Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12-12-2012, 21:21   #1
Fearqin
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1708 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
[Sesja Solowa] O tym jak......

Lśniące Morze. Majestatyczny widok Faerunu. W przeciwieństwie do sąsiedniego Morza Mieczy nie ma aż tylu wyps, tylko jedną jedyną – Tharsult. Do czasu. Kiedy Tharsult zyskało sąsiada? Z dnia na dzień. Mieszkańcy wyspy i ludzie żyjący przy najbliższych brzegach stałego lądu, gadają różnie. To słyszeli coś na styl ogromnego plusku w wodzie, inni widzieli jak gwiazda spada z nieba do wody, a inni mieli objawienie od przeróżnych bóstw.
Jednak ludzie nieco bardziej rozgarnięci i ci którzy mieli władzę, dobrze wiedzieli, co trzeba zrobić. Zbadać nową wyspę. Zbadać, zająć, nadać nazwę, zasiedlić i wykorzystać. Była ona trzy razy mniejsza od Tharsult, czyli zaliczała się do średniej wielkości wyspy. Zaś pomimo dziwnego pojawienia się mocno kamienistej wysepki, żeglarze z Calimportu nie spotkali się podczas żeglugi z niczym dziwnym, z początku słabe morale uległ poprawie, by znowu spaść podczas drugiego dnia ekspedycji w głąb nowego kawałka lądu.
Kamienie, kamienie, głazy, skały, potem doszedł do tego gęsty, ale jakby bardzo młody las, a w nim... a w nim zielona rzeka. Nie wyglądała jednak na zatrutą, niezdrową, skażoną. Właściwie to wyglądała tak niezwykle czysto, idealnie że żaden z badaczy nie oparł się pokusie wypicia z niej choćby małego łyczka. Jej smaku nie byli w stanie opisać, mówili jedynie, że to najsmaczniejsza rzecz kiedykolwiek, gdziekolwiek pita.
Mózg może uzależnić od wszystkiego. Gdy coś dostatecznie mocno mu się podoba, zaczyna tego żądać więcej i cześciej. Więcej i mocniej. A zielona woda była nie tylko niezwykle smaczna. Mówi się, że masz dzięi temu w głowie bańkę, która nie dopuszcza do głowy jakichkolwiek negatywnych myśli i emocji. Wspaniałe.
No i to co zadecydowało o walkach na wyspie, o kontrolę nad rzeką.
Zielona woda dawała i ulepszała zdolności magiczne.


Zwykły wieśniak stawał się nagle czarownikiem zdolnym rzucić kulę ognia jednym palcem, arcymag zaś mógłby...
Ostre walki trwały miesiąc, jak się można było domyślić, wygrali ci którzy mieli najlepszy dostęp do źródeł wody, która miała ich wiele, ale ubogich, a piło się ją bardzo szybko... Nowymi władcami wyspy okazali się niezwykle podli ludzie. Kult Nihil. Prawdopodobnie najdziwniejszy w Faerunie, a było tu już sporo dziwacznych. Właściwie nie była to ich oficjalna nazwa. Jednak tak ich nazwano z racji tego, że nigdy nie słyszano, by którykolwiek z nich mówił, a ich ruchy też były jakieś takie... oszczędne. Walczyli głównie magią, bardzo sprawnie, nawet uciszeni, co było bardzo dziwne.

Calimport otoczył wyspę flotą, widząc powagę sytuacji o pomoc poprosili pobliskie prtowe miasta, które też wysłały swoje statki blisko wyspy. Jednak nie było mowy by cumować. Mało było dogodnych miejsc, mnóstwo skał, a na wyspie niezliczona ilość magów wspieranych nowym narkotykiem. Ważne by się nie wydostali, na brzegu nie widziano żadnych łodzi.

Wkrótce na stałym lądzie zaczął pojawiać się nowy, pitny narkotyk. Zielona ciecz. Droga. Silnie uzależnia. Natłok magów wstrząsnął okolicami Amn, Tethyru i Calimshanu.

A gdzieś na północy, ale już trochę na południe od Neverwinter, pewna młoda czarodziejka o lepkich rękach, cierpiała na straszny ból stóp. Nie wiedziała, że podróże moga być aż tak bolesne i wolne. Szła gościncem w stronę Waterdeep. Była to dobra droga. Bezpieczna. No i dogodna. Jeszcze bardziej na południe były Wrota Baldura, Candlekeep. Ostatnie miejsce wydawało się całkiem ciekawe. Co prawda księgi nie pociągały jej tak jak sama magia w praktyce, ale akurat jeśli szło o magie dla czarodzieji, nie czarowników, potęga pochodziła również z wiedzy i oczytania. Lub też z własnych studiów, tworząc własne zaklęcia. Pewne było, że magia zapewniała przednią zabawę. Kaga jednak, jak wielu na północy, nie wiedziało jeszcze o nowym narkotyku, który wielu debilom, dawał w chwilę i na chwilę, to na, co ona musiałą pracować latami. Jednak teraz jedyne o czym mogła myśleć to odpoczynek. Pod jakiś drzewem przysiadała, co jakiś czas, dawały częściowe schronienie przed parzącym słońcem, ale ziemia była jakoś wyjatkowa twarda, albo tak jej się tylko zdawało. Łóźko, pościel, puch, pierze w poduszkach. To by było coś! No i kąpiel. Wsytd przyznać, ale trochę się już wstydziła swojego stanu w podróży. Włosy w nieładzie, kroki powoli stawały się koślawe no i miała chyba szczęście, że nos przyzwyczaja się do zapachu w parę minut. Najgorsze było jak mijał ją jeździeć, albo wóz. Raz się nawet zdarzył mały kordon, składajacy się z parunastu galopujących jeźdzców. O mało jej nie stratowali, na szczęście skończyło się na potężnym okurzeniu. Zresztą w ogóle jacyś tacy dziwni byli... mroczni, zakapturzeni, konie wydawał się zaklęte. Może czarnoksiężnicy? Ci potężni, źli magowie potrafili przywołać z mistycznych planów astralnych różne stworzenia pod swoją komendę. Jednak ścieżka takiej magii miała swoją cenę, podobną duszę swoją i wielu, wielu innych.


Zmrok zapadł nagle, ale mimo iż mogła się lekko wystraszyć (tylko lekko) to przynajmniej dostrzegła światła pobliskiej gospody na poboczu drogi.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^

Ostatnio edytowane przez Fearqin : 15-12-2012 o 15:39.
Fearqin jest offline