Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 15-10-2012, 10:38   #8
GreK
 
GreK's Avatar
 
#2. W drodze.
Od kiedy wyruszył ciągle był w drodze. Niezmordowany. Ciągnący za sobą swoją watahę. Przystawał tylko, żeby ugasić pragnienie i zaspokoić głód. W dzień zatrzymali się, żeby odpocząć. Przebiegli już ponad osiemdziesiąt kilometrów. Dwa małe wilczki, które wcześniej psociły nieznośnie, położyły się dysząc ciężko i popiskując. Wadera obeszła je wokół, wylizała zmęczone pyszczki i położyła się obok aby ogrzać je swoim ciałem.

Kesa.
Ruczajowe sioło.
Wieśniak skończył kaszę w mgnieniu oka. Nie widziała jeszcze, żeby ktoś tak szybko mógł pochłonąć zawartość miski. Później siedział tylko i ze spuszczonym łbem nerwowo łamał kłykcie. Widziała, że najlepiej od razu wyruszyłby w drogę ale bał się odezwać czy choćby na nią spojrzeć. Lecz mimo tego milczenia cała postać krzyczała sobą RUSZAJMY RUSZAJMY!!!

Westchnęła więc cicho, odgryzła jeszcze dwa kawałki sera po czym zawinęła resztę w czyste płótno i schowała na później.

- No dobrze, ruszajmy więc. Jak cię zwą?

Chłop wstał niezdarnie, omal nie przewracając ławy na której siedział.

- Co? Mnie? Bućko. Wołają na mnie Bućko. Pani...

Spojrzała jeszcze raz na jego proste oblicze. Zarośniętą twarz i burzę włosów na głowie. Wyglądał trochę jak niedźwiedź w ludzkiej skórze ale mimo wszystko sprawiał wrażenie poczciwego człowieka.


Wójt podziękował jej raz jeszcze.

- Niech wam bogi będą przychylni. A kiedy byście gdzie w okolicy byli, to dla szanownej pani zawsze izba będzie przygotowana i chlebem się podzielim.

Wójtowa ze łzami w oczach wcisnęła jej w ręce jeszcze zawiniątko w ręce, pachnące jabłkami.

Wyszli w końcu z chaty, bo Bućko drobił już nogami i rzucał błyskawice w kierunku wójta i jego żony. Świtało dopiero i ludzie w pole wychodzili a widząc ich pozdrawiali ją.

Dzień zapowiadał się pięknie chociaż poranek był jeszcze chłodny. Szybko zostawili wieś za sobą. Chwilę szli wzdłuż ściany lasu, by w końcu wejść między drzewa. Z początku szło się przyjemnie, szeroką ścieżką, lecz i z tej w końcu zeszli. Brodacz nadał wysokie tempo, do którego był chyba przyzwyczajony, a Kesa z trudem dotrzymywała mu kroku. Czuła, że nie wytrzyma dalej takiego morderczego marszu.

Cathil Mahr
Puszcza Gór Krańca.
Gdy przestała ganiać za jeleniem od razu szczęście uśmiechnęło się do niej. Najpierw natrafiła na spore skupisko jadalnych grzybów i jagody. Później spod nóg wystrzelił jej królik, potem drugi. I choć pierwszy uciekł, to drugiego przebiła strzałą. Przytroczyła go do pasa i zajadając jagody, w dobrym humorze ruszyła przed siebie w poszukiwaniu wody.

Pogoda była piękna, a ona nigdzie się nie spieszyła. Po chwili trafiła na ścieżkę wydeptaną przez zwierzęta, którą doszła do płytkiego strumienia, który przyjemnie szemrał. Przyklękła, jagody i grzyby wysypała na zieloną trawkę, po czym odpięła bukłak i zanurzyła go w wodzie. Gdy już go napełniła, obmyła twarz i szyję. Woda była przyjemnie zimna. Odwróciła się i... zamarła. Na ścieżce do wodopoju stał samotny wilk i patrzył w jej stronę.


Rednas Kella, Ellfar Ravil
Puszcza Gór Krańca
Rednas szybko zagłębił się w lesie. Gra świateł, słońca przebijającego przez korony drzew i rzucanych przez nie cieni, mimowolnie zafascynowała go.


Idąc wciąż przed siebie zaczął plątać promienie słońca, przeplatać je między sobą. Tak zapamiętany w ćwiczeniach nawet się nie spostrzegł jak minęło południe. Dopiero też po tak długim czasie zorientował się, że ktoś idzie za nim. W sporej odległości i cicho. Korzystając ze starego dębu, który właśnie mijał, zagęścił mrok rzucany przez jego gęstą koronę i wtopił się w jego cień. Przystanął. Czekał.

Ellfar Ravil podążał w bezpiecznej odległości za nieznajomym i podziwiał jego zabawy światłem. Czasami nieznajomy znikał, za kolejnymi drzewami lub wykrotem, by później pojawić się znowu. Tak szli całe dopołudnie. Nie zaskoczyło więc Ravila, gdy elf znikł za większym dębem i dopiero gdy minął drzewo a śledzony nie pojawił się zastanowiło go to.

Nena Deacair, Orin Sorley.
Na skraju Puszczy Gór Krańca.
Zaiste niezwykła z nich była para. Piękna półelfka, poruszająca się z gracją, płynąca przez wykroty kołysząc biodrami niczym brygantyna po lekko wzburzonym morzu. No i niziołek, gaduła nad gadułami, trajkoczący bez przerwy niczym przekupka na Akwizgrańskim targu.

Pewnie usłyszeliby ich wcześniej, pewnie nie zaskoczyliby ich tak niespodziewanie, tyle że przez to niziołkowe gadulstwo zauważyli ich dopiero gdy osadzili wierzchowce tuż przed nimi. Trzech wesołych kompanów z Karczmy na rozstajach zsiadło z koni. Jeden znich złapał lejce

Nena wyczuła niepokój zwierząt.

- Ach, witam, panowie... - Orin pomyślał wpierw, że znajomi z knajpy zdecydowali się mimo wszystko zaoferować mu swe usługi.

- Nie do ciebie przyszliśmy - przerwał mu ten ze spróchniałym uśmiechem, podchodząc na pół metra przed nich. Za nim kroczył z głupim uśmiechem przyklejonym do tępej twarzy wielkolud trzymając w rękach drewnianą pałkę nabijaną kamieniami - więc upraszam grzecznie abyś nie przeszkadzał gdy będę z damą rozmawiać.

Stanął bokiem do niziołka, ignorując go zupełnie.

- A gdzież to paniusia się wybiera samotnie? - prawą ręką oparł się o drzewo ziejąc odorem starego piwa prosto w twarz dziewczyny. Poszczerbiony miecz zwisał przypięty sznurkiem do pasa. - Okolice niebezpieczne, to pewnie się paniusi ochrona przyda, a i noce chłodne tutaj, to i ogrze...

- Panowie, ta rozmowa...

Orinowi nie dane było dokończyć, bo siarczysty policzek, wymierzony przez spróchniałą gębę posłał go na liście.

- Prosiłem grzecznie. Ładnie to tak przerywać? Radziłbym abyś oddalił się czem prędzej. Pókim dobry!

Osiłek zaśmiał się tubalnie.

Niloufar, która opuściła poły płaszcza Decair, gdy tylko weszli do lasu i podążała za nimi, polując, wspięła się na drzewo i oglądała całą scenę z konara tuż nad ich głowami.
 
__________________
Aktualnie gram w:
Dreamcatcher. Horror. Storytelling. Dokąd prowadzi tunel z koszmaru?
Atrofia Baydura. Postapokaliptyczny świat tonący w strugach deszczu.
GreK jest offline