Reputacja: 4   | Pozwolę sobie dodać parę kwestii. A właściwie trzecią, odmienną od dwu pozostałych recenzję.
Streszczając sam początek filmu, Noir jest opowieścią o dwu kobietach, parających się dość brutalną profesją płatnych zabójców. Mireille i Kirika poznają się w pierwszym odcinku, każda jest dla drugiej szansą uzyskania upragnionych informacji o własnej przeszłości. O ile jednak dla Kiriki jej przeszłość to carte blanche, i to tak dalece, że dziewczyna wie jedynie, że jej bieżąca tożsamość jest efektem fałszerstwa; o tyle Mireille ma pewne konkretne wspomnienia. Wspomnienia wymordowanej rodziny oraz leżącego w kałuży ich krwi zegarka wygrywającego melodyjkę. Kiedy zatem Mireille znajduje ów zegarek w posiadaniu Kiriki, nabiera podejrzeń co do jej udziału w sprawie. Kirika zaś jest na tyle zdeterminowana, że zgadza się zginąć z ręki Mireille, za szansę poznania własnej przeszłości. Kiedy jednak obie kobiety dochodzą do porozumienia, są zaatakowane przez grupę gangsterów. W walce, wyraźnie widać, że o ile Mireille doskonale zna się na swoim fachu, o tyle Kirika nie tyle zna fach od podszewki, ona nim żyje. Takie przynajmniej wrażenie odniosłem, kiedy już doszedłem do siebie - scena w której Kirika zabija jednego z napastników jego własnym krawatem, łamiąc mu kark bo skończyła jej się amunicja - wszystko to z wyrazem twarzy 'beżowy. Pomaluję sufit na beżowo' - literalnie wgniotła mnie w fotel.
Początek - jak widać powyżej - co najmniej potężny. Może nie tak spektakularny jak w niektórych filmach akcji (Bond np.), ale na pewno intrygujący, ukazujący staranne rysowanie całości, oraz specyficzne podejście twórców: postacie dwu bohaterek zaintrygowały mnie na samym wstępie, a brak krwi nie przeszedł niezauważony, o czym więcej poniżej.
Sam film na pewno daje do myślenia. Analogia układanki, zastosowana przez jednego z mych przedmówców jest nader trafna, zwłaszcza przy spostrzeżeniu, że twórcy często podsuwają nam fałszywe puzzle. Co jednak jakimś sposobem zostało pominięte, to gatunek filmu. Jak ładnie podsuwa nam tytuł, Noir jest, nomen omen, filmem noir. Gangsterskim filmem o mrocznych, potępionych przez swoje życie i uczynki ludziach, ludziach próbujących odpokutować, próbujących w swoim życiu coś zmienić, albo używających swej bezwzględności jako atutu w nieustającej grze o tron półświatka.
To jednak nie jedyne przesłanie, jakie niesie tytuł. Każdy z 26 odcinków serii zaczyna się przytoczonym powyżej wierszem o dwu pannach. Początkowo jest oczywistym, że owe dwie panny to nasze główne bohaterki. Po jednak początkowych odcinkach, przybliżających same panny, rodzącą się między nimi więź oraz narastające nad nimi zagrożenie, po kolejnych kawałkach układanki my sami zaczynamy się zastanawiać, czy to, co do tej pory przyjmowaliśmy za oczywistość, naprawdę JEST takową. By nie zdradzać za wiele, powiem, że kulminacyjny punkt serii to (jakżeby inaczej w serii 26-odcinkowej) odcinek 13. W którym pojawia się Chloe, ktoś, kto swoimi umiejętnościami prawie przeraża Kirikę... i kto ją najwyraźniej zna. Chloe, która mówi o "shinno Noir", prawdziwym Noir.
Czas na podsumowanie postaci. Przy okazji ciekawostka. Przeglądając galerię postaci w Noir, można zauważyć, że tak naprawdę niebezpieczne tam są kobiety. Mężczyźni definitywnie nie są istotni na dłuższą metę, niezależnie kim by nie byli.
Mireille Bouquet jest postacią z którą człowiek najprędzej się utożsami. Powiedzmy sobie szczerze, przez pierwsze odcinki postaci mamy tak naprawdę dwie do wyboru, a łatwość z jaką Kirika odbiera ludzkie życie jest... no, nieludzka. Przed splunięciem na ulicę dziewczyna się waha, ale przed pociągnięciem za spust czy poderżnięciem gardła nijak nie. Mireille zaś nie dość że jest ludzka w tym co robi, jest niedoskonała, waha się, to jeszcze się boi. Ba, bywa nawet przerażona! Kiedy orientuje się, że Kirika ją przewyższa, orientuje się też, że jak dojdzie do rozrachunku, to ofiarą może okazać się ona sama, z determinacją zaczyna więc trenować. Rodząca się rywalizacja przewija się z rodzącą się więzią między dwiema kobietami, bowiem przy licznych problemach Kiriki i jej załamaniach na tle tego, że byle kot ma imię, które jest jego, a ona pozbawiona jest nawet tego, to Mireille, z jej zdrowym rozsądkiem i francuskim wyrafinowaniem staje się jej kotwicą. Wzajemnie się uzupełniają, tworząc duet, któremu grozi dopiero przybycie Chloe...
Jak więc widać, dramatis personnae są mocną stroną Noir, jak w filmie noir być powinno. Drugą mocną jednak stroną powinna być fabuła. Tu niestety, cała sprawa absolutnie i bezapelacyjnie bierze w łeb.
Noir - mimo dobrego pomysłu, niezłej, a miejscami świetnej animacji, świetnej (choć w anime zbyt często powtarzane są trzy konkrente kawałki) muzyki - wychodzi jako nudne anime. A to z prostej przyczyny: braku umiaru twórców.
W filmach gangsterskich czuje się napięcie. Bohaterowie kładą na szali swoje życie, mierząc się z przeciwnikiem wielokrotnie liczniejszym, częstokroć też bardzo zaciekłym. W półświatku reputacja jest częstokroć ważniejsza niż życie, organizacja przestępcza zaś nie może sobie pozwolić na to, by ktoś z niej zakpił i odszedł o własnych siłach. To rodzi suspens, niepewność o przyszłość bohatera, która każe nam przeżywać jego perypetie znacznie mocniej, znacznie bardziej niż przeżywalibyśmy je bez niej.
W Noir, konfrontacje wyglądają tak samo. W tle leci Canta per me, a Kirika i Mireille kolejnymi strzałami kładą kolejnych wrogów. Jeden strzał, jeden trup. Panowie w garniturach, elitarni komandosi, żołnierze piechoty morskiej, agenci wywiadu, mafiosi, ochroniarze, wszyscy oni padają jak jesienne liście. A ich kule nie umieją znaleźć drogi do naszych bohaterek. Zły software samonaprawadzający chyba. Superman nie radziłby sobie lepiej niż nasze panie. Na 26 odcinków jest całkiem sporo strzelanin, gdzie na nasze dwie panie przypada 20 lub 50 uzbrojonych mężczyzn. I na 26 odcinków pełnych takich strzelanin, w jednym odcinku Kirika zostaje ranna, osłaniając Mireille.
Niestety, twórcy zdają się kompletnie ignorować złotą zasadę, że przewidziany z góry rezultat starcia pozwala wyeliminować ze starcia znaczącą większość zabawy. O suspensie to nawet nie wspomnę.
Nie miałem cienia wątpliwości jak się sprawa potoczy. Co z tego, że bohaterki śledziły fałszywy trop przez trzy odcinki? Skoro kolejne trzy hordy panów w czarnych garniturach również padły jak jesienne liście, to niewątpliwie w końcu ich przeciwnik się najzwyczajniej w świecie wykrwawi. O, pardon. Wyludni. Przeciwnik nie krwawi nigdy.
Zero suspensu pozostawia nam pozostawić sceny walk i starć i skoncentrować się na reszcie fabuły. I tu niestety leży kolejna przykrość. Otóż, wrogiem Noir okazuje się być tajemnicza organizacja Soldats. Ciekawa nazwa, a początkowo, im więcej dowiadywałem się o Soldats tym bardziej pełen respektu byłem. Mieli władzę. Wpływy. Środki. Ludzi. Podczas gdy pionkami mafii czy triady byli poszczególni ludzie, pionkami Soldats były mafia i triada. No i jeszcze jedno. Soldats mieli tradycję oraz klasę. Byli jak szlachta wśród przestępców. Dodatkowo jeszcze okazywało się, że mieli misję. To już zaczęło niemal wychodzić poza kanon filmu Noir.
Mniej więcej też na tym etapie się zepsuło. Ciężko jest wierzyć, że organizację o takiej potędze budują ludzie o tak niskim ilorazie inteligencji. Że zamiast spróbować trucizny, snajperki, materiałów wybuchowych, wypadku drogowego, zrównania z ziemią niewielkiej wioski przez przypadkowe trzęsienie ziemi, wszystkiego tego co przez posiadane środki i wpływy na pewno mogli podjąć, no, trudno pojąć, że ZAMIAST czegokolwiek z tego będą się jedynie podejmować wysyłania kolejnej hordy panów w czarnych garniturach.
Sami zaś panowie w czarnych garniturach moim zdaniem powinni pomyśleć nad kreacją postaci. Nie można wydawać wszystkich punktów postaci na umiejętność padania niczym jesienny liść, tak samo jak nie można na cesze wygląd wybierać zawsze specjalizacji niewzruszony twardziel.
Może gdyby Noir aspirowało do zabawy, jaką daje 7th Sea ze swoimi zbirami różnych kategorii, pomocnikami głównego złego i samym głównym złym, może wtedy hordy agentów i mafiosów miałyby inny wydźwięk. Tak, czyniły całość zdrowo odrealnioną, unosząc moje brwi w zdumieniu i irytacji, że jeszcze się ten zabieg scenarzystom nie znudził.
Natomiast generalnie w Noir nie tylko scenarzystom rzadko kiedy nudzą się zabiegi. Wierszyk powtarza się co odcinek. Hordy panów NIGDY nie zawierały choć jednej pani. Panie zawsze były na kierowniczych stanowiskach (dziwne do tego stopnia, że zacząłem doszukiwać się jakichś feministycznych konotacji twórców). Z dwualbumowej ścieżi dźwiękowej, zawierającej z górą 30 utworów, słuchamy na okrągło trzech. Wspomnienia Mireille również powtarzają się z uporem godnym lepszej sprawy. Naprawdę, wystarczył mi jeden raz by zorientować się że to ważne wspomnienia dla jednej z głównych bohaterek. Drugi utrwalił w mej pamięci wszystkie szczegóły. Wszystkie dalsze nie były mi potrzebne. Zakładając nawet, że Noir przeznaczony był dla widzów o trzykrotnie mniejszej inteligencji od mojej (choć mojej wcale nie oceniam jakoś szczególnie wysoko), myślę, że sześć 'flashbacków' w zupełności by wystarczyło. DWADZIEŚCIA sześć to moim zdaniem zdecydowanie za dużo. Do teraz mogę przywołać sceny nader dokładnie.
Wspomniana powyżej scena z ranną Kiriką jest jedną z nielicznych gdzie właściwie widzimy krew, co przypomina mi wcześniej poruszony temat. Odnośnie zatem braku krwi: spotkałem się kiedyś z teorią, nad którą do dziś się zastanawiam. Otóż, jej autor, na necie znany bodajże jako Koveras (wybacz, jeśli przekręciłem) postulował, że krwawią na filmie noir tylko Ci, którzy są dostatecznie ludzcy by to czynić. Krwawi zatem Mireille, najbardziej niedoskonała z trójki zabójczyń, krwawi Kirika, której brak tożsamości doskwiera bardziej niż jakiekolwiek fizyczne rany, powodując, że kwestionuje ona swoje człowieczeństwo (a jak doskonale wiemy, kwestionować swoje człowieczeństwo mogą TYLKO ludzie). Krwawić oczywiście będzie Chloe, dziecko dla którego dwa autorytety w życiu to Athena i Kirika, i którego miłość do tych dwojga prowadzi go po dwu różnych ścieżkach, każąc być najlepszym na obydwu.
Ciężko rzec, czy krwawić będzie sama Athena. Kobieta tak oddana swemu celowi mogła na jego ołtarzu złożyć swoje człowieczeństwo już jakiś czas temu. Ale, kończąc dygresję, przejdźmy do podsumowania.
Niestety, choć Noir był relatywnie wczesnym moim anime, widzianym jako szóste z kolei, zdecydowanie nie wywarł na mnie pozytywnego wrażenia. Irytowała mnie niemożność wrogów głównych bohaterek, nigdy nie będąc zwolennikiem oglądania filmów 'człowiek zabija armię mając jeden pistolet' nie potrafiłem przejść koło nich obojętnie. Wielka końcówka jak dla mnie była cokolwiek dziwna. Nie przemówiło do mnie rozwiązanie konfliktu na linii Soldtats - Noir. Powtórki znudziły mnie szybko i na tyle dogłębnie, że nawet ciekawe postacie nie uratowały serialu. Po zakończeniu oglądania serialu, włożyłem czystą płytę do nagrywarki, lecz zanim wcisnąłem przycisk burn, stwierdziłem ze zdumieniem, że mimo mego - dotychczas niewzruszonego - postanowienia o kolekcjonowaniu anime, Noir w mojej opinii nie zasługuje na marnotrawienie płytek by go wypalić. "Ależ jakto?", zapytałem zdumiony sam siebie, "przecież płytka kosztuje niecałe dwa złote! Żaden koszt!"
Ano, tak to.
-----
PS. "jeszcze raz powtarzam, ze na dobrych ludzi się nie zatrudnia mordercy ;p "
Vide Jan Paweł II, Martin Luther King, albo Mahatma Gandhi. Bo to bardzo źli ludzie byli. ;-P
Pozdrawiam przedmówców! |