Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 28-03-2012, 21:53   #10
Viviaen
 
Viviaen's Avatar
 
Reputacja: 248 Viviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie cośViviaen ma w sobie coś
Nie pamiętała, jak długo to trwało.

Wyłączyła się, gdy eskorta żołnierzy wyprowadzała je z budynku. Zdrajczynie. Wszystkie miały świadomość ostateczności własnego losu, choć spodziewały się raczej natychmiastowej egzekucji. I zapewne gdyby miały wybór, wybrałyby kulkę w tył głowy.

Zamiast tego zgotowano im piekło.

Traktując gorzej, niż bydło, zawlekli do ciężarówki, skuli ze sobą i zawieźli do portu. Podróż trwała zaledwie kilka godzin, choć dla znajdujących się na pace kobiet czas stanął w miejscu. Sakamae rozejrzała się tylko raz. Nie chciała więcej oglądać tego strachu w oczach. Zwierzęcej paniki, przechodzącej ludzkie wyobrażenie.

Pamiętała jeszcze bagnety, w których odbijały się promienie słońca. Tak samo, jak odbijały się też na powierzchni wody w zatoce, w której cumował statek, mający je zabrać do miejsca przeznaczenia. Te błyski będą ją prześladowały do końca życia...

***

Ocknęła się z kolejnej drzemki. A może to tylko sen na jawie? Nie wiedziała - ale nie obchodziło ją to, ile dni już tak płynęli. W ścisku, smrodzie, strachu... Od ilu dni nie miała nic w ustach, bo nie chciało jej się pchać po jedzenie. Czasem któraś z dawnych koleżanek dzieliła się z nią, nawet nie wiedziała czym. Ważne, że na chwilę oszukiwało żołądek. Próbowała się zagłodzić, ale nie potrafiła się zmusić do odebrania sobie życia.

Oczywiście, słyszała plotki. Wyspa śmierci. Eksperymenty na ludziach.
Tak, mogłaby w to uwierzyć. Gdyby nie było jej wszystko jedno. Kiedy wpadli w sztorm, znalazła sobie bezpieczną wnękę z tyłu ładowni. Czekała, aż przestanie rzucać okrętem i będzie mogła w końcu rozluźnić palce, kurczowo zaciśnięte na jakimś wystającym elemencie. Kiedy w coś uderzyli, poczuła to całym ciałem. Czuła, jak razem z poszyciem statku rozdziera się zasłona otulająca jej umysł. Emocje zalały nagle obudzoną świadomość z siłą wody, wdzierającej się przez wyrwę do wnętrza okrętu. Tego okrętu, w którym właśnie się znajdowała.

Japonka rozejrzała się i dostrzegła nieopodal młodą kobietę, która najwyraźniej dostała jakiegoś ataku. Nie mogła do niej dotrzeć, choć się starała. Słyszała krzyki, gdzieś z przodu ładowni, po chwili do jej stóp spłynął po podłodze strumyczek krwi. Próbowała krzyknąć, ale zaschnięte gardło nie pozwoliło na wydanie najmniejszego dźwięku. Dopiero teraz poczuła, że ledwo stoi na nogach. Mimo to, rzuciła się do wyjścia. Poczuła, że chwytają ją jakieś ręce, ale je odepchnęła. Bała się, że ją zatrzymają, zawrócą... Przewróciła się i boleśnie stłukła kolano, zdarła skórę z dłoni. Podniosła się chwiejnie i ruszyła naprzód. Czyjeś ręce znów ją chwyciły, pociągnęły za sobą. Tym razem kurczowo się ich chwyciła, choć zdrętwiałe palce niemal nie miały czucia. Wokół ludzie w panice się tratowali, usiłując jak najszybciej dostać się na pokład. Jak zwierzęta...

Smak słonej wody w ustach był ostatnią rzeczą, jaką zapamiętała. I zimno. Było jej tak potwornie zimno...

Podtrzymujące ją ręce nagle znikły. Ich właściciela zmiotła z pokładu ogromna fala. Kolejnej nawet nie zauważyła. Poczuła tylko, jak ciśnienie wyciska jej powietrze z płuc. Desperacko próbowała wydostać się na powierzchnię, złapać oddech, pociemniało jej w oczach. Sztorm miotał nią jak kukiełką, podobnie, jak innymi rozbitkami. Zanim straciła przytomność, zdążyła jeszcze pomyśleć o bezsensie takiej śmierci.

***

A jednak nie umarła.

Sakamae ocknęła się, czując, że coś ją przygniata. Fale wyrzuciły ją na brzeg jakiejś wyspy razem z kilkoma innymi jeńcami - któryś z nich leżał właśnie na niej... Minęło sporo czasu, nim zdołała się wygrzebać spod bezwładnego ciała i opaść obok, ciężko łapiąc powietrze. Wystarczył jeden rzut oka by się przekonać, że ten mężczyzna miał mniej (albo więcej) szczęścia, niż ona. Był martwy.

Gdzieś z boku ktoś jęknął, próbował się podnieść. Z wysiłkiem spojrzała w tamtą stronę.

- Co to za miejsce...?

Na to pytanie nie znała odpowiedzi..
 
__________________
Jeśli zabałaganione biurko jest znakiem zabałaganionego umysłu, znakiem czego jest puste biurko?
Albert Einstein

Ostatnio edytowane przez Viviaen : 28-03-2012 o 21:55.
Viviaen jest offline