Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-06-2013, 09:47   #7
Kerm
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 61679 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Félix dopił piwo (prawdę mówiąc niewiele go już w kuflu zostało), a potem, nie zwracając uwagi na rozrechotanych pijaczków, ruszył do swego pokoju.
Szczęk oręża, dobiegającego z drugiego piętra, odwrócił uwagę Félixa od myśli o noclegu w wygodnym (miał nadzieję) łóżku.
- Ciekawość, pierwszy stopień do piekła - mruknął, z wyraźną ironią skierowaną pod swoim adresem, po czym zaczął wchodzić do po schodach góry.
Nim znalazł sie na piętrze sytuacja stała się w miarę jasna. Kobieta, cudzoziemka, walczyła z osobnikiem, którego wskazano Félixowi jako Rudego.
Akurat w tym momencie dziewczyna usiłowała się przebić w stronę schodów. Jej szaleńczy manewr zdecydowanie nie zakończył się sukcesem - wprost przeciwnie - Rudy okazał się szybszy i poczęstował kobietę kopniakiem w brzuch.
Na dodatek okazało się, że napastnik nie jest sam. Na końcu korytarza dwóch ludzi wstawało właśnie z podłogi. A że byli to kompani Rudego świadczył wydany przez damskiego boksera okrzyk:
- Olsen! Ulfrik! Co się kurwa z wami dzieje!?
Adresaci okrzyku byli wyraźnie pijani, ale ich włączenie się do akcji mogło jeszcze bardziej przechylić szalę walki na stronę Rudego.

Félix nie zamierzał czekać, aż tamta trójka zrealizuje swe, z pewnością nie chwalebne, plany i postanowił ostudzić zapał najbliższego z napastników. Pchnięcie nie było zbyt uczciwe, ale skuteczne - rozorało całkiem solidnie tylną stronę uda. Rudy podskoczył, co natychmiast wykorzystała dziewczyna, solidnym kopniakiem posyłając Rudego w stronę drzwi. Te nie wytrzymały. Pękły z hukiem, a osiłek wpadł do środka pokoju.
Dwóch mężczyzn na końcu korytarza wstało wreszcie, dobyło broni i, chociaż niepewnie, rzuciło się w stronę Kislevitki i Félixa z nieludzkim okrzykiem na ustach.

Dziewczyna spojrzała w głąb pokoju i najwyraźniej doszła do słusznego wniosku, że warto ostatecznie wyeliminować Rudego. Lepiej mieć dwóch przeciwników, niż trzech...
Olga wylądowała na Rudym. Może nie do końca trafiła tak, jak planowała. Nie chciała połamać mu żeber, o którym to fakcie świadczył miły dla ucha trzask. Chciała mu zrobić zdecydowanie większą krzywdę, ale nie trafiła. No i nie utrzymała się na nim, by go dobić. Rudy okazał się zbyt miękki. Nie chcąc stracić równowagi zeskoczyła z leżącego.

Félix w tym czasie miał na głowie własne kłopoty. Dwóch ludzi... kiepsko. Teraz przydałby mu się pistolet, zdobyty przed dobry rok temu na jednym z opryszków. Jeden strzał... Ale pistolet i tak był uszkodzony i lepiej było go sprzedać.
Teraz jednak nie warto było o tym myśleć. Cofnął się o krok, żeby ściągnąć na siebie przeciwników. A nuż zapomną o Kislevitce, a ta zaatakuje ich od tyłu...
Napastnicy znalazły się na wysokości pokoju.
- Rudyyy! Trzymaj się! - wrzasnął jeden z nich.
Skręcił do pokoju, w którym znajdowali się dziewczyna i Rudy.
Dziewczyna ruszyła mu naprzeciw. Zadała dwa szybkie ciosy, a których tylko jeden był celny. Lekko zraniony opryszek nie ustępował. Zaatakował... lecz dziewczyna zmyliła go sprytnym zwodem i zadała kolejny cios. Z rozciętą klatką piersiową Ulfrik (A może Olsen? Félix nie miał pojęcia, który jest który) zwalił się na ziemię. Wylądował ledwo żywy na korytarzu, a dziewczyna ruszyła za nim.

Félix miał w tym czasie własne problemy. Co prawda zaatakował przeciwnika, ale tamten szerokim wymachem odbił jego atak i wpadł na niego, przewracając go na ziemię. Straszna woń alkoholu zionęła z jego ust.
Félix wstrzymał oddech i spróbował walnąć oponenta głową w nos. Wnet się okazało, że lepsze jest przesiąknięte wonią alkoholu powietrze, niż żadne.
Uderzenie czołem nie zrobiło na nim wielkiego wrażenia. Odpowiedział uderzeniem na uderzenie, niemal ogłuszając Félixa. A potem w najlepsze zaczął go dusić.

Kislevitka, która ruszyła na korytarz, chcąc najwyraźniej załatwić do końca sprawę z rannym, usłyszała nagle straszliwy ryk, dobiegający z pokoju, który przed chwilą opuściła.
Rudy ożył i pchany pragnieniem zemsty ruszył do ataku.
Może gdyby nie wydzierał się dla dodania sobie ducha zdołałby coś zdziałać, ale w tej sytuacji tylko i wyłącznie ostrzegł dziewczynę, która zrobiła zgrabny unik. Cięcie Rudego nie dosięgnęło celu - miecz opryszka odciął jedynie kosmyk włosów Kislevitki, a sam Rudy, niesiony impetem, wypadł na korytarz.
Dziewczyna nie wahała się - cięła go przez łeb, ramię i plecy. Rudy jedynie jęknął i padł na ciało swojego towarzysza.
Dziewczyna chwilowo przestała się zajmować obydwona mniej czy bardziej martwymi ofiarami swego kunsztu szermierczego. Widząc położenie, w jakim znalazł się nieznajomy, który jej przed chwilą pomagał, natychmiast pospieszyła mu z pomocą.

Félix był w niezłych opałach.
W zwarciu rapier nie na wiele się przydawał, a przygnieciony ciężkim cielskiem Estalijczyk nie miał zbyt wielkiej swobody ruchów. Sięgnięcie po sztylet było dość trudne. Mimo wszystko próbował...

Dziewczyna przyłożyła ostrze do karku opryszka i lekko nacisnęła... Tłuścioch drgnął i przestał dusić Estalijczyka.
- Powolutku kleknij i łapy na widoku - warknęła dziewczyna.
- Pani... - wymamrotał, zrozumiawszy, ze te słowa skierowane są do niego. - Ostaw... ja dziatki mam... - Wstał, jak rzekła, i uniósł ręce na wysokość głowy.
- Dziekuję za pomoc, bez niej mogłoby być kiepsko - odezwała się do podnoszącego się z ziemi nieznajomego.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział Félix, pocierając gardło. - Félix von Vessel - przedstawił się, po czym podniósł rapier.
- Olga Dymitrowa Kożara Chyba przez to, zamiast odpocząć przyjdzie nam sie przed władzami tłumaczyć- westchnęła zrezygmowana.
- Może ten grubasek powinien poderżnąć tamtym gardło - mruknął Félix.
- Sądze, że jeden z nich zyje jeszcze, ciełam go w pierś, nie powinien od tego kipnąć
- Pech, zaiste - skrzywił się Félix. Nie warto było robić sobie wrogów i ich zostawiać. Żywych.
Podczas tej wymiany poglądów i uprzejmości na schodach pojawiła się znana Félixowi Helga. Gdy zobaczyła to całe pobojowisko, zaczęła krzyczeć i zbiegła na dół.
- Trupy to dochodzenie - skrzywiła sie Olga - No to teraz się zacznie... - dodała słysząc krzyki.
- Chyba nie zdążymy zgłosić, że nas napadnięto. - Félix odpowiedział krzywym uśmiechem. - Może ci coś zabrali z pokoju? - spytał z nadzieją w głosie.
- Nie będę teraz sprawdzać... skoro się włamali do niego, to niech ceklarze zobaczą nieruszone przeze mnie rzeczy, będzie dowód, że się zasadzili na mnie. Poczekajmy przynajmniej na karczmarza zanim tam wejdziemy.
- Z pewnością zaraz tu będzie, z własną obstawą - powiedział Félix. - A ty - zwrócił się do grubasa - połóż się grzecznie i czekaj.
Co prawda grubasek stanowił osobiste trofeum Olgi, ale...
Ale Olga z przyjemnością odstąpiła kontrolę nad sytuacją młodzianowi. Przedstawił się jako von i sadząc po stroju faktycznie mógł nim być. A tacy łatwiej znajdowali przychylność straży niz obcokrajowcy. Sama nachyliła się nad jednym z pobitych i zobaczyła, że jeszcze dycha.
- Cyrulika mu trzeba - powiedziała obojętnie.
- Może będzie mieć szczęście i przeżyje. - Félix mówił tonem świadczącym o pewnej obojętności, jeśli chodzi o los rannego.
Olga też się nie kwapiła do zakładania mu opatrunków. Oboje czekali na pojawienie się zaalarmowanych przez Helgę osób.
 
Kerm jest offline