Moto
W środku, tuż za drzwiami powitała cię fala dźwięku, ku twemu zdziwieniu dymu papierosowego raczej niewiele, znaczy to, że klimatyzacja działa całkiem nieźle…
Pomieszczenie w jakim zostawiłeś swoje rzeczy jest oświetlone punktowymi lampami biegnącymi naprzemiennie na suficie iw podłodze dłuższej ściany pomieszczenia na jakiej znajdują się ‘stojaki’ na broń.
Koleś jaki odebrał od ciebie kurtkę i broń, obejrzał twą broń, uśmiechnął się krzywo i rzucił ci płaski plastikowy krążek w jaki wtopiony jest chip.
Gdy przeszedłeś dalej początkowo miałeś wrażenie, że muzyka zaraz wprawi w drżenie twoje kości, potem zastanowiłeś się, skąd oni wygrzebują takie starocie…
Niskimi basami, które czułeś wręcz w żołądku z głośników dobywał się minimalnie tylko zindustrializowany kawałek, który kiedyś miałeś okazje słyszeć na odtwarzaczu jednego z znajomych członków Rodziny w czasie podróży – to kawałek ‘Their Law’ bodajże Prodigy…
Jest stosunkowo wcześnie, główna sala na tym poziomie nie jest zapełniona nawet w połowie, jakaś grupka kolesi z symbolami Piranii wymalowanymi fluorescencyjną farbą na prawych policzkach oblegają prawy skraj długiej lady, kilka panienek wygina się na parkiecie, jakiś trudno dla ciebie z tej odległości do zidentyfikowania gang pozerów mroczni się w kącie przy stoliku nad jakim wisi odwrócony do góry nogami, pomalowany na żarówiasty róż krzyż.
Ricky’ego jeszcze nie widzisz, ale na pewno się zjawi…Sam zapach euroszmalu jaki masz mu dziś wieczór dać powinien go tu ściągnąć…
Za barem najbliżej miejsca którego podszedłeś, stoi
gość jakiego fizjonomia i styl biegania z pozornie gołą klatą skądinąd jest ci znany. Chyba kiedyś grzebałeś w silniku jego bryki…Ale głowy nie dasz.
- O, kolejna niespodzianka tego wieczoru…Chłopaki zwrócił się do kolesi z Piranii
to właśnie gośc który tak zajebiści podkręcił mi bryczkę…Co podać, stary? Roxie
Facet z nieco krzywym uśmieszkiem wsunął karteczkę do kieszeni.
- No to dobrej zabawy , mała…
Idąc do klubu miałaś wrażenie, że czujesz wyraźnie jego wzrok, jakby to były dłonie przesuwające się z drażniącą powolnością po twym ciele….
Mimowolnie zrobiło ci się gorąco…
Tak, znalezienie sobie jakiejś ‘zabawki’ na wieczór, to może nie jest taki zły pomysł.
Czasem czujesz nieodpartą potrzebę , by ktoś zajął się twoim ciałem, tak jak ty lubisz, a nie odwrotnie…
Gość przy ‘szatni’ zmierzył cię powolnym spojrzeniem lecz więcej było w tym spojrzeniu rutyny, niż czegokolwiek innego.
Pewnie kolejny jaki ma w oczach coś więcej niż same patrzałki…
Napoleon
Znajoma fala zimnego błękitu, gdyż tak zawsze wyobrażałeś sobie przepływ etaminy przez swój układ nerwowy sprawiła, że poczułeś się znów tak słodko odrealniony.
Tak jakby ž świata gdzieś zniknęło, na chwile odeszło daleko.
A to co widzisz jest ostrzejsze, kolory żywsze, brud mniej widoczny…
Taki świat jest lepszy…
Holovid wiszący nad wejściem do Proximy , ta róża nagle wydała ci się jakaś dziwna…Jakby to nie był do końca kwiat, jakby łodyga złożona była z wici bata, może bicza, a to co wydawało się z daleka czerwonymi kolcami było tak naprawdę kropelkami krwii…
Stanąłeś tak przed nim, wpatrując się w niego, w jego delikatne migotanie w ciągle padającym powolutku deszczu…
Crawler
Corpy na szczęście pogoniły dalej za swym celem.
Mimo wszystko ostrożnie podbiegłeś pochylony w stronę futerału na gitarę i plecaka.
Serce w gardle, bo jeśli ktoś je zabrał, to…
Są!
Gitara wpół oparta na ścianie leży tuż koło sterty jakiś odpadków, masz tylko cichą nadziej, że futerał uchronił ją przed jakimiś poważniejszymi uszkodzeniami.
Przez chwilę gorączkowo rozglądasz się za plecakiem.
W końcu wypatrujesz go wciśniętego pod jakiś totalnie pordzewiały konstrukt , który pierwotnie był chyba wózkiem widłowym, który ktoś usilnie chyba próbował przerobić na…pojazd bojowy?
Trudno powiedzieć, wygląda dziwacznie, teraz tylko spływają po nim kolejne krople deszczu …
Poczułeś lekkie swędzenie na policzku.
Właśnie, deszcz…
Parasol leży rączką do góry w niewielkiej kałuży jaka utworzyła się w dziurze po wyrwanym asfalcie w tej części zaułka…