Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-06-2013, 01:41   #5
harry_p
 
Reputacja: 2200 harry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputacjęharry_p ma wspaniałą reputację
- Ufgh…

Stęknął chuderlawy młodzik, gdy dryblas kopniakiem odwrócił go na plecy. Potoczył wzrokiem po swoim oprawcy na chwilę zatrzymując wzrok na paskudnie wyglądającej pałce. Potem spojrzał na resztę osiłków. Przełkną głośno ślinę i choć to chyba niemożliwe zbladł jeszcze bardziej.

- Panie... Panowie... - mówię patrząc to na jednego to na drugiego... Ja nie dla piniendzy - szybko dodał - Z dobroci serca. No żadnych nawet piniendzy nie brałek... - mówię zaciągając po wsiowemu.

Widząc dukającego przestraszonego chłopaka część oprychów zwiesiła ręce tracąc nadzieję na jakikolwiek zarobek. Jednak brodaty jednak nie dawał tak łatwo za wygraną.

- Hehe, no to już twój problem, kulasie parszywy. Nie cackaj się z nami, albo pożałujesz! My nie kasujemy od zarobku tylko od roboty – skończył zdanie paskudnym śmiechem.

Podszedł do leżącego od tyłu i pacną go parę razy po uchu drewnianą lagą.
Widząc, że wykrętami niewiele zdziałał Rubus sięgną drżącą ze strachu ręką za pazuchę, wyciągną garść miedziaków i wyciągną ją w kierunku największego z dryblasów.

- Panie to wszystko, co mam! – zapiszczał drżącym głosem - Jak sami widzieliśta ja od nich nawet penca nie kciałem. Żeby zarobić na chleb łyżki sprzedaje... - na potwierdzenie swoich słów wolną ręką odchyliłem płaszcz pokazując wystające z kieszeni drewniane sztućce.

- A jednak coś tam masz kundlu.

Prychną brodaty i zamachną się trafiając butem w bok. Miedziaki poszybowały łukiem wpadając w błoto. Krępi bracia rzucili się wygrzebywać pensy z błota a wielkolud potoczył wzrokiem czy aby nie znalazł się nikt inny chętny na monety.
- Cholerny biedak, jak cała reszta. Panowie, idziemy, na ma co tracić czasu na to ścierwo.
Na odchodne kopną jeszcze raz zwiniętego w kłębek chłopaka.

„I to ja na święte rogi Talla jestem padalec padalec…”

Rubus leżał chwilę na ziemi osłaniając głowę nasłuchując jak zbiry odchodzą rechocząc. Stękając podniósł się z ziemi podpierając się swoim kosturem. Otrzepał ubranie omiótł wzrokiem miejsce całego zajścia, pomasował stłuczone miejsca i lekko stękając ruszył w stronę bram miasta. Kilka krotne obejrzał się trwożnie czy aby nikt z oprawców go nie śledzi.
 
harry_p jest offline