Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-03-2013, 14:42   #8
Roman
 
Reputacja: 9 Roman nie jest za bardzo znanyRoman nie jest za bardzo znany
Bagienny Wieloryb powoli rozmywał się z powodu spowijającej go ciemności. Kształty stawały się coraz bardziej nieregularne a ludzkie oko gubiło swą należytą ostrość. Statek odbił w stronę lewego brzegu. W półmroku dostrzec można tam było z łatwością zawirowanie, otchłań w dziwny sposób przyciągająca zarówno tego drewnianego potwora jak i swego Pana. Wiatr zrywając się ze spotęgowana siłą uderzył w rufę. Monstrum poczęło z wolna obracać swą niekształtną, zdeformowaną głowę. Zaczęło odczuwalnie przyspieszać jak gdyby sprowadzony na odpowiedni tor. Niewielka płetwa zbliżając się w tym kierunku podrygiwała pełna ekscytacji mocując się z samym kapitanem, który toczył z nią godną walkę.


***


Felix i Georg

Felix odwrócił się w stronę rufy i zrobił krok w przód by zadać nurtujące go pytanie. - Kapitanie, kapitanie długo tak płynąć będziemy ? Łódz natomiast w tym czasie przechyliła się nieco w prawo gdy kapitan zmienił kurs. Pomimo faktu iż próbowałeś złapać się jakiegokolwiek punktu oparcia runąłeś plecami w tył wprost na Georga, który zamortyzował upadek. Drwal poczuł jak jego brzuch plastycznie zagłębił się w burcie a następnie od niej odbił. Ta wyjątkowo solidnie obiła jego miednice - Uff ... - powiedział instynktownie Fleicher będąc praktycznie w połowie poza łodzią. Opadając patrzył na drewnianą balustradę, ostatnią rzecz oddzielającą go od tej cholernej cieczy, która otaczała ich wokoło. Chwilę pózniej dało się słyszeć - W tym tempie o brzasku powinniśmy dotrzeć do pobliskiej wioski znajdującej się na skraju Lasu Shutzen.


***

Gustav

Kolejny ciąg tylko tobie znanych liter wypełnił grubą kartę. Tym samym sprawił, że wcześniejsze wpisy zawarte w dzienniku stały się jakby jeszcze bardziej odległe. Zamknięcie woluminu na dobre przypieczętowało Twoją dzisiejszą chęć pisania. Z niewielkimi potknięciami udało Ci się przemknąć ścieżką wyznaczoną pomiędzy licznymi towarami. Dotarłeś do Ludwicha siedzącego na kozle, który gestem ręki wskazał Ci miejsce obok siebie. Pierwsze Twoje zdanie pozostawił bez odpowiedzi natomiast z łatwością dało się dostrzec uśmiech malujący się na twarzy kapitana. Odetchnął głośniej po czym rzekł nieco zachrypniętym głosem tym razem wpatrując się w Ciebie - Nie zdziwiłbym się Gustavie gdyby dokładnie tak się stało. W ciągu najbliższych dni najprawdopodobniej na własnej skórze odczujemy nadchodzące zmiany. Jeśli znajdziesz dziś chwilę przed snem, będę wdzięczny za możliwość rozmowy na osobności. W ciągu tej krótkiej wymiany zdań udało Ci się przyjrzeć jednemu z tatuaży. Anker posiada go na zgięciu przedramienia. Jest to laurowa korona, której liście wręcz wypełzają z obnażonych żył. Te natomiast otaczają symbol młota należącego do Sigmara Młotodzierżcy. Laurową wstęgę wzbogaca napis, który z trudem udaje Ci się odczytać: "Honorowa Gwardia Reiklandu". Ot jedno z wielu dzieł zdobiących ciało mężczyzny ...


***

Morton


Podróżowanie łodzią sprawiało Ci niemałą przyjemność. Łajba pomimo faktu, iż nie było dziełem krasnoludzkich rzemieślników bardzo przypominała Ci te, które miałeś okazję widywać w porcie rodzimej twierdzy Cragmere. Poruszałeś się tutaj instynktownie jak gdyby przewidując jej przewrotną naturę. Prawdą jest, że nikt z pozostałych tutaj o żegludze nie wiedział tyle co ty. Z zamyślenia wyrwało Cię pytanie. - Czy, któryś z Was mógłby rozwinąć żagiel pomocniczy ? Wiadomym było Ci, że nikt nie wywiąże się z tego zadania lepiej od Ciebie !


***

Irina


U twych stóp siedzieli pochłonięci rozmową zarówno kapitan Anker jak i Gustav. Żadne z wypowiedzianych słów nie umknęło Twojej uwadze. Rude kosmyki włosów tańczyły wesoło wokół Twojej twarzy coraz śmielej zachęcane przez wiatr. Ten kładł śmiało tatarak rosnący przy brzegu, będący teraz na wyciągnięcie ręki. Ta pradawna siła natury poruszała nim niczym dziecko swą ulubioną szmacianą lalką. Duchy w tym miejscu musiały być wyjątkowo silne skoro w tak oczywisty sposób manifestowały swoją obecność. Uszu Twoich dobiegł przeciągły świst rozrywający powietrze niczym smagnięcie bata. Odwróciłaś głowę spoglądając w przeciwną stronę do kierunku ruchu. W świetle otaczającego Cię księżyca dostrzegłaś iskrę, z początku przygaszoną lecz teraz nabrała pełni swych barw. Prędkość z jakim kształt zbliżał się w Waszym kierunku sugerował, że bedzie Ci dane przyjrzeć się temu zjawisku z bliska. - Czyżbyśmy mieli towarzystwo ? - pomyślałaś spoglądając na ciągnący się za Wami ogon.
 

Ostatnio edytowane przez Roman : 20-03-2013 o 23:20.
Roman jest offline