Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-01-2014, 16:05   #14
Anonim
 
Reputacja: 2707 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Ryszard i Zdzich rozpoczęli walkę. Nikt się nawet nie obejrzał, gdy Rychu pierdnął, a Zdzich beknął. Kondrad i Akwizytor widząc, że zaraz dojdzie do mordobicia zrobili w jednym momencie uniki. Smarknięcie nie trafiło celu. Spadło gdzieś w chaszcze. Zdzich widząc, że plan nie udaje się natychmiast wypróbował kopniaka w jajca. Trafił tamtego w udo, bo był bokiem. Do jajec daleka droga. Krzyknął:
- Skurwysyny! - i zaczął grzebać w kieszeni. Chyba chce dzwonić po psiarskich! Cios Ryszarda złamał mu nos. Potok krwi poplamił jego garnitur. Nadal jednak żyje... to znaczy jest przytomny. Rysio to jednak nie jest Majk Tajson. Kondrad w ogóle nie dołączył do walki tylko schował się pomiędzy zarośla czekając na rozstrzygnięcie.

W tym czasie Wiesław i Waldemar w jednym momencie ocknęli się. Czas zgadza się, ale nie miejsce.

Waldek właśnie zrobił ognisko i wyszedł na chodnik, gdy usłyszał krzyk akwizytora "Skurwysyny!" dobiegający z sąsiedniej nieruchomości (czy raczej z sąsiedniej dżungli). Dodatkowo słychać okrzyki bojowe Zdzicha i Ryszarda. Mieli iść po alko, a tym czasem minęło sporo czasu twojej drzemki, a oni włóczą się po sąsiednich działkach. Wtem w twojej głowie mignęła myśl. Takie jedno drobne zawahanie, które nieźle dopasowuje się do twojej przeszłości:
Cytat:
A może już się napierdolili i w dupie cie majom?
Wiesław otworzył oczy. Z trudem. Sklejone jak cholera. W ustach taka pustynia, że aż dziw bierze czemu turysty nie przyjeżdżają oglądać. Powoli podniosłeś się ze swojego wiekowego fotela. Sam go przytargałeś do tej willi. W pobliżu nie było nikogo z młodocianych normalnie tu sypiających. Na podłodze walały się różne książki i nic nie warte szpargały. Było też kilka butelek po ostatnich libacjach. Jeszcze nie odniesione do skupu. W kącie leżała puszka po mięsie. Nie bardzo pamiętasz co się ostatnio działo. Ogólnie wszystkie "meble" (przy czym to okreslenie dotyczy tylko kilku przedmiotów, reszta jest dostosowana do funkcji mebli - na przykład pustaki) są w straszliwym nieładzie. Większym niż zazwyczaj. Tak jakby był jakiś nalot. Były takie, ale wtedy budziłeś się na Izbie Wytrzeźwień i miałeś sprawę na kolegium, czy jak to tam się teraz nazywa. Wyjrzałeś przez szparę pomiędzy deskami osłaniającymi szybę okna od zewnątrz. W dość obfitym zielsku porastającym nieruchomość dwóch typów bije się z akwizytorem. Ktoś zadzwonił do drzwi... nie, ten dzwonek obudził cię wcześniej. Teraz nikt nie dzwoni. To pewnie był ten akwizytor. Chwilę przyglądałeś się i poznaleś, że to Ryszard i Zdzich. Ostatnio pomieszkiwali na nieruchomości obok. Rzadko gadacie, ale ogółem znają cię. Chyba uważają cię za starego dziwaka mieszkającego z dziećmi.
 
Anonim jest offline