Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-12-2011, 22:11   #5
Gryf
 
Gryf's Avatar
 
Reputacja: 7045 Gryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputację
- Patryk. - rzuciłem w stronę Daniela, zlewając drugiego faceta. Na próbę poruszyłem za koleją wszystkimi kończynami. Szczęście, były całe. Lekko się krzywiąc usiadłem na łóżku i zagadnąłem przyjaźnie - Kurwa, stary, a ty to chyba pod walec wpadłeś... dobra, kogo tu trzeba przelecieć, żeby odzyskać ciuchy?

Szczęśliwie obyło się bez gwałtów. Ciuchy znalazłem razem z plecakiem pod łóżkiem. Krótkie oględziny przeprowadzone przez pielęgniarkę-z-cycami-jak-donicami potwierdziły wstępną diagnozę - parę sińców nic więcej. Całe szczęście, to byłaby naprawdę idiotyczna śmierć. Po tylu latach rozbijania się na Junaku wpaść pod malucha? Już widzę ten nagrobek: "Patryk Gawron. Nie patrzył jak lezie". W zasadzie zostało załatwić papierki i spierdalać.

***

Na pokój w którym leżał Partyzant trafiłem przypadkiem, rozglądając się za jakimkolwiek lekarzem, który mógłby mi łaskawie wypisać zwolnienie. Partyzant nazywał się Zenon Taterka miał ze sto lat i mieszkał na Węgielnej 13, drzwi w drzwi z moją babką, co obecnie czyniło go poniekąd moim najbliższym sąsiadem. Szczerze mówiąc nie wiem czy naprawdę był partyzantem, ale za to zawsze był równym gościem. Tym bardziej zmartwiła mnie ilość aparatury jaką go obudowali. Z karty pacjenta zrozumiałem jakiś zawał i śpiączkę. Szkoda dziadka.

- Panie Zenku. Patryk spod czwórki. Wnuk Gawronowej. Pamięta pan? - zagadnąłem na wejściu, tonem, jakbym faktycznie spodziewał się po półżywym nieprzytomnym staruszku odpowiedzi. - Aśmy se czas i miejsce na spotkanie znaleźli, nie? Kurna, zbierałem się do pana na jakąś flaszkę ze cztery lata, a tu takie gówno. Śpiączka, co? Musisz się chłopie trzymać. Niemcy nie dali rady, Ruskie nie dali rady, to i przez to przejdziemy. Dobrze mówię?

Nie kwapił się do odpowiedzi. Postanowiłem chwilę zostać. Słyszałem, że jest szansa, żeby w tym stanie kumać, co się do ciebie mówi, to myślę sobie: a co tam, umilę staruszkowi czas. Na dobry początek szczegółowo zreferowałem weekendową libację, kończąc na tych paru szczegółach, jakie pamiętałem z wypadku.

- Normalnie, wziął wyjechał znikąd i mnie pierdolnął. Się, panie Zenku, w pale nie mieści co się teraz wyrabia. - Przystawiłem sobie krzesło do łóżka. - Żeby się hołota po nocach maluchami rozbijała i rozjeżdżała porządnych ludzi?! To o taką Polskę walczyliśmy?

To "-śmy" było mocno naciągane, ale Partyzant zachował taktowne milczenie. Zachowałby je nawet, gdyby nie obiektywne okoliczności śpiączki - jak już mówiłem, był miłym gościem.

- A właaaaaaaśnie. Bo chyba przespałeś pan, panie Zenek, najlepsze. Komuna się sypła. Wiesz? Powaga mówię, jak był beton, kurwy i złodzieje, to tera zostały same kurwy i złodzieje. Ale to nic. Wolny rynek. Piękna rzecz. Posłuchaj tego dźwięku. - moja ręka zanurkowała w zeszmaconej wojskowej "kostce" i wyłowiła stamtąd owalny blaszany przedmiot. - Oto przed tobą, najprawdziwszy cud współczesnego polskiego kapitalizmu: - pociągłem za zawleczkę, rozległo się głośne "trzask" i "pssssssst". Po sali rozniósł się charakterystyczny aromat. - Voila! Piwo w puszce!

- Magister czy nie, ale z ciebie Gawron to jełop był, jełop jest i jełop zostanie. - Zabrzmiało mi za plecami - Pan Taterka leży tu góra tydzień, zapewniam, że zauważył zmianę ustroju. To raz. A dwa: pomijając nawet szpitalne przepisy, jeśli wyżłopiesz to piwo na leki, które ci dałem, zetnie cię jak niemowlaka.

Odwróciłem się i zastygłem jak mumia z rozdziawioną koparą. Cezary Okularnik Lwowski, we własnej czterookiej osobie. Do tego w lekarskim kitlu. Więc jednak skończył tą medycynę.

- Czarek! Co to, kurwa, jakiś ogólnopolski zlot pijaków z Węgielnej? - zagadnąłem wesoło. - I co o za burackie zwyczaje, żeby o obecnym w trzeciej osobie nawijać. Dobrze mówię, panie Zenku?

- Dla ciebie pan doktor Czarek. - odparł bezceremonialnie wyciągając mi Okocimia z ręki. Spojrzał na Paryzanta. - Daj mu odpocząć. Facet walczy o życie.

No z Okularnikiem to już całe stulecie się nie oglądaliśmy. Browca oddać nie chciał, a jak mu zagroziłem obiciem ryła, to on zagroził nie wypisaniem mi L4, z tym nie umiałem dyskutować. Z bólem serca patrzyłem jak zawartość puszki znika w umywalce. Prosiło się, żeby jeszcze zostać i obgadać stare czasy, ale Czarek był w połowie obchodu, a Zenek - świadomy czy nie - chyba faktycznie miał już dość mojego trajkotania.

- A właśnie - rzuciłem na odchodne - Sprowadziłem się z powrotem Węgielną, do mieszkania po starej Gawronowej. Parapetówę urządzam. Wpadnij z jakąś flaszką wieczorem, to pogadamy na spokojnie.

- Leki. Alkohol. Nie łaczyć. Na słuch ci się coś rzuciło?

- Wpadniesz to mnie przypilnujesz. Na razie!

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=52--m6JRm2s&feature=related[/MEDIA]

Nie czekając na odpowiedź zarzuciłem kostkę na lewe ramię i dziarskim krokiem pomaszerowałem do wyjścia. Pomysł na parapetówę wyszedł z moich ust, zanim jeszcze przyszedł mi do głowy, ale właściwie... czemu nie. Ciekawe co tam u reszty gwardii z podwórka. Przez ostatnie lata kontakt udało się zachować jedynie z Tereską, może ona ma namiary na kogoś jeszcze. Na pewno do młodych Bułek, znaczy się Hirka... i tej drugiej. Pewnie też do Pyzy... znaczy Wandzi. Baśka... nee, ona chyba wyjechała z miasta. Chociaż spróbować nie zaszkodzi. Do Grześka chyba sam miałem gdzieś numer... ale czy dodzwonię się do niego, czy do kolejnej byłej panny, pozostawało jak zawsze zagadką.

Niespodziewane dwa tygodnie wolnego na koszt państwa naprawdę napawało chęcią do życia. Byłem gotów znaleźć kierowcę tego malucha i ucałować jego nieogolony pysk. Co tu dużo gadać: wracam do domu i zaczynam obdzwaniać ekipę.
 
__________________
Show must go on!
Gryf jest offline