Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-12-2006, 23:04   #7
Lorn
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 533 Lorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnieLorn jest jak niezastąpione światło przewodnie
Eik wracał do siebie już od miesiąca, czuł się tak, jakby wszyscy bogowie wraz z Sigmarem, któremu zawsze oddawał cześć, olali go, przeklęli lub po prostu wypchnęli poza rozdział pisanego mu życia. Jego twarz była nie ogolona, włosy zmierzwione, ale jeszcze dość krótkie, na szczęście nie zaprzestał się myć.
Nie pamiętał jaki jest dzień i nie planował jutra. Snuł się gotowy zająć się czymkolwiek lub porzucić wszystko. W jednej chwili mógł rzucić się w wir przypadkowej walki o cokolwiek lub zamknąć się w sobie na dobre. Był na krawędzi i niemal nie zależało mu na niczym.
Nie zapomniał jednak lekcji z życia i nie zamierzał się poddać czarowi butelczyny. O nie, zbyt dobrze wiedział jak to się kończy. Był trzeźwy, ale mimo to, nieobecny. Jego myśli nieustannie błądziły łowiąc radośniejsze okruchy życia, choć było ich jak na lekarstwo. Głupi zwrot. Właśnie był chory, a nie było na to żadnego lekarstwa. On go nie znał.
Snuł się, beznadziejnie próbując tchnąć jakąś energię w swoje życie. Snuł się by odnaleźć cel dla siebie i wiarę w dalszy sens swojej drogi.

- „TRWAŁY ZGON” – odczytał nazwę knajpy - To coś w sam raz dla mnie - pomyślał i bez namysłu przekroczył próg mordowni.
Nie pragnął ludzkiego towarzystwa, ludzka mentalność ostatnio grała mu na nerwach. Wolał usiąść sam lub po prostu gdziekolwiek, nie zastanawiał się nad tym.
Odrzucił do tyłu zmoczony, szeroki kaptur i prawą połę swojej szarej peleryny odsłaniając zwisający przy pasie długi miecz w czerwonej pochwie i sztylet. Niedbale ściągnął hełm lewą ręką, po czym pobrzękując kolczugą przeszedł kilka kroków i bez słowa zasiadł przy jakimś częściowo zajętym już stole.
Jak na człowieka był wysokim mężczyzną i dobrze zbudowanym, więc gdy siadał na ławie, dociążony dodatkowo metalowym i skórzanym pancerzem, i bronią, drewno jęknęło, a samotny gość siedzący na jej drugim końcu niemal podskoczył.
Eik Powiódł nieobecnym spojrzeniem swoich zielonych oczu w tamtą stronę i zobaczył elfa. Twarz Eika wygięła się niemrawo w wyraz niemal zauważalnego zaskoczenia.
- Chwila, chwila - zaprotestował w myślach - przecież dzisiaj jeszcze niczego nie piłem.
 
Lorn jest offline