Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-08-2012, 23:51   #44
Aro
 
Reputacja: 5427 Aro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputacjęAro ma wspaniałą reputację
Aaronowi wioska kompletnie przestała się podobać. Jeszcze mniej podobało mu się podziemie i krąg z kośćmi. A już najmniej - milczenie wróżki. Być może nie dosłyszała jego słów w zamieszaniu, którego powodem była jakaś grupka jeźdźców. Kilku z przyjaciół Aaron pozostało na zewnątrz, kilku do nich dołączyło. Reszta wpakowała się do świątyni. Kesa, jak alchemik stwierdził z ulgą, była w środku. Bezpieczna, razem z nimi. Kto jednak wie, na jak długo? On sam nie był pewien, która alternatywa oferowała im większe szanse na przeżycie. Dopóki nie usłyszał wrzasku. Nie rozróżnił słów. Ba, podejrzewał, że język nie był ludzki. Jednego był pewien. Nie chciałby znaleźć się sam na sam z mówcą. Nie zamierzał ruszać się ze świątyni. Byłby kulą u nogi dla tych, którzy ruszyli stawić czoła jeźdźcom. Aaron nie był wojownikiem. Był tym, który wojowników składał i zszywał. Zbyt dobrze znał obrażenia, jakich można się nabawić nawet po jednym cięciu miecza i był ostatnią osobą, która ruszyłaby do walki z własnej, nieprzymuszonej woli.

Odgłos kroków sprawił, że chłopak obrócił się na pięcie i spojrzał w dół. Ringo. Włochacz wrócił. I niósł coś w rękach. Naszyjnik. Ale nie byle jaki. Aaron nawet z góry dostrzec mógł pulsowanie kryształu i czuł dziwną energię od niego bijącą. Wisior zdawał się przyciągać jego wzrok i jego samego. Magia. Jako dziecko fantazjował o tym, że któregoś dnia zostanie wielkim magiem, potrafiącym ujarzmić ową moc. Wraz z kolejnymi latami zmądrzał i wiedział, że szanse na to są nikłe. Później, gdy odkrył swój talent, często wmawiał sobie, że jest on jedynie zwiastunem większego potencjału. Teraz, owe fantazje coraz głębiej zapuszczały korzenie w umyśle chłopaka. To, że rozpoznał zaklęcia na klatce, o niczym nie świadczyło. Stare księgi jego rodziny pełne były znaków i runów, zarówno magicznych, jak i normalnych. Z wisiorem jednak, sprawa wyglądała inaczej. Tutaj nie było żadnego pisma, żadnych cech świadczących o niezwykłości. Jedynie to, co Aaron czuł. Był ciekaw, czy ktokolwiek inny byłby w stanie to zobaczyć, gdyby znalazł się na jego miejscu. Pulsowanie. Był nim niemalże zauroczony, zafascynowany. Musiał mieć ten amulet, chociażby po to, by zbadać go. Może wtedy trochę lepiej zrozumie, w jaki sposób działa magia. Może wtedy zdobędzie wiedzę, której tak desperacko pożądał.

Po raz drugi zszedł po drabinie. Zostawił przyjaciół na górze, wątpiąc, czy zauważą jego zniknięcie. Tutaj, na dole, pulsowanie amuletu zdawało się być jeszcze bardziej intensywne. Wyciągnął dłoń, z zielonym spojrzeniem wciąż utkwionym w szkarłatnym klejnocie.

- Pokaż to. - Zażądał od włochacza.
 
Aro jest offline