Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 13-01-2014, 18:56   #8
juva
 
juva's Avatar
 
Wydawało się, że plan się powiódł. Przeszli przez bramę, a strażnicy nawet nie myśleli zatrzymywać Stephena. Co innego Siobhan, na którą obaj spojrzeli podejrzliwie, jednak bliskość młodzieńca i jedno jego zerkniecie na kobietę wystarczyło, żeby nie zadawali pytań.
Praca to praca i nikt na służbie nie ma obowiązku się tłumaczyć z poleceń przełożonych.
Ale co z Alfredem, zapytacie?


Siobhan zauważyła truchtającego obok siebie wielkiego, czarnego psa o pogodnej mordzie. ;p
- Pogłaskać chyba go można pomiędzy uszkami - pomyślał sobie głośno wojownik, że całkiem fajnie piesek macha ogonem.
Siobhan była jednak wciąż sztywna z nerwów. Krótkim, ostrym spojrzeniem omiotła Alfreda w swojej futrzanej postaci, jak gdyby chcąc go skarcić za nadmiar radości, którą wyrażał jego pysk. Nawet dla niej było to wysoce niestosowne.
- No i co teraz? Z psem i zakrwawioną kurtyzaną chcesz iść do króla i prosić o dyspensę na wolne? -zapytała Stephena usiłując nie oglądać się za siebie.
- To jest szaleństwo, on cię nigdzie nie puści! Musiałby mieć w tym swój własny interes. Oni się nie pozbywają straży od tak.
- Wspomnę władcy na temat owego wrednomagicznego łotra. Król całkiem dobrze zdaje sobie sprawę, czym jest ów osobnik dla jego państwa, dlatego chyba nie będzie robił problemu. Nie wezmę ciebie do króla, zaś Alfred obecnie moze spokojnie przybrać postac człowiecza, keidy nikt nie będzie patrzył. Jestes bowiem na terenie zamku dla twojego bezpieczeństwa. Myślałem także, żeby spytać Waellosa, jeśli jest, czy nie moze poprzeć mojej prośby - odparł spokojnie.
Pies szczeknął radośnie, merdając ogonem.
- Tylko żywych osób nie mogę atakować - usłyszeli w głowach głos boga. -[i] Ale jak tak, to spoko. Coś damy radę ogarnąć.

Stephenowi udało się wprowadzić Siobhan na tereny zamkowe i nawet do samego zamku. Jednak nie wiedział, co dalej. Wolał zakrwawionej kobiety nie zabierać na audiencję u króla, jednak nie mógł jej od tak zostawić (nawet z Alfredem). Na całe szczęście z pomocą przyszła mu pokojowa samego króla, która akurat przechodziła.
Skąd Stephen wiedział, że to pokojowa króla? Cóż… tylko Hellie mogła ustawiać wszystkich innych do pionu (ponoć z królem włącznie). Była to stara, siwowłosa kobiecinka o miłych oczach.
- A co tu się stało? - zapytała ostrzegawczym tonem.
Kiedy Stephen wyjaśnił, że to jego znajoma i została pobita, Hellie od razu zmieniła nastawienie. Widać podejrzewała, że to on jej to zrobił.
- Dobrze, dobrze… to ja się nią już zajmę, a ty idź bić się z innymi kijami po głowie, czy co wy tam robicie… - zbyła go machnięciem ręki, zamiast tego otaczając Siobhan swoją opieką.
Cyganka nie miała nic przeciwko kąpieli i obejrzeniu twarzy w lustrze. Najwyraźniej będzie musiała sobie radzić z podbitym okiem i rozciętą brwią, jednak nie takie rzeczy przytrafiały się ludziom.
- A teraz, moja droga, ubierz się w coś, bo się przeziębisz! - zarządziła Hellie, wchodząc do pokoiku, wktórym zostawiła Siobhan owiniętą ręcznikami. Starsza pokojowa kazała jednej z młodszych (swoich podwładnych, jak z tego wynikało) zabrać rzeczy cyganki do prania, więc Siobhan nie miała się w co teraz ubrać. - Mam tu coś w sam raz dla ciebie - oznajmiła kobiecina, pokazując pakunek. Była w nim szara, robocza suknia, jakie nosiły służące w pałacu. - Niestety nic lepszego nie znalazłam. Na razie musi wystarczyć.
Kiedy cały proces związany ze zdrapywaniem brudu z ciała Siobhan, czesaniem włosów, schnięciem i ubieraniem dobiegł do końca, na dworze już zmierzchało, a cyganka była wycieńczona. Pokój, w którym doprowadzono ją do w miarę przyzwoitego stanu nie był zajęty, więc pozwolono jej w nim zostać.
Czarny pies, który do tej pory czekał grzecznie pod drzwiami (ku rozbawieniu służby), naskoczył teraz na klamkę i wszedł, zamykając tylną łapą za sobą, po czym bezceremonialnie wskoczył na siennik i ułożył się do snu.
 
juva jest offline