| Lorenzo - W kierunku bramy ?- Westchnał ciężko. Diabli nadali tę poetkę, przecież nie będzie bawił sie w niańkę jakiejś artystki. Czort z dziewczyną przemknęło mu przez głowę, sama się znajdzie jak ochłonie. Uśmiechnął się do służącej i ujął pod rękę.
- Nie moja droga Monique, nie myślałem o pannie Caroline. Znajdzie się sama jak się wypłaczę. Wina napijemy się my. Mówiąc to prowadził służącą w stronę ławeczki schowanej w cieniu rozłożystego platana. Posadził na niej Monique, wyjął z dłoni kieliszki i postawił obok. Butelka, którą odebrał od oniemiałej chyba nieco dziewczyny, pomimo jego jednej ręki w magiczny niemal sposób została błyskawicznie odkorkowana. Wkrótce ciemnorubinowy płyn został rozlany do kryształowych kieliszków. Lorenzo podniósł go i swiatła lampionów zaczęły grać tęczowymi iskrami na załamaniach szkła. Uśmiechnął się do siebie na ten widok i zwrócił do dziewczyny. - Za pamięć naszego nieocenionego Leonarda, oby bogowie znalezli mu miejsce u swego boku, albowiem zasłużył na to po stokroć. Mówiąc to upił łyk wina.
- Znałaś messer da Vinci ?
__________________ Nie daj Boh z Ivana pana, a z Marijki dobrodijki.
Odkąd umarła mądrość błaznów, błazeństwo mędrków wzrosło niepomiernie. Co to jest nicość ? Pół litra na dwóch. Jestesmy tylko szeptem czasu, który przemija... |