| DOMINIC
Uśmiecha się, a nie jest to przyjemny widok i zabiera gnaty ze stołu. - Oczywiście gość nasz pan. Wszystko by zadowolić gościa, by... jak to powiedzieć , czuł się komfortowo i mógł się odprężyć. - Odchodzi w stronę wejścia i w lewo. Po drodze biorę sprzęt tego klesia który do mnie podszedł. Tam za siatką i kulo odporną szybą stoi jaki koleś. Podaje mu twoją broń, ten odbiera i kładzie na półce. Następnie siada na hokerze przy wejściu tak by widziec jeszcze pusty lokal.
__________________ And then... something happened. I let go.
Lost in oblivion -- dark and silent, and complete.
I found freedom.
Losing all hope was freedom. |