Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-09-2013, 12:44   #8
EngelbartKappa
 
EngelbartKappa's Avatar
 
Reputacja: 13 EngelbartKappa nie jest za bardzo znanyEngelbartKappa nie jest za bardzo znanyEngelbartKappa nie jest za bardzo znanyEngelbartKappa nie jest za bardzo znanyEngelbartKappa nie jest za bardzo znanyEngelbartKappa nie jest za bardzo znany
Dareon Mire

Opuszczona wioska przyprawiała Daerona o dreszcze. Spalone szkielety chat, ujadanie psów, niosące się gdzieś z oddali, atmosfera przygnębienia i obraz rozpaczy. Miejsce nie należało do takich, w których chciałby spędzać noc. Mogło się jednak okazać iż nie będzie innego wyjścia.
Zmierzchało, a podróż do Trzygłowia w środku nocy nie wchodziła w rachubę. Jego towarzysze wyglądali na takich, którym zbrojne potyczki nie były pierwszyzną, co w przypadku jakiegoś niespodziewanego wypadku, gdzie taka konfrontacja mogła być koniecznością, rokowało całkiem dobrze.
Mire nie przepadał za bezpośrednią walką, absolutnie nie miał ku niej predyspozycji fizycznych – średni wzrost, licha postura, prędzej by zawadzał niż pomagał.

Dym unoszacy się z jednej z chat mógł zwiastować kłopoty. Co Dareona absolutnie nie napawało optymizmem. Kątem oka zauważył, iż jego towarzysze sięgają po broń, nie chcąc być gorszy odsupłał wiszącą przy kulbace ręczną kuszę. Zasięgiem znacznie ustępowała swym pełnowymiarowym odpowiednikom, była jednakże poręczna, a mechanizm korbowy umiejscowiony z góry, sprawiał, że jej zarepetowanie nie wymagało zbyt wielkiej siły. Porządnej, płytowej zbroi może i nie przebije, ale przynajmniej nastraszy, a w kontakcie z grubą skórznią bełty przechodziły jak przez masło. Gdyby zaś doszło do walki wręcz, miał jeszcze nowiutki, jeszcze lśniący świeżością, nigdy nie używany, chyba że na manekinie ćwiczebnym, rapier.

I sztylet. Używany często, ale w całkiem to innych okolicznościach...

- Spokojnie, to nie muszą być bandyci, to mogą być tylko zagubieni podróżnicy, tacy jak my. – ogłosił wszem i wobec, co dotyczyło w tym wypadku Sir Davhorna i Sir Reginalda.

Trącił piętami konia i stępem ruszył w stronę chaty. Zatrzymał rumaka momentalnie, gdy zza na wpół zburzonej ściany, wyłonił się rosły mężczyzna, wyglądający jak jeden z tych barbarzyńców, o których wieść niosła, że litości nie mają, palą, rabują i gwałcą, nijak nie mając różnicy na płeć gwałconych. Przekonanie Dareona o pokojowych zamiarach nieznajomych wzięło w łeb.
Nie było już wyjścia, mleko się rozlało, a dziewka w ciąży.

- Witaj nieznajomy! Jako iż jeszcze nie rzuciłeś się na nas z tym groźnie wyglądającym kawałkiem stali, ufam iż nie życzysz nam źle, a to bardzo dobrze, ponieważ i nam nie jest po drodze do żadnych kłopotów. - Dareaon starał się brzmieć tak przyjaźnie jak tylko potrafił, w miarę możliwości ukrywając ogarniający go niepokój. Nie był tu panem i władcą, nie miał zaplecza i wynajętych zbirów. Nic z szerokiego wachlarza opcji, którymi do dnia dzisiejszego rozwiązywał podobne konflikty. Miał tylko słowa, a istnym kretynem musiał by być ten, kto uważa iż słowa są potężniejsze niż miecze.

=====================================

13, 20, 7, 15, 11
 

Ostatnio edytowane przez EngelbartKappa : 01-09-2013 o 12:48.
EngelbartKappa jest offline