Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 13-01-2014, 23:46   #4
TomBurgle
 
-W takim razie, czerpiąc odwagę z przykładu z brawurowych towarzyszy, także pozwolę sobie na tą przyjemność. Girardino, za życia z rodu Volterra, obecnie już bez nazwiska. Mam nadzieję że godność żadnego z Panów nie została urażona tą śmiałością. Nie wydawało się żeby tak było, ale pewne formy były czymś więcej niż tradycją.
-Co najmniej na dworze Doży. Szczególne miejsce w mojej pamięci ma mina przybocznego ochroniarza Doży, któremu byłeś łaskaw wręczyć jego sztylet.-Po chwili puścił oko do Giacomo i uśmiechnął się do brodacza. Ucichł na chwilę, i kiedy uwaga przeniosła się na dwójkę pozostałych jedynie na ułamek sekundy spojrzał prosto w oczy Bruno. Pytająco. A potem, nie kryjąc zainteresowania, też dołączył do czekania na reakcję pozostałej dwójki.

Już od pierwszych chwil podróży Girardino dał się poznać jako żywy młodzik. Jak nie zagadywał towarzyszy podróży(czy to o nich samych czy to o ich opinię), to jego kruczoczarne włosy znikały za drzwiami gdy wdrapywał się na dach. Godzina odpoczynku dla ludzi na dole oznaczała godzinę pobrzękiwania arabskiej lutni dla woźnicy. A przynajmniej oznaczałaby, gdyby nie usłyszał śpiewu z dołu. Wtedy umilkł. Bynajmniej nie był irytujący czy natrętny, jego głos był nadzwyczaj miły uszom, ale...był nietypowo pełny wigoru jak na wampira. Strojem też odstawał. Biało-pomarańczowa cotehardie ostro kontrastowała z ubiorem pozostałych. Leżący obok karmazynowy chaperon obiecywał że to nie przypadek. Co bardziej ciekawi otoczenia zauważyli że w momencie wyjazdu został obdarowany tasakiem, skórznią i skrzynią bardziej..terenowego ubioru. Intensywność podziękowań sugerowała, że prezent dawał ktoś kogo darzył wielką estymą. A rzeczona skrzynia jechała razem z nimi na arce.

W czasie nieuchronnych rozmów o zbliżającym się zadaniu młodzieniec pozornie niechętnie odkrywał swoją wiedzę o Modenie. Kilkakrotnie wspomniał o osobistych spotkaniach z obywatelami, a zwłaszcza z Augustusem De Vitis, Lucianą(którą z jakiegoś powodu pomimo niskiego stanu tytułował Panią) i przede wszystkim Claudio Fabretti, którego utwór chciał natychmiast przytoczyć. Wiedza którą przedstawił była bogatsza od wiedzy pozostałych jedynie o okazjonalne anegdotki i praktyczną znajomość rozkładu miasta.

Kiedy arka napotkała opór ze strony traktu, tak jak pozostali wyszedł na zewnątrz. Zręcznie wymawiając się pierwszeństwem doświadczenia przed entuzjazmem, jedynie krążył po błotnistym trakcie dookoła arki i podziwiał sprawność w zwiadzie pozostałych członków wyprawy. W chwilach kiedy wydawało mu się że nie będzie przeszkadzał zagadywał osobno każdego z podróżnych o jego własne zdanie co do dalszej podróży. Ostatnim był Remigius, dopiero przy którym pozwolił sobie na nieco głośniejszą rozmowę. Z jakiegoś powodu, być może przez wzgląd na pana, traktował woźnicę jak ulubionego sługę.

-Moglibyśmy zapewnić sobie bezpieczniejszy szlak na czas kiedy będziemy podróżowali z powrotem. Lub rozrywkę, zgadując zapatrywania niektórych. Niemniej, też byłbym za kontynuowaniem podróży. Z pobudek zarówno wyższych, jak i tych bliższych grzesznemu ciału.-
Niezamierzona pycha wydaje się być znacznie mniejszą przewiną niż fałszywa skrucha
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 18-01-2014 o 22:42.
TomBurgle jest offline