Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 11-10-2012, 22:05   #10
baltazar
 
baltazar's Avatar
 
Reputacja: 126 baltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znanybaltazar wkrótce będzie znany
Oni chyba powariowali. Jeden zachowywał się tak jakby Septa chciał wyciągnąć mu z kasy wszystkie smoki i jelenie co najmniej na jakieś ruchańsko… za to Stary Qorgyle chyba stuknął się w tą łysą łepetynę i zapomniał, że pod Murem zamiast pastwisk mają wielkie zalegające wszędzie białe ścierwo. Ponadto konie są tak wycieńczone zwiadami i innymi pracami, że im się odechciewa amorów. Dlatego Nocna Straż prędzej zacznie bazować na poborze bękartów jakie wyszył z trzewi jej lekko traktujących przysięgę braci niż hodować konie! Te które dzięki bogom udaje się jakoś dochować do zdatności to ledwie kropla w morzu potrzeb. No ale kogo to obchodziło… Septa się przyzwyczaił… przyjął to ze spokojem, co nie znaczy że z zamkniętą gębą. Burknął pod nosem tylko – Taaa, jakoś mi nie idzie oduczenie ich żarcia tej trawy, owsa czy chociażby siana i jakoś na śniegu kiepsko rosną… może to nie chędożone bałwany… Z dezaprobatą zareagował na wałkowany od wielu lat temat „Dlaczego nie hodujemy koni”- Ulmer, czy aby jeden z twoich chłopaków… jak mu tam Vince Trzy Palce nie jest u nas za koniokradztwo? W sumie to paru braci zna się na cudownym rozmnażaniu wierzchowców bez funduszy. Trzeba by z nich zrobić jakąś grupę „hodowlaną”, a potem to już jakoś wierzchowce same do nas będą przyłazić.

- Eh… zrobię co się da. Pożebrzę u lordów… Wstał, dygnął na pożegnanie i niewesoło ruszył do swoich kwater.

Mało tego, że czuł się jakby dojadał po jakimś Skagosie zatęchłego trupa… w brzuchu mu się kotłowało. We łbie mętliło…Z ryja mu capiło gorzej niż z beczki przegniłych i przeleżałych pod ziemią kilka miesiące śledzi Surströmming czy jak oni zwali to cholerstwo. Chędożony rarytas Żelaznych Ludzi… mało, że normalny człowiek nie potrafi dłużej tego utrzymać w gębie niż parę uderzeń serca… że opróżnia to trzewia równie skutecznie co żelazo to jeszcze smród włazi tak głęboko że przez dwa tygodnie nie idzie się domyć. I właśnie on taki smród czuł… Co jak kurwa zżarłem? Zachodził w głowę Septa.

Jakby tego było mało pod Kudłami Kurwy wszyscy dostawali pierdolca i na dobrą sprawę Willam idąc dziedzińcem nie wiedział czy napotkany brat nie wyzna mu miłości… albo nie przywali w ryj… A na deser zjawił się jeszcze Lannister… No tak jak się chrzani to się chrzani na całego.

Rzecz jasna nic tam nie miał do Czarnego Serca. Ten okazał się dużo wartościowszy niż na początku Septa mógł przypuszczać… jak tamten przyczłapał na Mur. Nie mniej jednak teraz zamiast jak prawdziwy Lannister wysrać się złotem i wspomóc koniuszego w jego problemach to przyniósł równie czarne wieści co krucze pióra. Na pozór pozbawiony sensu stek bzdur o szaleństwie konia… na pozór, bo jeżeli to się mogło potwierdzić to coś poważnego mogło zawisnąć w powietrzu i Wschodnia stajnia mogła się dość niepokojąco skurczyć… Dlatego pomimo, że wydawało mu się to raczej efektem Kudłów Kurwy to wolał chuchać na Mur. Był przekonany, że jak Qorgyle się o tym dowie to czeka go wycieczka… a dowie się na pewno. Od Septy.

Zamiast do Lorda Starka, Namiestnika Północy zaczął klecić wiadomość do Larsa, Cymbała Wschodu… Łeb pękał, ręka drżała tak, że ledwo trzymał pióro… a oczy płatały figla – raz widział wszystko wyraźnie by zaraz potem na stole nie móc dostrzec nie tylko liter ale i skrawka papieru.

- Joran, bądź tak dobry i skleć te parę słów w odpowiedzi bo albo mnie starość łapie albo jakaś Skagoska pinda klątwę rzuciła na mnie… za to, że brzydkiego dzieciaka jej zmajstrowałem. Nic spisać nie dam rady.

Czy inne wierzchowce też wykazują dziwne objawy? Odseparuj od reszty i obserwuj. Pogadaj z tym kto ostatnio go dosiadał. Sprawdź zapasy owsa czy aby nie wdała się do nich wilgoć i nie gniją. Willam Septa Koniuszy Czarnego Zamku.

***

Była noc, ale niebo nad Murem drgało i pobłyskiwało w światłach Warkocza Kusicielki. Maester Aemon ostrzegał go, że może to sprowadzić dziwne sny i dziwne myśli, ale nic takiego mu się nie przydarzyło... choć niektórych z braci faktycznie popierdoliło ze szczętem…

Willam siedział w stajni i szorował siodło Moruad Magnar tak zapamiętale, że nie zauważył wchodzącego Pająka. Nie zauważył też jak wychodził. W uszach przebrzmiewało mu tylko „spal to”… tak też uczynił. A to dobre siodło było.

Kiedy wrócił do biesiadnej aby napić się wina na rozgrzewkę zauważył Aemona siedzącego w kącie… Napełnił kubek i dla niego. – Wyżyje? Zapytał bez zbędnych ceregieli. Maester przytaknął. – No to jej zdrowie. Stuknął w spoczywający na stole drugi kubek i jednym haustem opróżnił zawartość swojego.

- Poroniła? Pytanie ciężko zawisło nad nimi. Maester popatrzył na niego uważnie i nieco zdziwiony… - A zresztą co mnie to mnie to wszystko…

Aemon potarł tylko smętnie czoło i bardzo cicho zaprzeczył. – Znaczy się trudno jednoznacznie ocenić… dziewczyna twierdzi, że nie…

Temat zginął śmiercią naturalną kiedy to do stolika dosiadł się Ed Wieprz i zaczął wygłaszać swoje dość radykalne poglądy na temat skagijskich niewiast.

***

Kiedy się ocknął gapili się na niego jak wilki na cielę… Pajęczyca, Aemon i Maruda… Na usta już mu się cisnęły jakieś cierpkie słowa aby przykryć swoją słabość ale jednak odpuści. Pierwsze „nic mi nie jest” szybko odbili a on nie miał siły na jakąś fintę aby skutecznie ich uciszyć… odpowiadał na pytania… przeplatając tym swoim „nic mi nie jest”. I chyba tylko przez obecność Alysy nie dodawał przekleństwa dla wzmocnienia tego „nic”. Wysłuchali, podumali, odrzekli jakieś swoje mądrości i o dziwo dziewka sięgnęła po butelkę z panaceum… tak… gorzoła tego mu trzeba było.

Już wyciągał rękę po flaszkę, już witał się z gąską… aż tu nagle spotkał go jej karcący wzrok i bańka prysła… Płyn popłynął do szklanicy… w ślad za nim jakiś proszek… Zaprotestował – Nie tylko wóda… Potem jakieś zioła… - Nie… I nagle ta cudowna obietnica ugaszenia pożaru w przełyku, wyciszenia myśli i zabicia bólu prysła… i została tylko jakaś wściekle różowa ciecz… o zapachu, który drażnił jego dziwnie wyostrzone zmysły. Nie, to nie był smród… to nie był nawet przykry zapach… ba, on go znał… może jakby lepiej poszukał w pamięci to skojarzyłby co to było… ale teraz to było coś co drażniło jego nos w bardzo przykry sposób. A do tego ten wściekle różowy kolor… Nie przełknąłby tego nie dzisiaj… dzisiaj musiał sięgnąć po sprawdzone lekarstwo Ulmera. To mu pomoże…

- Eh… Jęknął smętnie. – Panienko ja jednak spasuję bo to nie dla mnie cudeńka. Może tam u was na południu to, to jakieś takie chłopy piją ale ja mam wrażenie że jakbym to przełknął to jurto by mi włosy z klaty pospadały. Spróbował doprowadzić się do pionu. Spuścił nogi na podłogę i usiadł na łóżku. – Zresztą już mi dobrze.

Zacisnął pięść na poręczy i z trudem wstał. – O widzicie, jestem jak nowy.

Nie znał się tak dobrze na babach jak na koniach to jednak z jej ciemnych głęboko osadzonych oczu mógł wyczytać informację „zapamiętałam”. Po tym świecie chodził natomiast na tyle długo żeby wiedzieć, że mu odbije się to jeszcze czkawką to jednak wywracający się żywot skutecznie przytępił w nim racjonalność…

***

Wóda Ulmera zrobiła swoje… przepaliła mu gardziel i trzewia. Rozgrzała żołądek i poprawiła nastrój… Kiedy zasypiał czuł przyjemne szumienie w głowie… i ostatnią myśl jaka przyszła mu do głowy to ta w której szedł do Marbrana żeby opowiedzieć mu o szalonym Hornie… W sumie Aemon też mógłby się nadać bo to łebski facet był… no ale teraz bawił się już z małą kulką szarych futer…

***

Wstał jak nowo narodzony… ból jak ręką odjął. Łepetyna nie trzaskała a i w żywocie wszelakie sztormy się uspokoiły. Wniosek zatem z tego jeden wszelkie choróbsko bierze się z niedostatecznej ilości wypitego alkoholu.

I wszystko było by dobrze gdyby go tak Długi Tim nie denerwował… zupełnie irracjonalnie. Bez powodu… ale działał na niego tak, że aż Septą trzepało. Willam nie rozumiał dlaczego ten Hornwood po tylu latach obnosi się jeszcze z tym swoim herbem. Chędożony w zadek łoś jeden…
 
baltazar jest offline