| „Ogień”
Wyjmij to ostrze z mej piersi
Tam nie ma już nic do przebicia
Jest para połamanych dłoni...
Jeden nie skończony wiersz...
Żyjemy tak trochę z rozpędu
Jak wózek przez dziecko popchnięty
Ciśnięta przez okno piłka
Co zgasła w objęciach tarniny
A przecież jest jeszcze ogień
By kry pośród żył roztopić
Jest żagiew na dłoni wyrosła
Niosąca nowy początek
Są drwa przez lata zbierane
Na zimę ust naszych lub stos
Spłonę więc dziś i spłowieję
W ogniu Twej obojętności... |