| Indianiec znów zerknął nad Twoim ramieniem. Zmrużył lekko oczy, jakby zastanawiając się nad czymś, po czym przeniósł spojrzenie na Ciebie. - Wybacz, wydawało mi się, że zobaczyłem znajomą... Hmmm... Jeśli się sprawdzisz, to znaczy z naszych maszyn zrobisz cudeńka, będę mógł załatwić Ci wejście do jednego dobrego i legalnego warsztatu w śródmieściu. Niby nic ciekawego, ale czasem podjeżadżają tam różni kolesie, któzy chcą mieć coś więcej pod maską niż tylko silnik i te inne potrzebne części. Wogóle, żeby bryka nie tylko jeździła. Chyba rozumiesz co mam na myśli? Sam ledwie odróżniam silnik od koła, więc nie będę udawał że się znam. Wiem gdzie ma kierownicę i przód, to wszystko. No, dobra, gaz i hamulec też znajdę, sprzęgło nie koniecznie - czerwony uśmiechnął się do Ciebie, jakby przepraszająco - A skoro znasz się na samochodach, to z motorami chyba łatwiej nie? Mniejsze, mniej części... Nie ma tylu kabli, linek, przekładni... My mamy Harley'e... - uniósł brew, jakby chciał zapytać czy wielką głupotę powiedział. Jego towarzyszka od początku rozmowy prawie się nie poruszyła, ale zauważyłeś że uważnie obserwuje Cię kątem oka. Jej widok daje słodką pewność, że jeden fałszywy ruch, taki który jej się nie spodoba, skończy się tragicznie. |