Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 28-07-2013, 23:12   #6
Zombianna
Elitarystyczny Nowotwór
 
Zombianna's Avatar
 
Reputacja: 82008 Zombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputację
Razem z karawaną podróżowała jeszcze jedna kobieta, choć "razem" nie było odpowiednim słowem. Członkom grupy udało się wyciągnąć od niej jedynie że nazywa się Irina Korneva i pochodzi z Kislevu. Tą informacje potwierdzał również wschodni akcent, wyraźnie obecny w jej krótkich wypowiedziach. Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia pięć lat, choć wyraźnie malujące się na twarzy napięcie dodawało jej powagi. Nigdy się nie uśmiechała, zachowując czujność nawet w sytuacjach względnego bezpieczeństwa. Z łukiem w dłoni okrążała obozowisko, podczas gdy inni jedli, pili i śmiali się z opowiadanych anegdotek.

Ubierała się po męsku, co w tych niespokojnych czasach nikogo nie dziwiło. Hasanie w kiecce po trakcie do najrozsądniejszych pomysłów nie należało. Walka w sytuacji gdy pół beli zbędnego materiału majta się między nogami mogło skończyć się źle - rzecz jasna jak słońce. Lekka skórzana zbroja natomiast w żaden sposób nie krępowała ruchów, pozwalając zachować sprawność w sytuacjach zagrożenia. Ciemnozielony płaszcz, skórzane wysokie do kolan buty i rękawice bez palców - wszystko miała w ciemnych kolorach, bez zbędnych ozdób i świecidełek.

Na tle tego ubioru skóra kobiety wydawała się jeszcze bledsza niż w rzeczywistości, białą plamą odcinając się od otoczenia. Było to irytujące szczególnie podczas nocnych wart, gdy drobna twarz w kształcie serca wyłaniała się nagle z ciemności, pełne usta wykrzywiał grymas znudzenia, a smoliście czarne oczy przypatrywały się wszystkim po kolei. Trwało to jedynie krótki moment, po czym łuczniczka znikała równie cicho jak się pojawiła. W blasku dnia, gdy ściągnęła kaptur okazało się, że ukrywa pod nim miedzianorude, długie do połowy pleców loki.

Korneva stanowiła całkowite przeciwieństwo drugiej niewiasty. O ile Alethe z chęcią snuła opowieści o swoim życiu, zanudzając momentami towarzystwo to Irina podróżowała w ciszy, nie narzucając się nikomu i skrupulatnie unikając głębszych interakcji. Nigdy nie przyłączała się do wieczornej paplaniny, zawsze siadając w pewnym oddaleniu od reszty. Jechała do Penzfin zarobić, a nie zawierać przyjaźnie i na tym skupiała swoją uwagę.
Zamiast gadać wolała obserwować, wodząc dyskretnie wzrokiem za każdym z osobna, wsłuchiwać się uważnie w wypowiadane słowa. Szukała punktów zaczepienia i skrupulatnie zapamiętywała zasłyszane informacje. Wiedziała, że jeśli kiedykolwiek któryś z obcych zwróci się przeciwko niej, będzie zmuszona wykorzystać bezlitośnie jego wszelkie słabości. Nie śpieszno jej było do bitki, ale z dwojga złego wolała pozostawić na sobą trupa niż sama zdechnąć na pustkowiu.

Lubiła też znikać co jakiś czas, a pytana o powód mrużyła czarne jak noc oczy i odburkiwała krótko coś o zwiadzie i polowaniu, czyniąc to dość łamanym staroświatowym. Musiało być w tym ziarno prawdy, jako że czasem przynosiła ze sobą królika, bądź inną złowioną padlinę.

Widok miasteczka skwitowała spluwając w przydrożne krzaki. Dziura jak dziura - naoglądała się ostatnimi czasy zniszczonych ludzkich osad. Ta również nie wnosiła swoim istnieniem niczego nowego do powojennego krajobrazu. Kolejna ostoja głupców marzących o tym, by na ruinach dawnego życia zbudować noś nowego, szczęśliwego. Skoro chcieli gonić za mrzonką to Irina nie zamierzała im w tym przeszkadzać.
Każdy winien swego nosa pilnować.

W karczmie oparła się plecami o ścianę, tak by w zasięgu wzroku mieć kilka ewentualnych dróg przez które mógłby do środka wedrzeć się przeciwnik. Wolała nie siadać, na podniesienie się z miejsca traciło się tylko zbędny czas. Żeby o suchym pysku nie sterczeć, jak kołek w płocie, zamówiła wodę i porcję czegoś ciepłego z zamiarem jedzenia, oczywiście, na stojąco.
Z niechęcią przytaknęła szlachetce. Gadał z sensem, widocznie alkohol nie strawił do końca jego świadomości.

- Malczik mądrze gada - mruknęła ochryple, ruchem głowy wskazując Zebedeusza - Niemnogo nas, a wrag silny. My nie mamy co leźć po nocy do dworu. Poczekajmy, odpocznijmy. Rabota nie zajac.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

"I am the bad one, distant and cruel one.
I am the dream that, keeps you running down."

Ostatnio edytowane przez Zombianna : 28-07-2013 o 23:30.
Zombianna jest offline