Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-01-2007, 20:53   #2
Esco
 
Reputacja: 969 Esco ma wyłączoną reputację
[center:802d929f13] [/center:802d929f13]

Późne lato dobiegało już końca, ale nikt z załogi jachtu nie myślał nawet jeszcze o mającym się rozpocząć roku szkolnym. Piękna, sierpniowa pogoda, ciepły letni wiatr i szum morza wprawiał wszystkich w doskonały nastrój.

Dziób prowadzonego przez Chris'a białego Boston Whaler'a wgryzał się w fale prowadząc łódź w stronę wyspy. Chłopak spojrzał w dal, w znikającą na horyzoncie poszarpaną linię brzegową i wznoszące się nad nią zabudowania Innsmouth. Przez chwilę zastanawiał się czy jego Dodge Ram i przyczepa będą bezpieczne przez siedem dni na parkingu tego wyludnionego miasteczka, ale po chwili zapomniał o swoich troskach gdy jego wzrok padł na rozpromienioną twarz Kate.

Kate McCall siedziała na łodzi uśmiechając się do Chrisa. Ostatnio układało się pomiędzy nimi wprost wspaniale. Perspektywa imprezy na pożegnanie lata dla wszystkich studentów z kampusu Miscatonic na wyspie sprawiała, że nie mogła już się doczekać tego wydarzenia. To w końcu na "jej wyspie" odbędzie się ta coroczna, najważniejsza z nieoficjalnych imprez na Uniwersytecie Miskatonic i to jej przypadnie miano najlepszego organizatora na uczelni. Potrzebowała tego jak powietrza. Po ostatniej osobistej porażce, jaką odniosła oddając tytuł królowej balu zakończenia roku w ręce tej rosyjskiej larwy - Anny. Na szczęście wszystko miało się zmienić dzięki jej najlepszej przyjaciółce i jej genialnemu planowi - posłała ciepły uśmiech w stronę Marici.

Marica O'Brien - jedna z najładniejszych i najinteligentniejszych istot zamieszkujących akademik Uniwersytetu Miskatonic odwzajemniła uśmiech. W końcu musiała jakoś pomóc Kate odzyskać reputacje najpopularniejszej dziewczyny w szkole. Kate wiele razy wspominała o tym, że jej rodzice kupili jakąś dużą, posiadłość na wyspie w okolicach Massachusetts Bay. Czemu by więc nie zorganizować imprezy końca lata właśnie tam? Dodatkowo, nadarzyła się okazja aby Kate mogła zemścić się na Annie - Marice udało się namówić na wyprawę Jeremy'ego, do którego jak było wiadomo, Anna bezskutecznie smarowała cholewy, po tym jak oboje zdobyli tytuł króla i królowej balu. Plan był genialny - obejmował on przypłynięcie na wyspę na tydzień przed planowaną imprezą, oczywiście w towarzystie Jeremy'ego oraz najlepszej przyjaciółki Anny i zarazem szkolnego kujona - Oksany...

Oksana nadal nie mogła uwierzyć, że najpopularniejsza na całym campusie paczka, czyli Chris, Kate, Marica i Jeremy - zaprosili ją aby wspólnie spędzić ostatni tydzień lata na wyspie, w posiadłości należącej do rodziców Kate. Miała nadzieję, że nie zepsuje to jej przyjaźni z Anną, która wraz z Jeremy'm zdobywając tytuł królowej balu niewątpliwie naraziła się Kate. Ale co tam - dzień był piękny, morze kołysało a wiatr wiał tak przyjemnie. Gdzies nad głową krążyła mewa pokrzykując co chwilę. Spojrzała na przyjaciół i jej wzrok zatrzymał się na Jeremym

Jeremy stał na dziobie Boston Whaler'a a wiatr przyjemnie owiewał jego tors, opinając na nim błękitną koszulkę "Arkham Warriors". Morska bryza przynosiła świeży, przyjemny zapach a słońce odbijało się w jego okularach przeciwsłonecznych. Chłopak nie wachał się ani chwili, gdy jego najlepszy kumpel Chris zapytał, czy nie pomógł by mu w wyremontowaniu domu, należącego do Kate i zorganizowaniu imprezy pożegnania lata. Byli najlepszymi kumplami i nawet to, że Jeremy w tym roku zdobył tytuł króla balu, odbierając ten przywilej Chrisowi, nie było w stanie ich poróżnić. W końcu i tak to Chris pozostawał królem strzelców drużyny koszykówki. Spojrzał na ich japońskiego towarzysza - ten wydawał się jak zwykle być w swoim świecie. Pewnie nawet nie zrozumiał, że będą razem przez tydzień remontować dom. Uśmiechnął się jakby sam do siebie - wszystko było w porządku, i ten stan Jeremy lubił najbardziej...

Takeda Kao, zwany przez innych "Otakujonem" (ciekawe, co to słowo mogło znaczyć), siedział na łodzi i nie mógł wyjść z zachwytu. Na tym odludziu, niemal na środku morza jego Nokia N95 miała aż pięć kresek zasięgu! Internet po GPRS-ie śmigał jak szalony, wyłapując pakiety z powietrza i przesyłając przez modem Bluetooth prosto do notebook'a. Niebieska lamka "błękitnego kła" mrugała wesoło, gdy najnowsze pliki MP3 wędrowały na twardy dysk laptopa, a stamtąd do iPod'a Takedy. Chłopak był bardziej niż szczęśliwy - jego koledzy zabierali go (z tego co zdołał zrozumieć) na jakąś wielką imprezę. Będzię mógł zatem wreszcie wypróbować swój nowy mega-system głośników i wzmacniaczy Creative, który spoczywał teraz w olbrzymich kartonach w małej ładowni jachtu. Takeda ze słuchawkami na uszach gapił się beztrosko w błękitne niebo przesłuchując kolejne MP3-ki i układając w głowie set-y na nadchodzącą imprezę...

W końcu łódź przybiła na przystań. Chris wyłączył silnik i wyskoczył na drewniany pomost a w ślad za nim Jeremy. Obaj mężczyźni przywiązali liny do drewnianych pali. Cała grupa w końcu znalazła się na pomoście.
- Masz jeszcze te klucze, kochanie? - zażartował Chris. Kate mimowolnie sięgnęła do torebki. Klucze, które wręczył jej w Innsmouth agent nieruchomości i stary przyjaciel rodziny, pan Justin Goeffrey, były tam nadal. Pod palcami wyczuła też wizytówkę, którą wręczył jej pan Goeffrey z zaleceniem, aby dzwonić do niego we wszelkich sprawach dotyczących domu, w których mógłby on pomóc.
- No to gdzie jest ta wielka posiadłość? Nie mogę już się doczekać... - mruknęła Marica.
W końcu wszyscy zeszli z pomostu kierując się piaszczystą drogą w głąb wyspy, w kierunku, w którym miał znajdować się dom. Droga prowadziła w gęsty, leszczynowy zagajnik, który w końcu zmienił się w las. Kopuła liści w końcu zamknęła się nad ich głowami, jedynie smugi światła prześwitywały przez nie, tworząc jasne plamy na ziemi. Gdzieś na końcu drogi miała znajdować się posiadłość Crowninshield...
 
Esco jest offline