Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 31-08-2013, 12:15   #3
zelator89
 
zelator89's Avatar
 
Reputacja: 632 zelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemuzelator89 to imię znane każdemu
Sir Davhorn przez ostatnie miesiące wiódł żywot włóczykija. Z jednego miejsca na drugie. Co jakiś czas zatrzymywał się w przydrożnych karczmach w poszukiwaniu zlecenia. Ludzie, którzy w owym czasie z nim rozmawiali zapewne mogli odnieść wrażenie jakby przed kimś uciekał, szukał rozpaczliwie schronienia. Ale nikt nie wiedział, ba! Nawet nie podejrzewał, że ma do czynienia z człowiekiem szlachetnego pochodzenia. Ale czymże była błękitna krew w obliczu tułaczki nie mającej końca. Dla ludzi był po prostu zwykłym najemnikiem szukającym coraz to bardziej niebezpiecznych zleceń, włączając w to prywatne wojenki możnych. Davhorn nie przyznawał się ani do swego imienia ani pochodzenia. Być może w obawie przed rozpoznaniem, choć jego rodzina nie należała do kategorii potężnych i sławetnych rodów. Z czasem nawet o tym zapomniał i wzgardzał samą myślą o pochodzeniu z "wyższych sfer". Również zobojętniał nie tylko na swoje życie ale i na śmierć. Zabijanie stawało się normalnym sposobem zarobkowania. Byleby zleceniodawca wypłacił żołd zgodnie z umową. List otrzymany w oberży "Pod Urwaną Podkową" wybił go ze schematycznego rytmu życia. Coś w nim pękało. Może to cień szansy na zmianę jego jakby nie patrzeć parszywego życia żołdaka, a może pułapka Eliserów, którzy mogli przecież siedzieć mu na ogonie. Szpiedzy, skrytobójcy...parszywców bez honoru, którzy nie potrafią stanąć oko w oko do walki był nadmiar.

Podróż na barce razem z obrzydliwym szyprem była tym czego się właśnie spodziewał. Davhorn był jednak przyzwyczajony do polowych warunków i wszechobecnego smrodu. Widok wkraczających na barkę Tępicieli z początku nie zrobił na nim wrażenia. Tylko z początku. Choć tutaj mógł czuć się bezpiecznie, ciągle nie mógł pozbyć się nerwowego odruchu łapania za rękojeść. Z drugiej strony nie był tutaj sam. Oprócz zbrojnego ramienia Kościoła było jeszcze dwóch ludzi. Davhron nie zadawał pytań, wolał w milczeniu przeczekać podróż. W końcu usłyszał parszywy głos szypra. Można było opuścić barkę. Po wkroczeniu na ląd nie mógł pozbyć się myśli, że może to pułapka zastawiona przez Eliserów. Przezorny zawsze ubezpieczony. Wyjął z pochwy potężny miecz, po czym oparł go o bark. Davhorn zdążył przez te kilka miesięcy polubić bitewny zgiełk, na który był zawsze przygotowany.
 
zelator89 jest offline