Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 14-12-2011, 21:52   #10
liliel
 
liliel's Avatar
 
Reputacja: 10063 liliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputację
Rutyna.
Jedni jej pragną, inni się jej boją.
Śmierć Czarka Czubowskiego przerwa na moment tą katatonię życia, w której Teresa utkwiła tak dalece, że niewiele faktów wywoływało w niej ten dziwny stan zapierającego dech w piersi niedowierzania. Włosy zjeżyły się na jej karku i mrugała kilkakrotnie zaciskając kurczowo palce na szklance herbaty.
- Znałaś go, prawda? - ciągnął niewzruszonym głosem Paweł. - Byliście sąsiadami?
- Mhm – przytaknęła i upiła ciepły łyk ale nawet on nie pomógł odegnać przejmującego zimna, które nagle zagościło w jej członkach. Jakby cała krew z niej wywietrzała i została tylko zimna stężała tkanka.
Milczała chwilę, którą Paweł wykorzystać żeby wlać do gardła połowę zawartości butelki.
- Pójdziesz ze mną na pogrzeb? - Teresa zawiesiła się, jak to miewała w zwyczaju i nie odrywała wzroku od parującej powierzchni herbaty.
- Jak chcesz – wzruszył ramionami. - Znałem go tylko z widzenia ale pójdę jeśli ci na tym zależy.
- Zależy.
W kuchni pojawiła się teściowa z wypiekami na twarzy i chyba istotnie gorąco uderzyło jej do głowy bo wachlowała się gazetę.
- Właśnie mówią w Dzienniku o tym naszym trupie!
„Naszym” zabrzmiało w jej głosie niemal z narodową dumą. Jakby pani Wanda dorzuciła własną cegiełką do sensacji przez sam fakt, że mieszkała z nim na tym samym osiedlu.
Teresa nieśpiesznie wkroczyła do pokoju gdzie na cały regulator rżnął telewizor. Na zaśnieżonym ekranie widać było reporterkę, którą stała na tle cementowni i obrazowo komentowała stan w jakim znaleziono mężczyznę. Antek zaś siedział jak zahipnotyzowany na kanapie i spijał każde słowo sączące się z odbiornika.
- Wanda! - Teresa na moment uniosła głos i szybko wyłączyła telewizję. - Dlaczego pozwalasz mu to oglądać? On ma sześć lat.
Teściowa zaplotła ręce na piersi i skrzywiła się z dezaprobatą.
- Jeśli ktoś zapomniał to nadal jestem we własnym domu – mruknęła. - A może mam oglądać tylko dobranocki, co? Bo konkubina mojego syna założyła mi embargo na wiadomości przed dwudziestą drugą?
- Konkubina? - Teresa pokręciła tylko głową. - Jakby pani Wanda nie zauważyła jesteśmy blisko siedem lat po ślubie.
- Cywilnym – riposta miała nieść zdaje się spory ciężar gatunkowy, którego Teresa nie odczuła należycie. - Taki się nie liczy.
Miała zignorować ten wywód ale wtedy w progu pokoju pojawił się Paweł i zatrzymał na Wandzie gromiący wzrok.
- Matka, nie wtrącaj się, dobra? - położył dłoń na karku małżonki. - I uważaj co leci w telewizji skoro Antek siedzi obok.
Paweł miał wiele wad ale akurat za Teresą zawsze stawał murem. Szczególnie przed własną matką. Pani Wanda z urazą spuściła wzrok i cichutko wślizgnęła się do łazienki. W akompaniamencie lanej do wanny wody słychać było jej teatralny szloch, który oczywiście miał wywołać w synowej wyrzuty. Nie wywołał.

* * *

Miasto tonęło w spadających z nieba hektolitrach deszczu. Szarość spowijała dzielnicę jak namiętna ale i zaborcza kochanka.

Teresa wybiegła z kamienicy wygładzając Antkowi fryzurę.
- Prosto do szkoły, jasne? A ze szkoły do domu.
- Ale mamo...
- Żadnych ale. Sam słyszałeś co się dzieje. Jakiś wariat grasuje po osiedlu. To nie jest błaha sprawa.
- No wiem, wiem...
- Nie włóczyć się po zmroku. Nie rozmawiać z obcymi...
Zdawała sobie sprawę, że robi się zaborcza ale nie zamierzała popuścić.
- I z dala od Przemysłowej, cementowni i wyludnionych miejsc, jasne? Wiem doskonale, że z kolegami z podwórka robicie wypady na torowisko i łąki. Od dzisiaj zakaz.
- Dobrze mamo – chłopiec wywrócił oczami i poprawił tornister. - Ale przed kamienicą możemy chociaż piłkę pokopać.
- Przed kamienicą możecie – pogładziła go po głowie. - A teraz wsiadaj do malucha, podrzucę cię pod szkołę.
Na szczęście Paweł szybko zorganizował nową szybę a jego szef policzył mu ją taniej niż po kosztach. Chociaż jedno w tym tygodniu nie poszło jak kamień pod górę.
- Ale z Damianem się umówiłem pod trzepakiem. Zawsze razem chodzimy... - Antek nie ustępował.
- To podjedziemy po Damiana i podwiozę was oboje.


Wysadziła ich pod samym głównym wejściem. Antek, nadal markotny, patrzył na matkę z wyrzutem. Teresa objęła go z uśmiechem i pocałowała w czoło co wywołało entuzjastyczny sprzeciw.
- Mamo! No błagam cię, koledzy patrzą.
- Niech patrzą – zaśmiała się i pokiwała chłopcom stłoczonym przy kwiatowych klombach, którzy intensywnie wpatrywali się w całą scenę. - Jestem twoją matką. Mam prawo cię całować.
Prychnął w odpowiedzi i wytarł rękawem policzek.
Teresa kucnęła przy nim i dodała jeszcze poważnie.
- I Antek... Proszę, uważaj na siebie. Możliwe, że w okolicy czyha ktoś naprawdę niebezpieczny. Miejcie oczy i uszy otwarte. To nie przelewki.
Sześciolatek wbił w nią swoje bystre, niemal dorosłe oczy.
- Wiem mamo. Słyszałem wiadomości. I jestem już duży, potrafię o siebie zadbać.
Co do tego Teresa miała niestety wątpliwości. Gdyby mogła ciągnąć go wszędzie ze sobą na powrozie to pewnie by to robiła. Ale się nie dało. Drżała na myśl, że jakiś psychopata rodem z amerykańskich filmów może włóczyć się w pobliżu jej dziecka.


* * *


Adam Broniewicz, mężczyzna opryskliwy i zramolały, o czerwonej nalanej tłuszczem twarzy, gapił się na Teresę i chyba tylko ostatnią siłą woli tłumił ziewnięcie.
- Pani... ja na bzdury czasu nie mam. Dochodzenie jest w toku a ty mi, pani, zawracasz dupę pierdołami. I nie. Nie zdradza się szczegółów każdej gospodyni domowe co sobie wejdzie z ulicy bo się naoglądała za dużo „Stawki większej niż życie”.
- Nawet daty śmierci? - Mimo tonu mężczyzny Teresa wyglądała na zupełnie opanowaną. - Widzi pan poruczniku... Słyszałam, że ciało odnaleziono w okolicy ulicy Przemysłowej. Tak się składa, że w niedzielę ktoś rzucił cegłówką w mój samochód. Z góry. Z wiaduktu. A to blisko cementowni.
- I sobie pani ubzdurała, że ten kto zamordował pana Czubowskiego przyczaił się później na wiadukcie i rzucał kamulcami w przejeżdżające Przemysłową samochody? - jego kaprawe oczka jasno wyrażały jak niedorzecznie to brzmi. Teresa sama dostrzegła absurd w tej sytuacji.
- Ma pan rację. Ale w telewizji mówili, żeby zgłaszać wszelkie detale, które mogłyby mieć związek...
- Właśnie... związek. Sobie pani może wróci do oglądania seriali a śledztwo nam zostawi – porucznik wyskubał z paczki klubowego bez filtra mimo iż na korytarzu komisariatu wisiała gigantyczna nalepka z zakazem palenia.
Teresa miała jeszcze coś dopowiedzieć ale nie widziała w tym sensu. Facet nie wyglądał na specjalnie zaangażowanego w śledztwo. Będzie cud jeśli w ogóle złapią mordercę w tym stuleciu. Podczas gdy ich dzieci biegają samopas całymi dniami po dzielnicy.
- Przepraszam, że zawracałam głowę – Teresa odwróciła się na pięcie i po prostu zeszła policjantowi z oczu.
- Jebana patologia – słyszała za plecami jak porucznik mruknął pod nosem, jednak nie na tyle cicho aby słowa utonęły w szumie otoczenia. – Kurwa bez kultury...
Dobrze, że nie poszedł z nią Paweł. On nie potrafił przemilczeć zniewagi i zrobiłaby się awantura.


* * *


Przyjaźń z dzieciństwa zdała egzamin czasu w przypadku Patryka Gawrona i Teresa nadal była z nim żyta i w bliskiej komitywie mimo różnic światopoglądów i charakterowych. Tym ciężej szło jej przyglądanie się jak Gawron stacza się na samo dno. Alkohol stawał się esencją jego życia, która napędzała je i determinowała. O ile w przypadku Pawła walczyła zażarcie z jego przyzwyczajeniami to w kwestii Gawrona nie żywiła wielkich nadziei. Niemniej nadal trwała przy jego boku, głównie dlatego, że przecież lubiła jego towarzystwo. W Pawle wódka wyzwalała agresje, Gawron na szczęście nie miał tego problemu a przynajmniej Teresa nie była świadkiem niczego podobnego. Potrafiła się z nim dogadać, nawet po promilach. A może szczególnie po nich. W pewnym sensie także mu zazdrościła. Tej nieskrępowanej swobody i wolności. Mógł uwalić się w trupa i przeleżeć przed telewizorem cały dzień. Teresa miała za dużo osób na głowie o które musiała się troszczyć. Odpowiedzialność, której nie mogła scedować na nikogo innego.
Tego wieczora, już po pracy, ugotowała obiad na dwa kolejne dni. Blisko sześć tuzinów pierogów – z mięsem i ruskich - pół na pół. Zapakowała kilkanaście sztuk do półmiska i owinęła ściereczką. Z taką wałówką pogalopowała na Węgielną kupując po drodze dwa piwa w puszcze.
Antek już spał, Paweł wyskoczył „z kolegami”. Teściowa wspaniałomyślnie obiecała zaglądać do wnuczka i zadzwonić pod numer Patryka gdyby coś się działo.
Teresa mogła pozwolić sobie na jeden wieczór wytchnienia. Nie myśleć o niczym, wysączyć jedno piwo w akompaniamencie mentolowego Zefira i pozwolić by zmiękły jej nogi. Plus był taki, że nawet Paweł nie był o Gawrona zazdrosny. Wyjątkowo. Chyba odgórnie założył, że to niemożliwe żeby się puszczała z pijakiem i nierobem. Był na to zbyt porządna.
Zapukała do drzwi kamienicy a kiedy nikt nie otwierał nie dała za wygraną. Może Patryk wyszedł ale równie dobrze mógł po prostu być na cugu i zajmie mu chwilę nim oprzytomnieje i dowlecze się do drzwi.
- Patryk, otwórz, na Bolka trampki! – Tereska nie przeklinała. W każdym razie nie w typowy utarty sposób. Jej językowe powiedzonka, które w teorii miały ocierać się o przekleństwa raczej przywodziły cień uśmieszków.
Zadudniła otwartą dłonią narobiwszy już solidnego rabanu na całą klatkę schodową. - - To ja, Teresa! Pierogi ci przyniosłam!
 

Ostatnio edytowane przez liliel : 27-01-2012 o 22:33.
liliel jest offline