Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-01-2014, 01:46   #2
Kelly
 
Kelly's Avatar
 
Dzień był gorący. Pot lał się ze wszystkich strumieniami i panował dziwny wręcz spokój. Na korytarzach, które młody Stephen przemierzał nerwowym krokiem, nie było zupełnie nikogo. Co za utrapienie. Nie miał kogo zapytać o Kate.
Szukał dziewczyny, bo był zaniepokojony. Ich pokoje znajdowały się obok siebie, więc kiedy rano obudziły go jej krzyki, był na miejscu w kilka sekund. Okazało się, że nikt bezpośrednio nie zagraża dziewczynie. Spała... chociaż zdecydowanie bezpieczniej nazwać to cierpieniem, bo koszmar, jaki miała, z całą pewnością nie należał do tych łagodnych niepokoików, po których budzimy się zlani potem.
Młodzian zrobił to, co każdy normalny człowiek by na jego miejscu uczynił. Spróbował ją obudzić... i omal nie przypłacił tego życiem, kiedy Kate rzuciła się na niego.
No dobrze. Zły sen raz na jakiś czas można mieć... ale kilka dni z rzędu?!
A teraz zniknęła...
Stephen miał równocześnie w pamięci rozmowę z królem.

Trzy dni temu król zaprosił go na rozmowę. Audiencja odbiegała nieco od wyobrażeń Stephena i wydawała się taka... taka... pospolita? Nie spotkali się bowiem w olbrzymiej sali tronowej, a w (bynajmniej olbrzymiej) bibliotece! Maris siedział w wygodnym fotelu, a u jego nóg leżała wielka tygrysica. Młodzieniec nie widział nigdzie owych Dragonów, którzy w każdym (w nim też) budzili nieopisany lęk.
Przez niemal godzinę Stephen streszczał, jak znalazł się w tej krainie, kim jest Alfred i w jaki sposób pokonali nekromantę. Młodzieniec był przekonany, że życzliwy król obdaruje go za chwilę jakąś nagrodą za pomoc przy schwytaniu groźnego kryminalisty, jednak ten tylko uśmiechnął się ponuro.
- To był inny nekromanta, niż ten, który zaatakował was za pierwszym razem.
Te słowa bynajmniej dawały sporo do myślenia.
Uśmiechnięty Dorian wolałby kląć, gdyby właściwie mógł kląć przedwładcą. Spodziewał się ładnej nagrody, wyszła ładna chała oraz uśćisk dłoni króla.
- To niedobrze, wasza królewska mość, ale pomimo wszystko był to niebezpieczny przeciwnik, który palił wioski oraz zabijał niewinnych. Radziśmy spowodowali, że przestał być groźny - delikatnie dał do zrozumienia władcy, że tak czy siak uczynili dużo, dlatego nagroda byłaby baardzoo wskazana. Nie wiedział jednak, czy genialny król pojmie wspomnianą aluzję.
- Chodzi o to, że jeśli to wy byliście powodem pierwszego ataku, wspomnianego nekromantę interesujecie wy. W dzień, który przybyliście do miasta, miał miejsce kolejny atak nekromanty. Kolejna osoba nie żyje. - Król mówił spokojnym głosem, jednak w jego oczach paliła się furia. Wydawał się być wściekły, że nie zdołał jeszcze powsytrzymać złoczyńcy. Jednak winą nie obarczał nikogo.
- Terefere - pomyślał sobie Stephen, któremu myśli na temat posiadłości, zamku oraz nagrody gdzies uleciały na antypody. Wściekał sie oraz wskazywał, ze to przez nich, chociaż rzeczywiście nie jakoś bezpośrednio.
- Przykro wszystkim, Wasza Królewska Mość, że ów nekromanta uderzył na niewinnych poddanych. Jedyne jednak, co możemy uczynic, to zadeklarować dalszą pomoc, bowiem jeśli ów osobnik uderza wedle podanego przez Waszą Wysokość prawidła, nie mam pojęcia dlaczego. Jedynie pewnie Alfred mógłby wiedzieć, ale jakoś nie raczył nas poinformować. Jednak właściwie przyznaję, że nie rozumiem, dlaczego atak na obcą osobę wskazywałby, że próbuje nas dorwać. Gdybym bowiem był na jego miejscu, siedziałbym cicho nie atakując postronnych, tylko czekając na trafienie tych, których chce się trafić precyzyjnie. Chyba jednak, że to po prostu wyzwanie rzucone wszytskim, pokazanie siły - domyslał się Stephen głośno wysnuwając jakąś teorię.
- Chodzi o to, że wzorzec działania nekromanty, który was zaatakował, nie pasuje do pojmanego przez was Meheliosa… za to pasuje idealnie do nekromanty, który działa na terenie Cell - wyjaśnił król. - Przynajmniej tak twierdzi Inkwizytor Shadobow, który zajmuje się tą sprawą - dodał. - I nie twierdzę, że oczekujemy waszej pomocy. Pragnę was raczej przestrzec i zapytać, co zamierzacie teraz zrobić. - Król nachylił się ku Stephenowi. - Nie ukrywam, że nekromanta jest solą w mym oku. Mogę zapewnić wam ochronę tak długo, jak pozostaniecie w mej gościnie, w zamku.
- Wasza Kroólewska Mość, wspomniałem, że pochodzimy z daleka oraz mogąc opuścić ten kraj, woleliśmy pozostać. Nie mieliśmy, albo przynajmniej, nie miałem oraz nie mam jakiegoś jasnego, sprecyzowanego planu działania. Dziękuję Panie za twe ostrzeżenie oraz całkiem możliwe, iż wspomniany Shadobow ma wiele racji. Musimy pomyśleć dopiero, co robić - odpowiedział elegancko królowi, choć ogólnie wewnątrz umysłu wkurzony był mocno.
- Możesz więc zgłosić się do kapitana straży. Powiedz, że ja ciebie przysyłam. Może znajdzie się jakieś zajęcie… a tymczasem pragnę ci podziękować za pomoc w pojmaniu nekromanty i ocalenie naszego maga. Wiem, że Akademia przygotowuje jakąś nagrodę, jednak podejrzewam, że Talizmany nie będą zbyt przydatne. Dlatego też przygotowałem to. - Z tymi słowami, król położył na stole brzęczącą sakwę i miecz.
Stephen udał się więc do kapitana straży, który zaproponował mu dołączenie do regularnych treningów. Nie mając nic lepszego do roboty, młodzieniec szybko udowodnił, że wie, jak posługiwać się mieczem. Zostało mu nawet zaproponowane, żeby dołączył do królewskiej gwardii (czymkowiek to było). Niezłe perspektywy się mu tu szykowały…
 
Kelly jest offline