Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 29-10-2013, 16:58   #2
killinger
 
killinger's Avatar
 
Reputacja: 1957 killinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputacjękillinger ma wspaniałą reputację
awakening

Zawsze lubiła szum morza. Koił zmysły, czarował głębią niezmierzonych obietnic, pozwalał odprężyć się i zatopić w błogostanie marzeń. Wielkie Jeziora są za ciche, nie mają w sobie tej magii, majestatycznego szmeru będącego owocem miłości Księżyca i Ziemi. Mimo to ogromne przestrzenie Jezior w swej szarozielonej bezkresności, w swym cudownym amerykańsko-kanadyjskim bratnim uścisku, dawały jej wrażenie, że przebywa na oceanicznych plażach. Dlatego, właściwie to może tylko i wyłącznie dlatego, lubiła Detroit. Moloch który upadł, pustostany, pożary, czarne gangi, czarni urzędnicy, czarni księża, czarni policjanci i wszechobecny bezkres pobliskich wód. Lubiła Detroit, mimo wszystko.
Lubiła szum morza. Jednak ten dźwięk coraz mniej go przypominał. Ciemność.

Nadal ciemność, ale jakby znów nieco bardziej świadoma. Gonitwa myśli, nieskładnych i jakby nie do końca własnych. Smutek. Euforia. Znów smutek. Szara mgła tańczy, tańczy z gracją Beyonce, trzęsąc przy tym wielkim czarnym tyłkiem. Nie nie była rasistką, przecież Kendra, jej najcudowniejsza przyjaciółka to najprawdziwsza afroamerykanka. Ale ona nie śmierdzi, jak ponad pół miliona innych mieszkańców Detroit.

Smród. No właśnie, coś tu nie pasuje. Szara mgła robi się zielonkawa, przebija przez nią przyciężki odór, łatwy do zidentyfikowania. Była kiedyś na przedmieściach w pewnej ubojni bydła. To właśnie ten zapach. Pardon - ten smród. Ciemność. Już nie cuchnie. Ciemność.

Skurcze. Coś napina się i podskakuje zabawnie. Coś ogranicza podskakiwanie. Przewodzisz więc jesteś, neurony znudzone bezczynnością w końcu radośnie przepychają synapsami mikroładunki elektryczne. Yupi-ya-yey muthafucka, szum morza, ciemność.

Ciemność. Czemu jest tak mrocznie, czemu jest tak ciasno. Weź się w garść Kathy, rusz dupę do jasnej cholery. Kathy? Kathy? A! Kathy! Za dużo czerwonego mięsa, amnezja do licha. Trzeba będzie znów umówić się z doktorem Chondrą, to naprawdę najlepszy dietetyk, stąd do Toronto. On poradzi coś na to ssanie w żołądku, na ten dziwny posmak w ustach, na ten zamęt w głowie. On poradzi coś na wszystko, ale na gwoździe i ciernie, niech mnie ktoś stad wypuści!

- Pomoszyyy, uuu szeszthemm! - Zamarła przerażona brzmieniem własnego głosu, głosu rozchodzacego się głucho jak w studni, a w dodatku tak potwornie, tak niezrozumiale zniekształconego.

Nie... to nie może być... Pokój, kanapa z naturalnej skóry. Różowy Iphone konwulsyjnie wypluwający kolejne komunikaty o nagraniu na poczcie głosowej. Obok identycznie różowy pistolet, Lady Smith all steele, najlepszy kumpel dziewczyny w Detroit. Zamieniła je miejscami. Rozkrzyczany Iphone zamarł w oczekiwaniu, zimna i cicha Lady Smith przemówiła krzykiem gazów wylotowych. Pamięta. Pamięta to na rany Chrystusa. O Boże, o kurwa!

Łkanie wstrząsa nią niczym tsunami fundamentami chatki japońskiego rybaka. Panika bierze ją w swe posiadanie, a nielitościwa to pani. Nie szczędzi zwątpienia graniczącego z szaleństwem, karze zanurzyć się w odmęcie rozpaczy, odcinającej wszystko co zwać można człowieczeństwem. Kathy przywdziała maskę atawizmów, stając się szarpiącym, kopiącym i gryzącym koszmarem, zwierzołakiem pozbawionym intelektu. Wieczność mija po trzech sekundach. Uspokaja oddech, nie zwracając uwagi na to, że przepona nie tłoczy powietrza do płuc. Szum morza.

Na zimno, prawie bez emocji odszukuje kraniec suwaka. Zdecydowane pociągnięcie, zimne metalowe ząbki, miękka śliskość szeleszczącej materii poliestrowego worka na zwłoki. Zwłoki? Ja wam kurwa dam zwłoki. Jakim cudem mnie tu wpakowali, pieprzona kostnica w życiu się nie wypłaci z odszkodowań.

Gniew. Żagiew płonącego skowytu duszy zastępuje strach. Dyszy żądzą zemsty, prawnicy, wyda na nich fortunę, ale zwróci się to z nawiązką. Pieprzony rząd mi za to odpowie. Burmistrz, radni, każdy urzędnik w mieście. Będą płacić mi przez całe pokolenia, oni i ich rodziny. Zniszczy ich, zabije i pożre, tak, zje, zje wszystko, szybko i bez ceregieli. Żreć...

Ciemności precz, won, już nie masz tu przystępu. Szum morza, prozaicznie odgrywany przez agregaty chłodnicze. Szmelc, nawet nie czuje chłodu, pewnie jakiś dupek oszczędza śmieszne centy, oszukując termostaty. Wydostać się. Koniec leżenia, czas na działanie.

Gładkie prowadnice cichutko przesuwają się w swych stalowych szynach. Wszystko skąpane w przerażająco jaskrawym oświetleniu trzech czterdziestowatowych żarówek. Patrzy bez zmrużenia oka na jarzące się wolframowe spiralki, oczy nawet nie próbują schronić się skromnie za zasłonami powiek. Palcami rozmasowuje powieki, zmuszając je do nasunięcia się na oczy. Jakiś mięsień źle pracuje, na twarzy mamy ich mnóstwo. Nie chcą się zamykać, jakie to dziwne. Znów narasta w niej złość, znów ma ochotę... 'easy, wyluzuj dziewczyno" szepce bezgłośnie, biorąc się w garść i tłumiąc ognisko pożaru w zarodku.

Wypełza z worka, siada w końcu na wysuniętej z komory chłodniczej platformie. W zamyśleniu obserwuje parę unoszącą się z jej lodówki. Nadal nie czuje zimna, ale widzi, że to zimno tam jest, to jasne jak słońce.

Jest naga, jej szczupłe ramiona pokryte są jakimś brązowym kremem. Jej piersi, które nadal nie przegrały walki z grawitacją, pokrywa ciekawa mozaika brunatnych kropeczek. Abstrakcyjnie doszukuje się w nich jakichś obrazów, jakby plamki mogły być jakimś modernistycznym dziełem sztuki.

O kurwa. O kurwa. O kurwa.

Przecież pociągnęła za spust. Co tu się dziwić. Chciała i zrobiła co trzeba, jak zawsze konsekwentnie realizując swoje plany. Metodyczna i niezawodna, profesjonalistka, która straciła głowę z miłości. STOP.
Do tego nie będziemy wracać, o nie. Nie ma dostępu do szufladki ze wspomnieniami o Tonym, nie ma takiego słowa. STOP.

Ostatnie stop powiedziała głośno. Zabrzmiało to mniej więcej jak eee-sz-opp.
Co jest, przecież ma nienaganną dykcję i wspaniały akcent, mówi jak wykształcona osoba. Co to za zniekształcenia. Rusza językiem w buzi. Język pracuje co najmniej dziwnie, gorzej nawet niż powieki. Wkłada palce do buzi.

Język jest dziurawy. Tak jak i podniebienie miękkie. Mała dziurka jakieś półtora cala za brodą.
Tu przyłożyła Różową-Przyjaciółkę-Każdej-Dziewczyny-w-Detroit.
Tył głowy... dotyka palcami. Swobodnie wchodzą pod włosy, znikają zdecydowanie głębiej niż poprzednio. Mała wyrwa na lewo od nasady kręgosłupa, tak na oko wielkości pudełka zapałek. Nie ma skóry, nie ma kawałka kości czaszki, brakuje pewnie całego płynu rdzeniowo-mózgowego. Ktoś rozhermetyzował głowę, trzeba oddać się do serwisu.

Siedziała bez ruchu, obojętna na dźwięki dochodzące gdzieś z pobliża. Obojętna na swą nagość, na dziurę w głowie, czy raczej dla porządku warto rzec - dziurę i dziurkę, zupełnie nadliczbowe. Kathy umarła. Kathy jest z tego powodu przykro. Tak, tylko to czuje. Smuteczek. Była taką fajną babką, miała tak wiele planów, tak dużo do osiągnięcia, tyle opakowań lodów na nią czekało, tyle penisów jeszcze było do ogarnięcia, tyle dolarów do odłożenia w First National, tyle wirtualnych punktów sławy do zdobycia w grze zwanej Codziennością. Koniec. Po wszystkim.

To gdzie jest te cholerne światło, w kierunku którego ma iść? Te trzy żaróweczki mają symbolizować cały majestat Boga?

Wypolerowane stalowe pokrywy lodówek, niczym upiorne lusto pokazały jej piękną twarz, przystrojoną makijażem utrzymanym w tonacji śniegu i mąki. Duże oczy, o całkiem nieruchomych źrenicach, które wcale nie reagowały na światło, rozszerzone, w końcu była nieźle naćpana. Śmierć obeszła się z nią łagodnie, dobre i to...

W dupie to mieć. Może i nie żyje, ale nadal lubi Detroit. Po co się stąd ruszać. Nie będzie szumu morza, ale szaroniebieska namiastka dwu jezior wokół miasta wystarczy, by to morze sobie wyobrazić.
 
__________________
To, co zraniło cię raz, może zranić cię dwa razy...

Ostatnio edytowane przez killinger : 29-10-2013 o 17:06. Powód: mały dopisek
killinger jest offline