Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-03-2012, 06:45   #26
Campo Viejo
Moderator
 
Campo Viejo's Avatar
 
Otto ze zdobycznym sztyletem pod nagłówkiem, zawinął się w derkę uprzednio wbiwszy tarczę w trawę przy legowisku, coby mu ogień po ślepiach nie raził. Żar bił od trzaskającego z cichym sykiem z wolna palącego się ogniska. W taki ziąb rzycią do ciepełka obracać się ani myślał. Ucieszył się, kiedy nie padło na niego do pierwszej warty, bo spać mu się chciało nielicho. Ziewając przeciągle z zamkniętymi oczyma dumał nim sen go zmorzył po kolejnym przeżytym dniu najemnika. Oddawał go Ulrykowi.

Prócz nagrody za Juliusa i skalp hybrydy każdemu z nich wpadło po pięć złotych koron z kiesy Folgera, bo Normalverbraucher kosztem towarzyszy dla kilku złociszy wzbogacać się nie zamierzał, ani wstydzić przed Randalem za taki łup przekrętu nie warty. Więcej na próbę Ulryka wystawać też nie należało. Od kiedy na wojaczki drogę wstąpił próbując najemniczego chleba wychowany w starej wierze, szybko chłopak ze wsi znalazł si rozdarty między służba dla obu panów, z czego ani dumny, nie był, ani do czego publicznie przyznawać, ani choćby przed sobą szczerze nie zamierzał. Miast roztrząsać sumienie, kiedy poszedł na rynek spieniężyć oręż, który się ostał po przebraniu przez drużynę dla potrzeb oddziału, nie omieszkał wstąpić do karczmy „Kiszona Papuga”, gdzie przegrał cztery korony w tej osobliwej, brzydkich dziwek świątyni Randala, a piątą dał żebrakowi przy wejściu. Ot i tyle ostało się z Folgera połatanej kiesy, splunął na bruk.

Kiedy jednak wyszedł na plac z zamiarem pójścia do karczmy, gdzie czekał jego oddział, wzrok Otta padł na szary budynek opisany w kwadrat i otoczony wysokim murem. Czerwieńsze jeszcze bardziej się zrobiły Normalverbrauchowe wypieki po gorzałce, ale pewnym krokiem ruszył do świątyni. Wchodząc hełm zdjąwszy dyskretnie z głowy schował za pazuchą, tak aby go widać nie było i przekroczył próg surowej, kamiennej budowli. W głównej sali u stóp dzierżącego wojenny młot na tronie posągu Ulryka, u podnóżka którego leżały rzeźbione w skale wilki, płonął Wieczny Ogień w rytualnym zniczu ołtarza. Kapral wzroku nie podnosząc na oblicze tego, którego nawet założyciel Imperium wyznawał gorliwie chodząc między ludem śmiertelnym jako jeden z nich, drżącą ręką położył u stóp kamiennych schodów swoja niezawodną, wysłużoną kuszę. Czuł w kościach, że przebrała się miareczka i dłużej wodzić losu na pokuszenie nie chciał... Zwłaszcza kiedy podstępem, mało honorowym na dodatek, zajął się pojmaniem Juliusa pod miecz biorąc jego mamkę. Godny byłby to zaiste czyn w oczach Randala, lecz gniew Ulryka ściągnąć na siebie mógł niechybnie jednakowoż, toteż w geście dobrej woli, skruszony oddał broń tchórzów w ofierze. Potem wstając ostatnie tęskne spojrzenie pożegnania puścił starej kuszy i pewnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Już na placu wyjął zza pazuchy hełm i nasunął go na czoło puknąwszy się kułakiem w łeb aż zadudniło. Czego gały nie widzą tego duszy nie szkoda, jak to mawiała matula. Tego, że zastępstwo cisowego łuku, co wpadł mu w łapy niespodziewanie, pokryło się w dniu z wyrzeczeniem kuszy, Ulryk też wiedzieć nie musiał, a on głowy bogu tym zaprzątać wszak nie zamierzał.

Prawie zasypiał i tylko raz po raz rozbrzmiewające pierdy towarzyszy, po obżarstwie grochu z białą kiełbasą, mąciły inaczej spokojną noc, kiedy półprzytomnie skrzyżował place na obu rękach. Dzień oddawszy Ulrykowi, teraz noc powierzył dyskretnie i niby bezwiednie Randalowi.

Już olbrzymie jak głowa Ottona cyce Baśki wyskakiwały z dekoltu, kiedy został bezceremonialnie obudzony przez Imraka! Szlag! Szybko doszedł do zmysłów, kiedy dostrzegł to, na co Khazad zwrócił uwagę. Vooks też już nie spał. Stary brodacz nie był takie głupi na jakiego wyglądał każdy przedstawiciel tego ludu, co za wybiera życie drążąc podziemne tunele, za przysłowiowy zarodek złota gotowi przekopać Imperium w zdłuż i wszerz. Sięgnął po łuk i strzałę, ale dostrzegł, na jakieś dwa tuziny kroków dalej za skitranym goblinem, świecące w mroku ślepia.




Ot, wiadomo jeździec a za nim jego zwierz warował, ale przesądnemu Kapralowi krople potu na czoło wystąpiły, na samą myśl, że to może być grożący palec Ulryka objawiony w wilczym oskarżycielskim wzroku. Ani chwili się nie wahał posyłając strzałę w noc prosto miedzy ślepia, kiedy tylko krasnolud Druzd dał znaka. Szczęściem był pierwszy dzień cisowego łuku na stanie Normalverbrauchera. Nieobyty z konserwacją łuczniczego sprzętu, cięciwa nie została zdjęta w podróży, a broń dzięki temu gotowa do użytku bez mitręgi.
 
__________________
"Lust for Life" Iggy Pop
'S'all good, man Jimmy McGill

FAQ

Ostatnio edytowane przez Campo Viejo : 30-03-2012 o 06:56. Powód: niektóre literówki
Campo Viejo jest offline