Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 29-12-2006, 19:13   #37
Logan Greybeard
 
Witam.
Z góry uprzedzam, iż zielony jestem w teacie grania na forach, jeśli jednak potrzebujecie usług pokornego sługi Moradina, Logan Greybeard jest do waszej dyspozycyji.
A oto kilka słów, które przybliżą wam moją postać:

Trakt łączący Neverwinter, Port Last i Luskan w ciągu dwóch tygodni wiosennych opadów z dobrze ubitego duktu zmienił się w leniwy potok błota. Nawet najstarsi mieszkańcy Portu Last nie pamiętali takiej pogody i jak zwykle przy okazji wszelkich anomalii pogodowych, starali się przekonać młodych, że taka pogoda to „ najprędzej zwiastun jakiegoś nieszczęścia”.
Ci bardziej rozgarnięci przytakiwali grzecznie i pozostawiali starców swoim bajaniom, wielu jednak z zaciekawieniem przysłuchiwalo się, kiwało ze zrozumieniem głowami, co i raz stawiając przed gawędziarzem kufel piwa.
Tak to mieszkańcy Portu Last i okolicznych farm starali się przeczekać paskudną pogodę.
Rankiem, piętnastego dnia opadów, Logan Greybeard obudził się w niewielkiej komnacie jaką wynajmował w gospodzie „Przymierze”, pośpiesznie spakował swój niewielki bagaż (kilka mikstur leczniczych, starą księgę, hubkę i krzesiwo, kilka racji żywności i bukłak z wodą), przywdział starą, poznaczoną śladami częstych napraw koszulkę kolczą i usiadł ciężko na skraju łóżka.
Chwycił się oburącz za łysiejącą głowę chcąc w ten sposób powstrzymać potworne zawroty głowy.
Jak większość krasnoludów Logan cierpiał na słabość do mocnych trunków, jednak w przeciwieństwie do reszty swoich pobratymców, miał słabą głowę i skłonność do morderczego kaca.
- Ojcze Moradinie... - szepnął krasnolud – bądź łaskaw dla swego wiernego sługi i odejmij tę chorobę, która na skraj mogiły mnie wiedzie.
Drapiąc się w stalowo-szarą brodę Logan zastanawiał się czemu modlitwa nie przyniosła skutku.
Powoli ogarnął podejrzliwym wzrokiem całą komnatę od okna, z którego biło zabójcze światło, do drzwi gdzie poprzedniego wieczoru pozostawił swe okute, potężne buty.
- Ale z ciebie głupiec Loganie Greybeard, który bóg wysłucha swego sługi kiedy ten modli się do niego boso.
Szczerze uśmiechnięty, chwilami chwiejąc się na nogach, łapiąc raz za głowę raz za żołądek dotarł do drzwi.
Włożywszy buty oddał się żarliwej modlitwie do krasnoludzkiego bóstwa.
Około południa kac nieco zelżał, krasnolud uznał, że jego modlitwa została wysłuchana i jest gotów stawić czoła bodaj całej armii goblinów.
Poprawił ubranie, na plecach przypiął swój młot bojowy i zarzuciwszy szary pałszcz podróżny Logan Greybeard postanowił opuścić Port Last by poszukać nowych wyznawców swego boga na północy, bliżej swojej ojczyzny.
Opuścił miasteczko północną brama, przeszedłszy kilka kroków podróżny naciągnął głębiej kaptur, poprawił młot wyglądający teraz jak garb okryty płaszczem, splunął przeklinając pogodę i ruszył dalej z trudem utrzymując równowagę na grząskim trakcie.
Późnym popołudniem zorientował się, że uszedł zaledwie część drogi jaką w normalnych warunkach był w stanie przebyć. Powoli w jego głowie zaczęła rodzić się myśl, że wyprawa w jaką się udał była pomyłką stulecia, ba nawet milenium.
Deszcz za miastem zdawał się padać obficiej. Krasnolud czuł jak woda przedostaje się przez przemoknięty płaszcz i nieprzyjemnie spływa po plecach, do zmierzchu pozostało niewiele czasu i musiał znaleźć jakieś schronienie, perspektywa noclegu w strugach deszczu przerażała go bardziej niż spotkanie z gigantem wzgórzowym oko w oko. Po godzinie nieopodal traktu dostrzegł wnękę na szczycie niewielkiej skarpy.
Stawiając ostrożnie kroki wspiął się do połowy wzniesienia gdy nagle tuż przed nosem krasnoluda rozbryzgując błoto na boki przebiegła metrowej długości jaszczurka. Zaskoczony sytuacją stracił równowagę i runął w dół.
Płaszcz całkowicie zsunął się z podróżnego. Deszcz jakby wyczuwając nadarzającą się okazję w jednej chwili zmoczył potężny, okryty koszulką kolczą tors i skórzane spodnie krasnoluda.
Wciąż leżąc krasnolud przetarł dłonią łysiejącą głowe.
- Za co ojcze Moradinie mnie to spotyka? – zapytał niewidzialnego rozmówcę, powoli starając się wrócić do wyprostowanej pozycji.
- Jestem twym oddanym sługą, noszę twe słowo do tych niedowiarków, a tym czasem wyglądam jak jakaś długoucha...tfu...rusałka błotna.
Krasnolud przez chwilę starał się utrzymać równowagę w płytkim i śliskim błocie po czym wdzięcznie ukląkł odpierając się rękoma.
Westchnął zrezygnowany.
- Nie myśl o mnie, ojcze Moradinie, żem niezdarnym gnomem, klękam oto przed tobą gdyż poczułem ogromną potrzebę modlitwy i kontemplacji.
Nie chcąc obrazić swego stwórcę Logan oddał się modlitwie.
Kiedy uznał, że Moradin został przekonany o jego oddaniu, nie zmieniając pozycji wdrapał się na wzniesienie, czujnie wypatrując kolejnej wściekłej bestii, która mogła by pogłębić tragizm sytuacji w jakiej się znalazł.
Było już dość ciemno gdy na czworakach krasnolud dotarł do wnęki i wtedy usłyszał gąg...
Raz, drugi, trzeci...
Mięśnie krasnoluda zmiękły i kapłan moradina runął nieprzytomny w błoto...

Oto jak Logan trafił do niewoli Moradin jeden wie za co.
 
Logan Greybeard jest offline