Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-04-2013, 23:20   #9
aveArivald
 
aveArivald's Avatar
 
- Co jest? - Gzargh aż podskoczył na pojawienie się staruchy a Orin stojący tuż zanim omal nie dostał zawału – Tfu! - krasnal splunął siarczyście na widok wiedźmy.
- Nie usiądziesz – bardziej stwierdziła niż zapytała – Ale już nie pójdziecie, bo leje... - jakby na spełnienie się słów kobiety ulewa zabębniła o dach.
Zziębnięty Orin był przerażony jednak wiedział, że w razie niebezpieczeństwa ma po swojej stronie kilku bitnych towarzyszy. Dodało mu to odwagi więc przywitał się już całkiem śmiałym tonem, jedynie sporadycznie się jąkając:
- Witajcie... eee... pani... i raczcie wybaczyć kompanom moim. Zmęczeni jesteśmy toteż miejsca do bezpiecznego spędzenia nocy szukaliśmy - nizołek kichnął głośno i wytarł nos w rękaw - A dym z chatki waszej wystarczająco zachęcającym się nam wydał.
- Będziecie tu śnić. - odrzekła kobiecina tajemniczo spoglądając wprost na niziołka, sprawiała wrażenie jakby to co powiedział bard było w rzeczy samej mało istotne – Przyszłość... - dodała cicho a Orina na powrót przeszyły ciarki...
- Może tak być - potwierdziła w zadumie Kesa i ku przerażeniu barda przysiadła obok kobiety - Czuję magię... bardzo silną. Czy to pierwotna magia tego miejsca? Czy to wasza... czy wy ją przywołałyście? - zapytała jakby nigdy nic a Orin uznał, że czarodziejki i zielarze pewnie szybciej znajdą wspólny język i postanowił na chwilę zamilknąć.
- Magia? - spytała kobieta - Życie jest magią.
- Przyszłość? - Bataar parsknął cicho ale starsza kobieta najwyraźniej usłyszała słowa rosłego kapłana.
- Uważaj na butę - pogroziła - Ona doprowadzi cię do krańca twego żywota.
- Bzdury! - warknął krasnolud - Razem jesteśmy w stanie stawić czoła każdemu zagrożeniu. Nie trzeba nam twego biadolenia starucho.
Orin słuchając Gzargha groźnie zmarszczył brwi i już miał przytupnąć by pokazać wiedźmie, że on jest takiego samego zdania i że takie przepowiednie to starucha może sobie wepchnąć w... lecz ku jego zdumieniu, jak na zawołanie z kociołka buchnęła para.
- Nie będzie ci dane pomóc twoim znajomym gdy będą tego potrzebować – odrzekła złowieszczo a na oblicze barda znów wpełzł grymas przestrachu. Kesa natomiast spojrzała karcąco na krasnoluda.
- Fakt, że w coś nie wierzysz nie daje co prawa do obrażania innych – powiedziała a Gzargh burknął tylko i usiadł pod ścianą, nie odzywając się już więcej.
Dalej rozmowę prowadziła Kesa jednak Orin szybko stracił nią zainteresowanie i począł słuchać dialogu jedynie jednym uchem. Rozglądnął się a z każdą chwilą mroki chatki odkrywały przed jego szeroko otwartymi oczyma swoje sekrety. Kręcił głową wte i wewte, zupełnie jakby znajdował się na targowisku wśród straganów z egzotycznymi owocami lub u kupca handlującego magicznymi przedmiotami. W końcu ciekawość przełamała strach. Niziołek podszedł powolutku do jednej ze ścian chatki i przyglądał się z zainteresowaniem słoikom ze spetryfikowanymi w środku roślinami i zwierzętami.

Nie czuł się tu zbyt dobrze. Nie wiedział co myśleć o wiedźmie, czy coś przed nimi skrywała, czy też była szczera we wszystkim co mówi? Była dla niego zagadką. Wyciągnął rękę do żaby rozciągniętej w jednym ze słoi. Dotknął szkła i pogładził go po powierzchni ścierając cienką warstewkę brudu. Kesa akurat skończyła rozmawiać więc Orin przyglądając się martwemu, zielonemu płazowi zapytał:
- A jak sobie radzicie tu, na takim bezludziu i to samotnie? Nie boicie się, że kto was napadnie i ograbi? - “Bo skusić się na takiego grzyba to mało kto by mógł”, dopowiedział sobie w myślach zapominając, że starucha ponoć potrafi z nich czytać ale szybko dodał - Na przykład taka grupa jak nasza?
- Orinie naprawdę myślisz, że ktoś chciałby się połakomić na jej własność? Zastanów się sam. Okolica do ludnych nie należy więc pewnie rzadko kto ją kłopocze to raz, wydaje się to prawie pewne, że potrafi posługiwać się magią to dwa, mało zaś prawdopodobne by rzeczy znalezione tutaj należały do wyjątkowo cennych, to trzy. - Bataar jeszcze raz rozejrzał się po chacie a za jego spojrzeniem podążył wzrok Orina.
Cóż, bard musiał przyznać mu rację, jednak chciał choć troszkę zastraszyć wiedźmę. Gdyby ich się nie bała to uznałby ją za potężną czarownicę lub chociażby przekonaną o swej potędze. No i istniała jeszcze możliwość że babka była po prostu szalona... Niziołek uznał, że tak czy owak, w obu przypadkach wolałby nie mieć z nią nic wspólnego. Martwił się też milczącą jak dotąd druidką. Żałował, że Nena, którą uważał za jedyną prawdziwą czarodziejkę z drużyny, nie ma nic do powiedzenia...

Przerwał swoje mroczne rozmyślania i wrócił do analizowania zasuszonych roślin czekając na dalszy tok wydarzeń. Tymczasem wiedźma wstała, podeszła do kapłana, zaszeptała mu coś do ucha po czym zarechotała głośno, wracając do kotła.
- Zbierajcie siły, bo czekają was ciężkie chwile.
- No to co? - zapytał nagle Orin odwracając się od zawieszonych u powały zeschłych liści, po czym wyjrzał na zewnątrz gdzie burza szalała już w najlepsze - Zostajemy...? - bardziej stwierdził niż zapytał.
 
__________________
Wieża Czterech Wichrów - O tym co w puszczy piszczy.

Ostatnio edytowane przez aveArivald : 05-04-2013 o 11:10.
aveArivald jest offline