Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-04-2012, 16:39   #3
Agape
 
Agape's Avatar
 
Reputacja: 1444 Agape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumnyAgape ma z czego być dumny
Czas mijał powoli a zarazem szybko, szybko mijały chwile przeznaczone na odpoczynek i sen, nieznośnie powoli cała reszta podczas której musiała pracować przy odbudowywaniu umocnień. Tak, tak, zajęcie któremu wymykała się przez ostatnie kilka dni dopadło wreszcie blondwłosą ochotniczkę pod postacią wyjątkowo zrzędliwego krasnoluda, który nadzorował prace budowlane. Zresztą biorąc pod uwagę jej biało-niebieski mundur wyróżniający się na tle ubrań mieszkańców nie było się w zasadzie czemu dziwić. Międląc w dłoniach jakiś pokreślony liniami papier brodacz wykrzykiwał komendy i próbował przekonać robotników że wszystko co robią, robią nie tak jak trzeba. Za każdym razem kiedy jego słowa były skierowane do niej przewracała swoimi błękitnymi oczyma i odbórkiwała że przecież się stara, naprawdę się starała. Miała go serdecznie dość, szczególnie że przez niego nie starczało jej czasu żeby poszukać składników do mikstur. Czy on nie rozumiał że są rzeczy znacznie ważniejsze niż jakieś tam kamienie czy palisada? Trzy razy wyprawiała się by poszukać ziół ale efekty jej poszukiwań były raczej mizerne. Czy odpowiednie zioła nie chciały tu rosnąć, czy może zostały już zebrane wcześniej przez kogoś kto miał więcej czasu niż ona, nie miała pojęcia. Wreszcie przyszła pora by wyruszyć co uczyniła z nie ukrywanym entuzjazmem, którego nie zmniejszyła nawet konieczność dźwigania ciężkiego plecaka.

Na zamku uzupełniła tylko prowiant. Kiedy Gottri wspomniał o koniu i zbywającym złocie westchnęła z rezygnacją gdyż to ją prawdopodobnie najbardziej uszczęśliwiłby zakup zwierzęcia, niestety w kwestii pieniędzy nie miała się czym pochwalić.
- Nie kryję, że chętnie pozbyłabym się swoich maneli z grzbietu, ale dołożyć się wiele nie mogę, cały mój majątek ledwie pięć marek.

W komnatach von Antary czuła się onieśmielona, milczała i trzymała się raczej z tyłu starając się zrozumieć i zapamiętać jak najwięcej. W miarę jak szlachcic mówił robiła się coraz bledsza. Zaraza! Potworna zaraza której mieli stawić czoła. Jakie mieli szanse na to że nie podzielą straszliwego losu zakażonych? W tej misji nie mogli zawieść. Żołądek jej się ściskał na samą myśl że mogłoby im się nie udać, sporo wysiłku kosztowało przegnanie obrazów usłużnie podsuwanych przez nakarmioną właśnie detalami wyobraźnię. Mimo to przez myśl jej nawet nie przeszło by odmówić udziału w zadaniu, była gotowa zrobić wszystko co tylko będzie konieczne by pomóc tym ludziom i wykonać wolę Magnusa.
***

Podróż do Gablach minęła nadzwyczaj spokojnie, zdecydowanie za spokojnie gdyby brać pod uwagę okoliczności, to jednak nie stanowiło powodu do zmartwień dla Elise. Wychodziła z założenia że zdecydowanie lepiej nie spotkać spodziewanego niebezpieczeństwa niż spotkać nie spodziewane. Podczas podróży zachowywała umiarkowanie dobry humor starając się skupić na teraźniejszości nie zaś na celu wędrówki. Nie rozpoczynała rozmów i zdecydowanie nie była w nich najaktywniejszą stroną, niemniej zawsze dorzucała swoje trzy grosze do dyskusji.

Wieś wywarła na niej przygnębiające wrażenie, opuszczając ją zwróciła się w myślach do Shallyi i Randala by nie zapominali o mieszkańcach. Nie podobało jej się że zarówno łowczy jak i Kristian z całym ładunkiem już wyruszyli. „Mieli przecież na nas czekać, nie spóźniliśmy się. Jak u licha mamy chronić ładunek jeśli nas przy nim nie ma? Oby tylko dalsza droga była równie spokojna jak do tej pory.”

Na szczęście przewaga wozów nie była duża i szybko je dogonili. Ten widok bardzo ją ucieszył, już miała machać radośnie do wozaków i krzyczeć że oto przybyła ich eskorta, ale ostrzeżenie Taliany sprawiło że zaniechała tej czynności. Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie i to w kierunku który mógł oznaczać zniweczenie zadania. Natychmiast sięgnęła po łuk, nie było nad czym się zastanawiać, przynajmniej do póki nie rozpoznała prowadzącego jeźdźca. Łowca Czarownic którego widziała w Ostermark. Zawahała się. Otrzeźwiła ją reakcja Gottriego. Łowca czy nie łowca oni mieli swoje zadanie, które musieli wypełnić. Pobiegła za utykającym krasnoludem nakładając strzałę na cięciwę. Gdyby tylko się udało zająć odpowiednią pozycję i ustrzelić konia łowcy- w jego samego nie miała odwagi celować- może udałoby się powstrzymać natarcie.
 
Agape jest offline