Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 24-02-2013, 23:43   #6
merill
 
merill's Avatar
 
Reputacja: 3596 merill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputacjęmerill ma wspaniałą reputację
Taksówka spokojnie zmierzała na lotnisko Croydon, a on wpatrywał się w widoki przesuwające się za oknami samochodu marki Rolls – Royce. Obok siedział Narayan jego wierny sługa i wieloletni przyjaciel. Gurkha był starszy od niego może o dwadzieścia lat, ale sprawności fizycznej i hartu ducha mógł mu pozazdrościć niejeden młodzieniaszek. Był weteranem słynnego Sidmoor Rifles, byłym oficerem służącym jeszcze ojcu Richarda, Sharp wiedział, że jeśli będzie taka potrzeba oddałby za niego życie, wiele razem przeszli.

Jeszcze pół godziny temu gościł w biurze Sir Jamesa Cragmoor – szefa Biura Tajnej Służby. Jego wyprawa do Bagdadu, w poszukiwaniu znanego archeologa, była świetnym pretekstem dla wywiadu. Rejon Środkowego Wschodu, był ważnym ogniwem w interesach Imperium Brytyjskiego. W ostatnim czasie w Bagdadzie zginął tamtejszy rezydent... a centrala była informowana o coraz aktywniejszej działalności sowieckiej agentury. Ogólnie cały teren Persji był ostatnio niespokojny, Korona chciała mieć aktywniejszy wpływ na politykę zarówno Bagdadu jak i szacha Persji. Sharp jako osoba znająca miejscowe zwyczaje, języki i tradycję, mająca doświadczenie i znająca okolicę, był idealną osobą do badania terenu pod przyszłe działania rządu Jej Królewskiej Mości.

Sam sobie czasami zadawał pytanie jak to się stało, że dał się wplątać w działalność szpiegowską? Wprawdzie po ukończeniu Oxfordu odbył służbę wojskową, gdzie dorobił się nawet kapitańskiej szarży, jednak kariera wojskowa niespecjalnie pociągała Richarda. Jego ojciec, który służył w korpusie dyplomatycznym wicekróla Indii, był wojskowym, od najmłodszych lat znał tylko ciągłe podróże i zmiany miejsca zamieszkania, praktycznie wychował się wśród mundurów i musztry. Miało to swoje zalety, nauczył się świetnie strzelać, fechtować i jeździć konno. Szybko też uczył się języków, jeszcze w Indiach nauczył się biegle hindi i pendżabskiego, potem podczas studiów przyszła pora na francuski, rosyjski i niemiecki, a podczas licznych podróży starał się w stopniu co najmniej komunikatywnym poznać miejscowe języki. Prócz wyżej wymienionych biegle włada także arabskim, potrafi porozumiewać się w suahili, jak również rozmówi się z Kurdem czy Pasztunem.

Kiedy kiedy jednak odszedł ze służby zajął się podróżami. Uczestniczył w kilku wyprawach badawczych w głąb Czarnego Lądu, zajmował się organizacją safari, miał nawet przyjemność polować z Theodorem Roosvelltem. Myślistwo, zaraz po podróżach było jego największą pasją. Jego posiadłość w Anglii zdobi kilkadziesiąt okazałych trofeów, a on sam ma nadzieję, że jeszcze kilka ich przybędzie. Sporo podróżował po Bliskim Wschodzie i Indiach. Ten drugi kraj traktuje jako swoją drugą ojczyznę, tam spędził dzieciństwo i młodość. Dzięki obszernym i wyczerpującym reportażom, uzyskał członkostwo w Królewskim Towarzystwie Geograficznym, co dało mu bodziec do kolejnych wypraw. Polował na tygrysy ludojady z radżą Pendżabu, wędrował z kurdyjskimi nomadami, przebywał wśród surowych i twardych Pasztunów podczas podróży po Kaszmirze. Słowem realizował swoje pasje, na co Los mu łaskawie pozwolił. O pieniądze nie musiał się martwić, dzierżawa z kilkuset akrów żyznej ziemi w hrabstwie York, w zupełności wystarczała by pokryć koszty jego wojaży.

Teraz szykowała się nowa przygoda, dodatkowo wzbogacona zadaniem z Tajnych Służb. Wprawdzie bywał już w Bagdadzie, ale samo miasto znał jedynie pobieżnie, nigdy też nie udało mi się zwiedzić starożytnego Ur czy Niniwy, teraz nadarzała się ku temu wyśmienita okazja. Narayan jeszcze wczoraj zajął się przygotowaniami do podróży, Richard nawet nie musiał mu robić listy potrzebnych rzeczy. Po tylu podróżach nepalczyk wiedział już, co powinien zabrać a co miało okazać się zbędne.

Podróżnik zajął się doborem broni, jaką zamierzał zabrać ze sobą. To była jedna z jego pasji. Cenił zarówno dobrą broń palną jak i białą. Z każdej podróży przywoził sobie pamiątkę w postaci jakiegoś rzadkiego okazu. Miał całą kolekcję sztyletów, szabel czy mieczy, niektórymi z nich władał bardziej niż biegle. Do skórzanego futerału na broń spakował ciężki sztucer myśliwski, dwie litery na mosiężnym okuciu kolby HH mówiły wszystko. Firma Holland i Holland z Londynu, produkowała najlepszą broń myśliwską i ... najdroższą rzecz jasna. Ekspress Sharpa był robiony pod zamówienie w morderczym kalibrze .600 Nitro. To właśnie pod jego lufą padło najwięcej myśliwskich zdobyczy Richarda, w tym cała Wielka Piątka. Choć był dość ciężki, to jednak w rękach wprawnego strzelca potrafił siać spustoszenie. Zabrał również dwa karabiny Remingtona model 8, które reprezentowały mniejszy kaliber ale oferowały większą szybkostrzelność. Solidna, choć musiał przyznać ze smutkiem, że jankeska robota. Dla siebie wziął jeszcze pistolet automatyczny Browninga i zdobiony kindżał, który swego czasu otrzymał w prezencie od macharadży Czandigarh, w podzięce za uratowanie życia jego następcy. Długie na trzydzieści parę centymetrów, zakrzywione ostrze z damasceńskiej stali było warte małą fortunę, nawet nie licząc sporego rubinu, który wściekłą czerwienią błyszczał osadzony w rękojeści. Jeszcze lornetka polowa Zeissa i niezawodny australijski kapelusz z szerokim, chroniącym od słońca rondem.

Z zadumy wyrwały go słowa Nereyana: - Byłbym zapomniał, przed wyjazdem telefonowała lady Britton, sir. Czterdziestolatek drgnął na dźwięk tego imienia, co by nie było, te kilka upojnych nocy w jej ramionach wspominał bardzo przyjemnie, tyle, że ona chyba spodziewała się czegoś więcej... - Zostawiła jakąś wiadomość dla mnie? Sługa przez chwilę patrzył na niego z uśmieszkiem błądzącym po wąskich ustach: - Tak, ale nie wiem czy mi wypada powtórzyć? Sharp odparł: - Mów, nie krępuj się. Nepalczyk zacytował: - Przekaż swojemu panu, że jest cholernym skurwysynem, że nawet nie pofatygował się jej pożegnać. Przytoczyła jeszcze kilka cięższych epitetów, których naprawdę nie chciałbym lordowskiej mości przekazywać. Podróżnik uśmiechnął się pod nosem, wiedział, że odpowiednich momentach pani Britton potrafiła być bardzo bezpośrednia... teraz akurat był to szczegół, którym nie warto było zaprzątać sobie głowy. Jakoś nie miał szczęścia do kobiet i tyle.

Na lotnisko przyjechali kilkanaście minut przed czasem, ale w sam raz by zobaczyć jak ciężka skrzynia z kamieniem z Niniwy, jest właśnie wyładowywana z półciężarówki. Ubrany był w jasny strój podróżny, elegancko skrojony, ale jednocześnie pozwalający zachować swobodę ruchów, przy pasie miał kaburę z pistoletem i pochwę z kindżałem oraz nieodłączny kapelusz. Resztą bagaży i broni zajął się Nereyan, sir Sharp miał pewność, że w całości znajdą się w odpowiednim miejscu.

Podszedł do zgromadzonych wokół starożytnego artefaktu ludzi, zapewne członków ekspedycji. Niektórych poznawał o innych słyszał, niemniej wypadało dokonać odpowiedniej prezentacji. - Witam szanowną Damę – skłonił się młodej kobiecie – i Panów. Jestem Sharp. Richard Sharp. To jest jak mniemam ów sławny kamień z Niniwy? - wskazał na wnoszoną na pokład skrzynię. - Czy ktoś z Państwa był już w Bagdadzie?
 
__________________
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu, morderco krwawy tłumu naszych braci, Czekamy ciebie, nie żeby zapłacić, lecz chlebem witać na rodzinnym progu. Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, jakiej ci śmierci życzymy w podzięce i jak bezsilnie zaciskamy ręce pomocy prosząc, podstępny oprawco. GG:11844451

Ostatnio edytowane przez merill : 24-02-2013 o 23:46.
merill jest offline