Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12-01-2014, 09:36   #4
juva
 
juva's Avatar
 
To był chyba najgorszy dzień w jej życiu. Właściciel lokalu, w którym pracowała dalej był na nią wściekły, a siedzenie samej w zamkniętym na cztery spusty pokoju, jeszcze w taką duchotę, do przyjemnych nie należało. Chociażby mogła uchylić okno! Ale nie, bo ktoś urwał klamki, żeby nie mogła wyjść. Okropieństwo. Czuła się jak... niewolnica? Ale co ją czekało na zewnątrz? Nie była pewna, czy gdziekolwiek znajdzie pracę, jeśli rozniesie się wieść o tym, że najpierw „uciekła”, a następnie wróciła i wybrzydza. Nie. Lepiej zostać na miejscu... w końcu jej odpuszczą, prawda? Żeby chociaż mogła przeczekać duchotę, ale nie. Tylko zmrużyła oczy, a ktoś jął walić w drzwi.
- Dlaczego jest zamknięte? – usłyszała gderliwy głos i oczami wyobraźni ujrzała tłustego szlachcica, który poci się jak świnia.
Wielce się nie pomyliła. Szlachcic ów, gdy stanął w drzwiach, przywiódł jej na myśl wielką ropuchę, którą ktoś właśnie wyciągnął z bagna. I wcale nie lepiej pachniał. Miała praktykę w ukrywaniu wstrętu, jednak tym razem ciężko się było opanować, by nie wykrzywić ust w grymasie zniechęcenia.
- Pan sobie życzy? - zapytała siląc się na frywolność.
Odrażający człowiek zamknął za sobą drzwi na klucz i zaczął wgapiać się w Siobhan. Po chwili bez słowa rzucił się na cygankę, jednak nie w szale namiętności… jego grube palce zacisnęły się na szyi kobiety. Dyszał. Dziewczyna szamotała się na tyle silnie, na ile tylko pozwoliło jego cielsko. Dłońmi szukała wokoło czegokolwiek, czym mogłaby się posłużyć. Instynktownie chciała uderzyć grubasa, zrzucić go z siebie, przeżyć. Nie myślała racjonalnie. Nagle jej ręce natrafiły na dzban z wodą, chociaż sama tak naprawdę nie była w stanie tego zarejestrować. Szukała przedmiotu - przedmiot znalazła i to się liczyło. Chwyciła wystającą część i z całej siły przywaliła przybyszowi w potylicę.
Dzban poszedł w kawałki, a w ręku cyganki pozostał jeden, dosyć spory. Kiedy uderzyła jeszcze raz, było nieco inaczej. Odłamek wbił się głęboko w mięśnie i tłuścioch ryknął, puszczając jej szyję. Rzężąc i kaszląc zerwała się z podłogi. Zgięta w połowie jak po ciężkiej chorobie rzuciła się najpierw do drzwi. Zaczęła szarpać za klamkę, a z jej piersi raz po raz wydobywało się świszczące hargotanie. Drzwi były jednak zamknięte, a klucz miał tłuścioch. Inną opcją było okno, ale musiałaby ponownie minąć agresora, a i pokój był na piętrze. Przez chwilę zupełnie nie wiedziała co robić. Wołać o pomoc? Czy to coś da? Nie takich rzeczy można się było w tym przybytku nasłuchać - różni ludzie mieli różne upodobania. W końcu jednak postanowiła przypuścić atak na grubasa. Jednym ruchem zerwała szarfę z biodra po czym doskoczyła do cielska z zamiarem zaciśnięcia szarfy na jego krtani. Niech on się teraz poddusi, kutas! Nie chciała zabijać, za bardzo interesowało ją, kim był i czego chciał. Czemu zależało mu na jej śmierci?
Grubas zaczął się krztusić, jednocześnie jednak jął wierzgać, usiłując zrzucić z siebie cygankę. Siobhan uderzyła o kant łóżka, przez co poluzowala chwyt i napastnik się wywinął. Stanął ciężko na nogach, lecz w jego oczach nie zobaczyła niczego. Jakby był pustą marionetką!
Jednak coś osiągnęła. Klucz do drzwi uderzył o podłogę, pod nogami grubasa.

* * *

Dla ściskającego pięści Stephena nie było problemem przestać interesować się tamtą dwójką. Niby bowiem dlaczego miałby cokolwiek innego? Ani kumple, ani znajomi, ot jacyś obcy, którzy słodko woleli wywrzaskiwać coś na siebie oraz Alfreda, niźli cokolwiek innego. Szczęśliwie jednak Alfred pomimo braku pomocy przy doprowadzeniu owych dziwnych osobników, zachował się wreszcie przyzwoicie, wskazując mu owe drzwi, za którymi mogły się dziać dwie rzeczy:
- pierwsza mozliwa: walka kilkunastu kotów,
- druga prawdopodobna: ktoś się bił oraz krzyczał.
Ewidentnie bowiem dało się rozpoznać uderzenia, jakieś okrzyki, może rzężenie.
- Esmeralda - wyrwało mu się, kiedy pełen obawy o towarzyszkę spróbował otworzyć dzrwi. Nie dało się. Szarpnął za kołatkę. Nic ponownie. Wreszcie cofnął sie kilka kroków oraz rozpędem przyrąbał barkiem we drzwi próbując wydarzyć oraz zapominajac, że mógł poprosić Alfreda, bowiem pewnie dla niego byłaby to jakaś malusieńka błachostka.
Zawiasy poddały się z jękiem i młodzieniec wpadł do środka, upadając siężko na podłogę.
W tym czasie Siobhan właśnie rzucała się na klucz. Huk za jej plecami przeraził ją, obawiała się, że puste oczy grubasa rzuciły na nią jakąś magiczną klątwę. W skoku obejrzała się za siebie. Rozpoznawała ludzki kształt, jednak nie wiedziała do kogo należał, widok trwał jedynie ułamek sekundy, a ważniejszy był klucz.
Udało jej się. Przynajmniej częściowo.
Napastnik chwycił ją za włosy i zaczął okładać pięścią.Cyganka nawet nie pisnęła, za szybko się to wszystko działo, a adrenalina robiła swoje. Starała się schwycić pięść i ugryźć jak najmocniej. Nie dbała w tej chwili o to, że ryzykuje całkiem sporym puklem włosów. Niestety na napatniku nie zrobio to wrażenia, a jej coraz bardziej kręciło się w głowie.
Oszołomiony nieco Stephen wpadł na drzwi, które walnęły o drewniana podłogę izby. Zerwał się błyskawicznie, przez moment nie wiedząc, gdzie przód, gdzie tył oraz cokolwiek się dzieje. Jednak stanowczo był to jedynie moment. Jakiś krzyk, jakiś wrzask, jakiś jęk, jakiś huk zwalonego ciała, kiedy przyskoczył do grubasa oraz płazem broni przyrąbał mu na odlew po półłysej głowie. Kilo, albo półtorej, bowiem tyle waży stal miecza, musiały zrobić swoje. A przynajmniej tak się wydawało… grubas ani myślał puścić cygankę, czy przestać ją okładać. Dlatego krzycząc:
- Zostaw Esmeraldę! - wymienił płaz na klingę zakłądając, ze może bez głowy będzie owemu grubasowi łatwiej. Jeśli właściwie to by nie pomogło, miał potem ochotę pozbawić go ręki oraz tak dalej. Jego towarzyszka była w potrzebie, natomiast Stephen nigdy nie zostawiał swoich kompanów, nawet, jeśli nie byliby przy okazji seksownymi, ładnymi panienkami.
Ostrze spadło na szyję tłuściocha. Krew się polała… jednak ponownie nie zaowocowało to w żaden sposób.
- Mi to wygląda na sprawkę nekromanty! - zawołał od wejścia Alferd. - Pa pilnuję drzwi, ty odrąb mu głowę, rękę, albo coś!
- Właśnie próbuję. Trzymaj się Esme, zaraz dostanę gada! - krzyknął Stephen, który doszedł do podobnych wniosków. Dlatego zamachnął się najpierw na okładającą dziewczynę dłoń, która przeszkodziła mu przy dobrym walnięciu przez szyję zombiaka.
Tak się nieszczęśliwie złożyło, że owszem, odciął łapsko… jednak teraz pięść okładająca kobietę, zamieniła się w krwawy kikut. Nie to, żeby robiło to Esmeraldzie jakąkolwiek różnicę… Jednak kolejne, silne cięcie, pozbawiło w końcu stwora głowy.
Grubas zamarł, po czym cielsko zwiotczało i opadło bezwładnie na podłogę.
 
juva jest offline