Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 28-04-2013, 14:01   #3
Lady
 
Lady's Avatar
 
Reputacja: 14626 Lady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputacjęLady ma wspaniałą reputację
Dame Brunhilda wierciła się niecierpliwie na pięknie zdobionym, wyłożonym poduszkami fotelu, z trudem znosząc grzebień rozczesujący jej długie włosy. Młoda hrabina znana była z tego, że nigdzie pięciu minut usiedzieć nie mogła. Z rozdrażnieniem przeglądała się w ręcznym, pozłacanym lusterku, gdy Hanna z uśmiechem wydawałoby się przylepionym do ust, starała się upiąć niesforne loki swojej pani w piękną fryzurę. Służka bardzo często potakiwała, słuchając monologu.
- ...i wtedy Graf Friedrich poprosił mnie do tańca! Jakież on ma cudowne dłonie!
Służka z trudem stłumiła westchnięcie, bo jej umysł od razu podpowiadał zupełnie inne słowa. "A jakieś on ma góry złota!". Dziewczyna coraz częściej łapała się na tym, że przestawała słuchać Frau von Manfield. Pogrążona we własnych myślach machinalnie wykonywała wszystkie czynności, aż wreszcie do jej uszu dotarł zirytowany głos pani.
- Słyszałaś?
Hanna zarumieniła się mocno, przyłapana na gorącym uczynku. Nie miała pojęcia o co pytała Brunhilda, ale o dziwo ta nie wyglądała na wściekłą, że musi słowa powtarzać. Raczej... podekscytowaną.
- Pójdziesz dowiedzieć się, dlaczego ludzie są porywani. Zasłyszałam, że straż nie ma czasu się tym zająć. Ta rozgrywka o elektorski tron bywa taka nudna... Przynieś mi jakieś ciekawe plotki. To takie fascynujące, usłyszeć wieści z tego śmierdzącego i biednego miejsca! A gdybyś przyczyniła się do znalezienia sprawcy, czyż to nie byłoby wspaniale? Mogłabym się pochwalić wszystkim, że to moja zasługa. No idź już, wszystko już dogadałam z kapitanem Baerfaustem, nie puszczę cię przecież sama. Ma wynająć do tego jeszcze kilku osiłków.
Ruchem ręki zaczęła wyganiać służkę, przez dłuższą chwilę stojącą z otwartą gębą jak jakaś krowa.

***

Wolność! Czyż to nie cudowne? Przynajmniej przez jakiś czas bez bogatej, marudnej i gadającej bez przerwy panienki! Wzięła głęboki oddech, maszerując przez Plenzerplatz i nawet smród wydawał się przy tym niezwykle przyjemny. Zwinnie przedarła się przez tłum, trzymając dłońmi długą do ziemi, czerwoną spódnicę, dzięki czemu nie wybrudziła się tak bardzo, jakby mogła. Hanna zdawała sobie sprawę, że ubiór tak lubiany przez Frau von Manfield, nie nadaje się na miasto, a wyłącznie na salony jej rezydencji. Polecenie było jednak poleceniem i służka postanowiła wypełniać je skrupulatnie. Błoto się spierało. Miało nieco mniejsze szanse na dotarcie do czerwonej kamizelki, wiązanej z przodu rzemieniami niczym gorset oraz białej koszuli, którą dziewczyna nosiła pod nią. Lubiła ten strój, to był jeden z plusów pracy jako służąca w dobrym domu. Uważała, że wygląda ładnie.

Była dość wysoką dziewczyną, czasami wyższą nawet od mężczyzn, zwłaszcza tych co nie urośli za wiele, spędzając całe życie w siodle. Raczej szczupła, zdecydowanie nie chuda poruszała się zgrabnie i pewnie. Pracując dla wymagającej damy nie mogła pozwolić sobie na przytycie, chociaż jedzenia nigdy jej nie brakowało. Okrągła, szczera twarz, na której bardzo często gościł uśmiech, teraz była delikatnie zarumieniona od emocji i pośpiechu. Poczernione rzęsy i delikatnie błyszczące usta czy umyte, związane jedynie delikatną kokardką brązowe włosy sięgające całkiem daleko za ramiona, mogły na pierwszy rzut oka stawiać ją na nieco wyższej pozycji społecznej, niż faktycznie wynikało to z urodzenia.

Gdy dotarła do furty, jej uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Dygnęła lekko, z przyzwyczajenia.
- Witajcie! Jestem Hanna.Czyż to nie ekscytujące?
Raczej ponure lub nieprzyjemne twarze, należące prócz jednego wyjątku do mężczyzn, wcale nie zmniejszyły entuzjazmu służki, w podskokach podążającej za strażnikiem.
Niestety! Nie dane im było wejść do samego zamku, a koszary wcale nie wydawały się takie ciekawe. Przecież jednak nie dla podziwiania się tu znalazła. Kapitan przyjął ich w zbroi. Siwy, ale ciągle wysoki i silny. Panna Elberg wpatrywała się w niego jak wygłodzony pies na gnat pełen świeżego mięska. Nawet przeoczyła pierwszą część rozmowy, po tym jak Marcus (och, przecież nie mogła o nim myśleć po nazwisku!) spytał o pytania.

Na wszelki wypadek dziewczyna zamknęła usta, by nie wyglądać jak głupia klucha z otwartą buzią. Obejrzała się na tego mężczyznę, który odezwał się pierwszy. Trochę jak typ z ciemnego zaułka. Tacy potrafili być drapieżni i tajemniczy. I będzie mogła pracować z jednym z nich! Z ekscytacji wierciła się na krześle.
- Musimy jak najszybciej iść do doków i wypytać co ludzie widzieli. Zanim trop ostygnie.
Kiedyś słyszała to określenie. Zrobiła do niego mądrą minę, lekko wydymając policzki. Szkoda, że nie miała tu lusterka, by sprawdzić, czy faktycznie wygląda na mądrą. Chyba nie. Wypuściła powietrze. Nigdy nie była w takiej sytuacji, zupełnie więc nie wiedziała co więcej dodać.
 
Lady jest offline