Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-12-2011, 12:25   #6
liliel
 
liliel's Avatar
 
Reputacja: 10063 liliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputację
Wiadukt piętrzył się nad całą okolicą jak żywy pomnik jej grzechów. Obdrapana monumentalna konstrukcja zawsze wywoływała w Teresie silne emocje. Niemal czuła bijące od niej złowrogie wibracje.
Przez głowę kobiety przebiegł łańcuch nieskładnych myśli, z której jedna pociągała kolejną i jeszcze następną. To tutaj wszystko się zaczęło. Jedno zdarzenie, które kompletnie zdeterminowało jej życie.

I wtedy usłyszała ten głuchy trzask. Samochód wpadł w poślizg na zlanej deszczem nawierzchni, wykręcił spektakularną pętle i zakończył szalony taniec na poboczu.

Przez chwilę Teresa tkwiła w kompletnym bezruchu z dłońmi zaciśniętymi na kierownicy tak mocno aż pobielały jej kłykcie. Gwałtownie wciągała powietrze do płuc aby przeczekać przypływ adrenaliny.
W kabinie samochodu nadal rozbrzmiewał sączący się z radia kawałek. Głośniki dudniły i buczały od natężenia decybeli.

Pchnęła przeżarte rdzą drzwi i wyszła na zewnątrz. Wszystko tonęło w mroku rozpraszanym dwoma słupami jaskrawego światła samochodowych reflektorów. Wyszczerbiony kawał cegły nadal tkwił na masce niby obleczony w materię wyrzut sumienia. Dotknęła go czubkiem palca jakby chciała się upewnić, że to nie sen.
Czy ktoś zrobił to celowo? Zresztą, jakie miało to znaczenie. Nie liczą się pobudki ale konsekwencje. Miała sporo szczęścia.

Wróciła do samochodu, wyłączyła silnik zgarniając z fotela pasażera tanią torebkę ze skaju i wiklinowy koszyk z zakupami. Powinna już być w domu. Paweł będzie się zastanawiał co ją zatrzymało.
Z
bagażnika wyciągnęła latarkę i po chwili namysłu zabrała także łom, który ukryła pod połami płaszcza. Przekręciła kluczyk w zamku upewniając się, że samochód jest zamknięty zostawiła go na poboczu ruszając ku schodom ciągnącym się na szczyt wiaduktu.
- To tylko kawał betonu - powiedziała na głos dodając sobie otuchy. - Co było minęło.

Wiadukt tonął w atramentowych ciemnościach. Odkąd ten odcinek torów wyłączono z obiegu zarząd miejski odciął dopływ prądu do ciągnących się po długości latarni.
Nie cierpiała tego miejsca. Przyzywało wiele wspomnień. Ale Teresa potrafiła radzić sobie z własnymi demonami. Spychać je na sam skraj świadomości i uciszać.
Zastanawiała się czy ten kto rzucił cegłówką jeszcze tu jest. Poświeciła dookoła latarką i rozejrzała się bacznie. A później ruszyła skrótem w kierunku Węglowej.

Sierp księżyca wisiał nad jej głową pośród kłębiących się nocnych chmur. Jedyny świadek jej marszu poprzez wspomnienia.
Uważnie stawiała kroki aby się nie potknąć. Dookoła walał się gruz, fragmenty gałęzi i puste butelki. Przez ostatnie lata torowisko zamieniło się w śmietnisko ale najwyraźniej nikt tym faktem nie zamierzał się przejąć. Jej tym bardziej było wszystko jedno.
Wysupłała z torebki paczkę mentolowych Zefirów i odpaliła papierosa. I wtedy usłyszała ten szelest. Najpierw sądziła, że to wiatr hula pośród liści ale gdy jazgot przybrał na sile skierowała wzrok w stronę gęstych, oblanych mrokiem chaszczy.
- Ktoś tam jest? - zapytała i odstawiwszy koszyk na ziemię. Słup światła padł na kępę krzaków poruszających się jak powołana do życia hybryda rośliny i zwierzęcia. Gałęzie wiły się nieznacznie a z ich wnętrza dobiegł głuchy warkot.
Para czerwonych ślepi błysnęła niespodziewanie pośród mroku i Teresa zobaczyła jak spomiędzy gałęzi wyłania się bezpański pies. Czarna skołtuniona sierść na długich patykowatych nogach nastroszyła się złowrogo kiedy zwierz obnażył dwa rzędy pożółkłych zębów.
Wycofała się nie robiąc gwałtownych ruchów ale stworzenie ruszyło za nią. Ślina zwisała z obu kącików jego rozwartego pyska a oczy zwęziły się wściekle.
Teresa podniosła koszyk i odnalazła na dnie kawałek kiełbasy. Rzuciła w stronę kundla i obserwowała jak zwierz nieufnie niucha nozdrzami aby zaraz zatopić w mięsie chciwe zęby. Wykorzystała ten moment i pognała wzdłuż torów. Serce biło mocno nawet wtedy gdy dotarła pod drzwi mieszkania.

Wślizgnęła się na korytarz i odwiesiła płaszcz. Antek wyskoczył ze swojego pokoju i z radosnym okrzykiem rzucił się w ramiona Teresy. Twarz kobiety rozjaśniła się jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Jej najcenniejszy skarb. Owoc zrodzony ze zderzenia żądzy z wyrzutami sumienia.
- Jak w szkole?
- Mamo, przecież dzisiaj niedziela! – odparł i poprowadził ją za rękę do kuchni. - Ale wiesz, w piątek pani wychowawczyni pochwaliła mnie, bo dobrze sobie radzę w rachunkach. A Wojtek, wiesz ten co jego tata siedzi w więzieniu, pociągnął Ankę za warkocz i...
Antek był nieprzeciętnym gadułą. A im więcej mówił tym bardziej Teresie poprawiał się nastrój. Wspólnie wypakowali zakupy kiedy w kuchni pojawił się Paweł. Pocałował ją w policzek chociaż od razu wyczuła jego nerwowość. Nałożył dłonie na ramiona Teresy zmuszając ją aby usiadła.
- Spóźniłaś się.
Górował nad nią, wysoki i barczysty i różnica wysokości tylko potęgowała wrażenie przesłuchania.
- Maluch znowu nawalił. To znaczy... w zasadzie to jest na chodzie ale szyba jest zupełnie rozkruszona. Od wiaduktu musiałam iść piechotą.
- Jesteś cała? - grymas przejęcia prześlizgnął się przez jego twarz kiedy zaczął ją oglądać ze wszystkich stron manewrując podbródkiem jakby była szmacianą lalką.
- Nic mi nie jest – wstała podchodząc do kuchennego blatu. Rzuciła na deskę główkę kapusty i nieśpiesznie odwijała sztywne liście wrzucając je do zlewozmywaka. - Weź z mojej torebki kluczyki i dokumenty. Zabierzesz go jutro do warsztatu?
Skinął wychodząc na korytarz.
- Może uda się wymontować szybę z jednego z tych gratów, które trzymamy na części.
Myślała, że wróci do oglądania telewizji ale po chwili wyrósł znów za jej plecami.

- Teresa... - zaczął skonfundowany. - Nie chodź więcej wiaduktem, dobra? Wiesz, że nie lubię tego miejsca...
- Wiem – przytaknęła.

Paweł pogrzebał chwilę w koszyku na zakupy. Złapał bochenek chleba i odkroił sobie piętkę.
- Kiełbasę miałaś kupić.
- Kupiłam – westchnęła. - Ale na wiadukcie pojawił się ten wściekły pies... Myślała, że mnie ugryzie. Poważnie.
- Skarżysz się, że tyle kundli bezpańskich lata po osiedlu – wypalił z nutą pretensji. - A sama je dokarmiasz...

Zniknął wreszcie w pokoju i po chwili dołączył do niego Antek. W końcu niedzielny wieczór to spore wydarzenie. Nadają westerny i każdy szanujący się obywatel nie może tego przegapić.

Była w połowie robienia gołąbków kiedy zadzwonił Hirek. Zbyła go szybko urobiona po łokcie ale później zastanowiła się nad dziwnym zachowaniem brata. Wydawał się zaniepokojony.
Zapachy wabiły do kuchni kolejnych domowników. Było już późno kiedy rozłożyła na stole talerze i zasiedli do wspólnego posiłku.

Ostatnia pojawiła się Wanda w wałkach na głowie i spranym frotowym szlafroku.

- Wreszcie kolacja jest?
Teresa zbyła ją wyniosłym milczeniem ale teściowa odczuwała widocznie potrzebę rodzinnej socjalizacji.
- Myślałam dzisiaj o tobie.
- Niebywałe – Teresę istotnie ten fakt zdziwił.
- Czytałam akurat biblię. Fragment o nierządnicach babilońskich.
- Aha.
Do pokoju wszedł Paweł i Teściowa już całą uwagę przerzuciła na niego nadskakując mu i szczerząc się napastliwie.
Po kolacji zmywanie oczywiście spadło na barki Teresy. Antek chciał pomóc ale wygoniła go do lekcji. Paweł pojawił się ubrany w kurtkę i buty oświadczając, że „wychodzi z chłopakami”. Teresa doskonale wiedziała co to oznacza ale nie oponowała. Nie raz próbowała i napotykała tą samą śpiewkę. Obiecał kumplom, przecież w niedziele zawsze strzelają sobie kilka piwek, taka tradycja żeby podtrzymać szkolne znajomości. I żeby nie wyolbrzymiała i nie robiła z niego alkoholika bo to zaczyna być męczące.

Było już grubo po dziesiątej kiedy wrzuciła Antka do wanny, ubrała w piżamę i położyła do łóżka. Jak zwykle czytała mu bajki i jak zwykle usnęła szybciej od syna, gdzieś w środku zdania. Przysnęła blisko godzinę. Zupełnie rozespana poszła do łazienki przygotowując się do snu. Złapała jeszcze za słuchawkę i wykręciła do Hirka. Brat odezwał się zaspanym głosem i było jej trochę nie w smak, że go obudziła.
- Coś się stało? - zapytała po prostu. - Byłeś jakiś dziwny. Przez telefon.
- Siostra. Dopiero co mi się udało przyciąć komara... - ziewnął do słuchawki starając się brzmieć naturalnie. Nie chciał jej na razie martwić zawartością szarej koperty. - Nic... nic się nie stało. Na głupie wspominki mnie naszło.
- Na jakie wspominki?
Pomilczał chwilę, ale w końcu powiedział ziewając znowu.
- Powiedz mi lepiej co macie jutro na obiad. Wproszę się i wtedy pogadamy.
- Gołąbki. Cały wieczór zasuwałam w kuchni. Wpadnij o ile coś jeszcze zostanie. Czasem mam wrażenie, że magazynują na zimę i mają zamiar całą przespać - nie musiał widzieć jej twarzy żeby wiedzieć, że się uśmiechnęła. - Dobra, kończę. Jutro muszę wcześnie wstać bo samochód znów niesprawny. Zanim Paweł wymieni szybę będę musiała się przesiąść na autobus.
- Zaraz, moment. Jaką szybę? - usiadł na stołku przy telefonie i przełożył słuchawkę do drugiego ucha. - Walnęłaś w coś? Co się stało?
- Nie, nic takiego - głos miała wyprany z emocji jakby faktycznie mówiła o drobnostce. - Ktoś rzucił cegłą. Na pewno nie celowo - ziewnęła przeciągle. - W każdym razie szyba rozkruszona w drobny mak. Rany boskie, na pewno mnie na to nie stać...
- Ale jak cegłą? Znaczy się w zaparkowany? - Hirek uspokoił się trochę, kiedy doszło do niego że przecież nic jej się nie stało, skoro zaczęła od gadania o gołąbkach. Podrapał się po kującym zaroście i mruknął jeszcze. - Pogadam z Radkiem, on zna faceta w Polmozbycie, może uda się coś taniej załatwić.
- Nie. Nie w zaparkowany. Jechałam Przemysłową. Zresztą nieważne. Nic mi się nie stało. Trochę maluchem zarzuciło i tyle. Ale z kumplem pogadaj. Może Paweł też tą szybę załatwi, na warsztacie mają sporo części. Nie mogę sobie teraz pozwolić na ekstra wydatki. Ledwie przędę od pierwszego do pierwszego, sam wiesz.
- Na Przemysłowej? - Znowu mu się gorąco zrobiło. - Tereska, na pewno nic ci się nie stało?
Dłuższa przerwa, ale zanim odpowiedziała dodał szybko:
- Przyjdę jutro, to porozmawiamy. O czwartej będziesz już z roboty?
- Po piątej. Bo autobusem. Ale przyjdź wcześniej. Z Antkiem trochę czasu spędź. W lekcjach mu pomóż czy coś. Pytał ostatnio czemu się rzadko pojawiasz.
- Przyjdę.. Albo nie. Wiesz co? Pożyczę auto od Radka i przyjadę po ciebie do szpitala.
- Nie musisz - westchnęła. - Hirek, dojadę. Przyjdź na Rzeźniczą. Tylko z Wandą się nie kłóć, dobra? Bo potem mnie da wycisk.
- Dobra. No dobra, będę grzeczny. Do zobaczenia jutro, siostra.
- Do jutra.
Odłożyła słuchawkę.

Sen nadszedł dość szybko. Obudził ją szczęk zamka kiedy budzik wskazywał kwadrans po pierwszej. Paweł hałasował jak jeleń na rykowisku. Przewrócił stołek na korytarzu, odkręcił wodę w łazience na cały regulator a po sypialni rozbijał się jak panienka na dyskotece. Kiedy wreszcie wylądował pod kołdrą przykleił się do jej pleców gładząc atłasową nocną koszulę.
- Tereska... Tereska... - w jego głosie była ta nuta żalu, która zawsze odzywała się na promilach. - Ja ciebie tak kocham.
Przez następne cztery minuty pokazał jej jak bardzo. A moment później zasnął tuląc się do niej jak dziecko. W jakimś opiekuńczym odruchu pogładziła go po włosach jeszcze długo gapiąc się w sufit.
 

Ostatnio edytowane przez liliel : 27-01-2012 o 22:32.
liliel jest offline