Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 28-04-2013, 17:24   #4
Eleanor
 
Eleanor's Avatar
 
Reputacja: 3873 Eleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputację
Kiedy wpuścili ich na dziedziniec otaczający zamek Irmina popatrzyła na z fascynacją na budynek, który podobno powstał w czasach, w których żył Sigmar, a jego budowniczy od niego właśnie otrzymał tytuł książęcy. To było wspaniałe i ekscytujące. Strzeliste wieże wyciągały do nieba swoje szczyty, a dziewczyna próbowała się dokładnie przyjrzeć zdobieniom na dalekich gzymsach. Czyżby były tam czaszki? A może było to tylko złudzenie wywołane grą światła i cienia? Przed potknięciem się o wystający na drodze spory kamień uratowała ją dłoń Hansa na ramieniu. Dotyk nie był silny, wystarczył jednak by wytrącić dziewczynę ze stanu śnienia na jawie, w który popadała nader często. Uśmiechnęła się z wdzięcznością do mężczyzny, jednak jego ogorzała, surowa twarz nie zmieniła swojego wyrazu. Był taki chłodny i opanowany od samego początku, kiedy go jej przedstawiono, dzień wcześniej...

***


Tygodniowa podróż barką z Altdorfu do Averheim mogłaby się wydawać nudna. Dla Irminy jednak, dla której była to przecież dopiero druga podróż w życiu, była niezwykłą przygodą. Eskorta, wynajęta na drogę przez jej mentora, nie miała za wiele do pracy. Droga rzeczna była najbezpieczniejszym sposobem przemieszczania się po imperium i dziewczynie nie groziło poważne bezpieczeństwo, jednak jej status społeczny wymagał, by nie wyruszała samotnie nawet na miasto, nic więc dziwnego, że podczas tej wyprawy także zapewniono jej opiekę. Jedynym więc zmartwieniem dwóch strażników było to, by dziewczyna nie wypadła za burtę podczas przechadzek po pokładzie, albo nie złamała sobie nogi chodząc po stromych drabiniastych schodach prowadzących do jej kajuty. Zadanie to jednak okazało się na tyle stresujące dla eskorty, że pod koniec podróży zaczęli już na poważnie rozważać opcję przywiązania dziewczyny do łóżka i unieruchomienia jej do czasu dopłynięcia do Averheim. Nic więc dziwnego, że kiedy przybyli do domu kupca i zaproponował on im dalszą opiekę nad dziewczyną, w czasie jej pobytu w stolicy Averlandu, gwałtownie odmówili i po odebraniu zapłaty, szybko zniknęli z horyzontu.

Szacowny Kuno Hazelhoff wytłumaczył sobie takie zachowanie, powiązaniem dziewczyny z magią. Jak bowiem wynikało z listu, który otrzymał za jej pośrednictwem, od swego przyjaciela Gottfielda, czarodzieja z altdorfskiego kolegium, była ona jego bardzo zdolną uczennicą i została przysłana, by pomóc mu odnaleźć zaginionego krewnego. Wiadomo że wielu ludzi obawiało się magii i obawa ta była jak najbardziej uzasadniona.
Problem dziewczyny jednak pozostawał, jako szlachecka córka, do tego delikatna kobieta, nie przystosowana do kontaktów z ciemną stroną życia, nie mogła samotnie poruszać się po niebezpiecznych dzielnicach.
Znalezienie opanowanego, godnego zaufania ochroniarza dla młodej czarodziejki nie było prostym zadaniem, ale Kuno miał bardzo sprawnego sekretarza i już po dwóch godzinach przed jego obliczem zjawił się Hans, gotów podjąć się tego zadania za niewygórowane wynagrodzenie.
Wysoki, ciemnowłosy, mocno zbudowany mężczyzna, o pobrużdżonej, surowej twarzy wydał się pannie Brehm nieco przerażający. Z drugiej strony doszła do wniosku, że skoro w niej budzi takie odczucia, powinien równie skutecznie działać na ludzi pragnących w jakiś sposób ją skrzywdzić. Przy swojej drobnej budowie i zaledwie stu pięćdziesięciu centymetrach wzrostu czuła się przy nim niczym niepozorna kruszynka. Bardzo szybko tez przekonała się, że mężczyzna jest czujny i szybki i bez problemu wybawia ją od większości potknięć, na które się narażała w wyniku swej nieuwagi. W przeciwieństwie do jej poprzednich ochroniarzy nie wydawał się zbytnio przejęty jej roztargnieniem i chwilami nieuwagi...

***


Oderwała myśli od tych rozważań i ponownie znalazła się na placu przed pałacem elektora. Spoglądając na drugą kobietę w ich niewielkiej grupie, wesołą dziewczynę w kolorowym gorsecie, poczuła się nagle dziwnie ponuro w swojej niebieskiej, skromnej sukni bez jakichkolwiek ozdób i szaroniebieskiej pelerynie. Po stroju zdecydowanie trudno byłoby się zorientować, że nosząca je dziewczyna należy do uprzywilejowanej klasy imperium, choć charakterystyczny kapelusz automatycznie wskazywały na jej związaną z magią profesję. Irmina nie lubiła jednak rzucać się w oczy i wyróżniać z tłumu i takie właśnie ubranie najbardziej jej odpowiadało. Odruchowo przejechała po swoich długich do pasa, zaplecionych w wiele cieniutkich warkoczyków, jasnozłotych włosach. Stłumiła uczucia, które mimowolnie się w niej pojawiły. Próżność była złą cechą, zwłaszcza w przypadku ucznia czarodzieja. Jeszcze nie nauczyła się hamować takich uczuć, ale z pewnością kiedyś się nauczy.

Przyjrzała się pozostałym osobom, czterem mężczyznom, niewiele różniącym się Hansa. Zdecydowanie wyglądali groźnie. Miała nadzieję, że nie okażą się tak niebezpieczni jak podpowiadał jej instynkt, a jeśli nawet to ich agresja zostanie skierowana w stronę osób, które stały za porwaniami.
Wysłuchała wypowiedzi kapitana, o potem przytaknęła głową słysząc zapytanie pierwszego z mężczyzn. Dowiedzenie się jak najwięcej o zaginionych było doskonałym początkiem poszukiwań. Ponownie odbiegła myślami od chwili obecnej, powracając pamięcią do rozmowy w domu starego kupca...

***

Kupiec Kuno Hazelhoff był starszym siwowłosym mężczyznom, w którego oczach widać było zmęczenie i smutek. Z pewnością zaginięcie krewnego mocno wzburzyło jego uporządkowanym życiem. Elegancki, dwupiętrowy dom na wschód od głównego placu miasta, ozdobiony był złoceniami i ewidentnie świadczył o wysokiej pozycji i bogactwie właściciela. Także jego wygodne wnętrze i pięknie urządzony pokój, który jej przydzielił nie pozostawiały wątpliwości co do zasobności kupca.
Pełna młodzieńczego zapału Irmina, postanowiła jak najszybciej przystąpić do powierzonego jej zadania. Od służącej, która pomagała jej się odświeżyć po podróży, uzyskała informację, że zaginiony chłopak, Willhelm Toblerg, był jedynym synem owdowiałej siostry kupca i jego spadkobiercą:
- Panie Hazelhoff czy mógłby mi pan powiedzieć kiedy i w jakich okolicznościach zaginął pańskie siostrzeniec? - Zapytała gdy przeczytał list od jej nauczyciela i z wyraźnymi oporami zaakceptował ją ostatecznie w roli poszukiwacza.

Mężczyzna przez kilka długich chwil gapił się tylko na niziutką, niepozorną dziewczynę. Widać było, że to nie było to, na co liczył.
- Niecałe dwa tygodnie temu. Czternaście dni. Po jednej z mocniejszych ulew, poszedł wieczorem do doków, sprawdzić czy nie zalało magazynu. Mówiłem mu, żeby do rana poczekał. Nawet parobka ze sobą nie zabrał!
Westchnął ciężko, przymykając oczy. Widać było po nim nerwy i zmęczenie.
- Gdzie dokładnie znajduje się ten magazyn? Jaką trasą szedł najprawdopodobniej? Może ktoś go widział? Jak był ubrany?
- To magazyn 21. Co więcej, to nie wiem. Pytałem ludzi, ale widzieli tylko jak wychodził, normalnie ubrany, w strój roboczy, owinął się płaszczem, bo jeszcze kropiło.
- Jak wygląda Will? Ile ma lat?

Według jego słów zaginiony był przystojnym, trzydziestopięcioletnim mężczyzną, z ciemnobrązowymi włosami i długim zawadiacko podkręconym do góry wąsem. Irmina była nieco zaskoczona, nie wiadomo dlaczego, ale wyobrażała sobie że zaginiony siostrzeniec pana Hazelhoffa jest znacznie młodszy.
- Rozumiem, że nie było żadnych informacji od porywaczy? Żądania okupu?
Pokręcił przecząco głową.
- A nikt w dokach oczywiście nic nie widział!
To było dziwne. Członków bogatych rodzin zazwyczaj porywało się dla okupu. Nie miała ochoty mówić tego głośno, ale skoro od dwóch tygodni nikt nie zażądał pieniędzy, szanse, że porwany nadal żył były wyjątkowo nikłe:
- Z kim mogłaby się porozumieć w celu uzyskania bardziej szczegółowych informacji na sytuacji w mieście i samych dokach?
Starzec patrzył na nią sceptycznie, ale ostatecznie zorganizował dla niej spotkanie z kapitanem straży miejskiej. Jak się okazało nie była jedyną osobą zaproszoną na tę rozmowę...

***

- Interesują nas adresy osób zaginionych. - powiedział mężczyzna w „wilczej skórze”. Jak na swoją potrzebę nazwała go Irmina.
- Mnie również - odparł kapitan, po pierwszych słowach Klausa. Jego głos ponownie przywrócił nieobecną duchem dziewczynę do czasu rzeczywistego. - Ale to nie takie proste. Pierwsze oznaki tego, że dzieje się coś złego, zgłosił nam pan Hazelhoff - dwa tygodnie temu zaginął jego siostrzeniec. Obecna tutaj panna - wskazał brodą na Irminę - zapewne już go wypytała o wszystko. Dwa pozostałe zniknięcia to ludzie spoza Averheim. Pan Almos jest zainteresowany jednym z nich, drugi to parobek jednego z kupców, którzy nigdy nie zatrzymują się na stałe w mieście. Teraz także dawno już udał się w dalszą drogę. Ostatnią ofiarą był syn pani Hermenegildy, mieszkającej niedaleko doków, na wschód od Bruckberg Strasse. Nie znam dokładnego adresu, ale jestem pewien, że łatwo ją odnaleźć.
Kolejne pytanie Klausa dotyczyło działających w mieście grup przestępczych:
- Nie wiem drogi panie - Baerfaust powiedział to z dostrzegalną ironią - jakie ma pan doświadczenie z gangami, ale tutaj w Averheim rozwijają się one ostatnio jak grzyby po deszczu. Nikt nie jest w stanie ich zliczyć, a tym bardziej nazwać. Trwa tam jakaś wojna, ale póki zabijają tylko swoich, to nie widzę przeszkód, by to robili. Nie mam ludzi do tego. Jestem jednak pewny, że w samych dokach dowiecie się o tym więcej, niż byście chcieli.
Irmina nie wiedziała nic o gangach. Mogła jednak podzielić się z innymi tym czego dowiedziała się od kupca. Przekazała więc jak najdokładniej treść rozmowy dodając na końcu:
- Skoro pozostali zaginieni nie należeli do osób zamożnych i nikt nie zgłosił się po okup do pana Hazelhoffa, porywaczom nie może chodzić o pieniądze. Jakiekolwiek inne powody nimi kierują, szansa że zaginieni nadal żyją jest raczej nikła. Może jednak uda nam się powstrzymać tych, którzy za tym stoją przed kolejnymi zbrodniami. Zdecydowanie trzeba rozpytać w dokach i porozmawiać z tymi spośród krewnych lub znajomych zaginionych, których zdołamy namierzyć.
 

Ostatnio edytowane przez Eleanor : 29-04-2013 o 11:48.
Eleanor jest offline