Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 11-07-2013, 18:26   #4
zelator89
 
zelator89's Avatar
 
Reputacja: 27 zelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodzezelator89 jest na bardzo dobrej drodze
Jonathan leżał na łóżku z przymkniętymi oczami. Wracał wspomnieniami do czasu kiedy całe jego życie wywróciło się do góry nogami. W pokoju panował półmrok. Zerwał się łapczywie z łóżka na równe nogi nerwowo sięgając za skórzany kaftan po piersiówkę. Miał ją zawsze przy sobie. Uważał ją nie tylko za przynoszącą szczęście ale również kojącą rzecz jasna skołatane nerwy. Wziął duży łyk krzywiąc się niemiłosiernie...

- To już nie smakuje jak kiedyś - skwitował z grymasem na twarzy.

Podszedł do szafki i wyjął z niej całe oporządzenie, które będzie mu potrzebne. Wśród rzeczy poszukiwał tego co będzie mógł wykorzystać najlepiej. Nie szukał od razu broni bo wiedział dobrze, że to nie jego profesja. W końcu znalazł apteczkę, po czym otworzył ją szybkim ruchem

- Co my tu mamy...Indywidualny pakiet radioochronny, opatrunek osobisty,
oxyterracyna, dolargan...


Wymieniał po kolei rzeczy znajdujące się w apteczce. Wyglądało na to, że wszystko co potrzebne do "łatania" rannych znajduje się w jego rękach. Odstawił apteczkę, podszedł do drzwi uchylając je lekko. Chciał się przekonać jaka panuje atmosfera. Patrzył na żołnierzy i widział w ich zachowaniu niepokój, może nawet coś więcej. Nie napawało go to optymizmem, biorąc pod uwagę, że to co miał zrobić to zupełna nowość w jego życiu. Znów sięgnął po piersiówkę biorąc łyk

- Co innego łatać ludzi na wygodnym stoliczku operacyjnym a co innego na cholernym polu walki

Z braku towarzysza rozmów, mówił do siebie a jego najlepszym przyjacielem w tym czasie była piersiówka. Włożył powoli kombinezon oraz hełm. Przechodząc szkolenie podstawowe wiedział dobrze, że nie opanował wszystkich funkcji nowinek technologicznych, które miał na sobie. Złapał za apteczkę i wyszedł na zewnątrz w stronę teleportu. Nie miał pojęcia jak poradzi sobie w warunkach stresu bojowego. W swojej praktyce widział już wiele rzeczy. Ale to mogło nie wystarczyć. Szedł powoli rozglądając się po pomieszczeniu, najbardziej jednak po twarzach ludzi, którzy oczekiwali na wejście do teleportu. Byli dobrze uzbrojeni. Twarz ledwo dostrzegalna spoza hełmu nie dawała żadnych wskazówek co do nastroju. Czekał cierpliwie patrząc przed siebie. Nigdy nie był poddany teleportacji. Znał w teorii funkcjonowanie tego zjawiska ale nie miał okazji go posmakować. Zbliżał się w kolejce coraz bliżej do teleportu, nowej sytuacji, w której zaraz się znajdzie.

- Następny, następny

Głos dowódcy rozbrzmiewał jak dzwon. Jonathan zamknął oczy...Szelest w głowie...Tłumione dźwięki...Po czym huk! Zerwał się szybko rozglądając na wszystkie strony. Chaos, krzyki, rozkazy. Był całkowicie zdezorientowany, ściskał swoją broń - apteczkę. Z daleka zobaczył ciężko opancerzonego człowieka, który do niego machał.

- K**** pewnie to dowódca - wykrzyczał nerwowo.

Nie zastanawiając się dłużej pobiegł w jego stronę...
 

Ostatnio edytowane przez zelator89 : 13-07-2013 o 11:15.
zelator89 jest offline