| Jeremy spojrzał na stojącego obok Kao, który lekko ruszał głową. Pewnie w takt muzyki sączącej mu się z jego iPoda. Uśmiechnął się mimowolnie i jeszcze raz zerknął na plażę i łódź, którą przypłynęli. Wszystko wydawało się być w porządku. W dodatku zapowiada się ładne popołudnie i wieczór. Są ludzie, będzie wspaniały zachód słońca, impreza. Coś w nim jednak kazało spojrzeć drewniane molo, przeszukać kieszenie i rozejrzeć się wokół. Westchnął tylko i spojrzał w błękit wody. -Chodź, fale ni słońce nie znikną tak szybko... - usłyszał. To Marica. Odwrócił się w jej stronę. Zmrużył jedno oko od słońca i od promienia, który bawił się we włosach dziewczyny. Od razu odegnał niepokój i uśmiech znów pojawił się na jego twarzy.
- Jasne, że nie znikną. Chodźmy, bo jeszcze Chris zostawi nas tu i zacznie bez nas. - powiedział. Odwrócił się do Takedy i Oksany.
- Chodźcie za nimi, bo jak się tu zgubimy to piwa dla nas zabraknie. Chodźmy.
I ruszył piaszczystą ścieżką za znikającą w lesie parą. Co jakiś czas zerkał, czy Marika idzie obok niego. Dziwnie dodawało mu to otuchy.
__________________ ...and the Dead shall walk the Earth once more
_. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._ |