, że mógł wydawać się mamroczącym bez ładu idiotą.

- Ej, gdzie się podziała słynna angielska flegma? - żart całkiem na miejscu. W dodatku za nim poszedł mocny uścisk zaskakująco ciepłej dłoni. Może źle ją ocenił? Chyba jakoś się dogadają. Czym prędzej udali się do zbrojowni żeby wprowadzić plan Point Mana w życie.

Mimo, że nie znał za bardzo towarzyszącej mu kobiety to jednak dobrze było nie być samemu podczas przechadzki więziennymi korytarzami. Nie kojarzyły mu się one zbyt dobrze. Profesor wyjął po drodze krótkofalówkę i złapał interesującą go częstotliwość. Po chwili usłyszał z głośnika nadawaną do wszystkich informację o sytuacji w więzieniu. Zaraz jeszcze w eterze rozległ się głos Smitha.

-Antonia, William, jeśli jeszcze nie biegniecie, to lepiej zacznijcie. Pani naczelnik Fox będzie miała problemy.

Architekt podniósł krótkofalówkę do ust i nacisnął przycisk pozwalający na
rozmowę.

-Domyślam się, że będzie miała. Postaramy się coś z tym zrobić.
Kolejne słowa skierował już tylko do Antoni.
-Nie jest dobrze. Miejmy nadzieję, że Fałszerz nie siedzi w tym gabinecie bezczynnie na dupie.

Nie chciał dać po sobie znać, że coś więcej łączy go z kobietą, która jakimś cudem znajdowała się w centrum całego zamieszania. Mimo to martwił się jak jasna cholera i wiedział, że konsekwencje tego wszystkiego odczują prędzej czy później. Biorąć pod uwagę sytuację w Południowym Skrzydle obstawiał, że będzie to raczej prędzej. Zastosował się, więc do rady i zaczął biec. Za chwilę jednak głos Anthonego rozległ się ponownie.

-Antonia, William, zbierajcie oddział. Dowodzicie. Nie nawalcie. Kontakt w przypadku problemów.

Will dał mu tylko znak, że przyjął to do wiadomości. Wyglądało jednak na to, że biegnąca z nim ramię w ramię dziewczyna miała pewne zastrzeżenia.

- Ekhm, nie żebym się wtryniała do waszych perfekcyjnych po męsku planów...ale po kiego licha my do tej zbrojowni idziemy? Tracimy czas. Jestem z Rio, pierwszego obrzyna dostałam na komunię. Wymyślmy sobie po gnacie zamiast ganiać jak suki z cieczką.

Po tych słowach Anglik w duchu dziękował Bogu za swoje nudne dzieciństwo. Antonia natomiast w niedyskretny sposób pokazała, że odczuwa dyskomfort swojego stroju, który zaprojektował mężczyzna biegnący obok. Niedyskretny, ale z całą pewnością skupiający uwagę.

- Te majtki są z koronek. Nienawidzę koronek, wrzynają mi się w tyłek - poskarżyła się.

Kobiety zdecydowanie są mistrzyniami w odwracaniu uwagi facetów.

-A kto powiedział, że będziemy potrzebowali obrzyna? Zaufaj mi. Mój sen, zrobimy po mojemu. W czasie akcji chciałbym tworzyć najmniej jak się da. Poza tym już zaraz jesteśmy.
Will przerwał wyjaśnianie i po namyśle dodał jeszcze:
-Masz najbardziej wygodne gacie jakie mogłem sobie wyobrazić. Daj mi igłę z nitką to po powrocie stworzę Ci naprawdę szałową koronkę. No co? To wbrew pozorom bardzo męskie zajęcie.

- Ależ... ufam ci całkowicie - zełgała Antonia z wielkim przekonaniem. - Ale koronkową bieliznę robi się na szydełku, nie igłą.

-Spryciula.

Odpowiedział jej krótko lekko zbity z tropu nie zwalniając nawet kroku.
 
__________________
Even a stoped clock is right twice a day

Ostatnio edytowane przez traveller : 06-12-2011 o 18:27.
traveller jest offline