Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-01-2014, 21:44   #38
Anonim
 
Reputacja: 2707 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Zdzich, Rych, Kondrad i Waldemar poszli sobie na Samowolną. To spokojne miejsce zwłaszcza po zatrzymaniach i aresztach. Żadne małe Romki nie podpaliły tego miejsca jak działki na Świetlanej. Cóż. Rozpoczęliście rozpijanie towaru, bo trochę się tego narobiło. Działka ta jest otoczona murem i lekko zarośnięta zielskiem. Większość jej terenu zajmuje budynek, w którym częściowo są okna. W środku jest barług czy dwa, a oprócz tego sporo pustaków, cegieł i wielokrotnie obszczywany fotel. Niewielki strych jest niedostępny dla maluczkich i trzeba użyć sporo pałera, żeby skoczyć i wspiąć się tam. W sumie jak popularne było wśród dzieciaków skakanie i odbijanie się od ścian (jak to zwało się? Cośtam po francusku z parkingiem związane) to próbowali i tam wskakiwać. Niektórym podobno się udało. Ogólnie to nie ma tam niczego, bo wszystko już dawno jest rozkradzione. Nawet kafelki i te takie przyklejane na ścianę: tapaternia, czy papaternia. Piwnica niegdyś istniała, ale ma jedynie półtora metra wysokości, a dwa metry szerokości i długości. Nie ma tam nic oprócz rur i kranika (nie działających). Ogólnie cała działka jest odcięta od mediów wszelakich. Jak zaczęliście pić to zleciały się sępy. Teraz już siedzicie w dziesiątkę.

Bimbromanta siedział na fotelu (suchym tym razem, ale nikt nie wie ile razy na niego szczano, zresztą i tak wszystko śmierdzi, a ten fotel jak już zostało podkreślone jest suchy aktualnie) i przyglądał się komórce w dłoni. Myślał nad rozmową. Facet wydawał się być tajnym współpracownikiem albo innym ormowcem. Wypytywał dokładnie gdzie, co i jak. Pozornie miało to oznaczać, że martwi się o kolegę, ale starego czarownika nie zmyliły te gadki. Przedstawił się "Jan Nowak", a przecież nikt w kraju się tak nie nazywa. Ryszardowi nie pozostało nic innego jak rozłączyć się. Od tamtej pory już nikt nie dzwonił. W kontaktach wszyscy byli zapisani "Lama <kolejna cyfra>" i tak dwunastu. Była też "Lama C", "Rabin" i "Synagoga". Ryszard już będąc wstawionym nacisnął "Synagoga". Odezwał się głos automatycznej sekretarki jednej ze znanych sieci bankowych - jednej z tych, które w podejrzany sposób wciąż zmieniają nazwy, dokonują fuzji i innych czarów marów tylko po to, żeby, tu trzeba to powiedzieć, ojebać ludzi z ich oszczędności i bogacić się na kredytach.

Zdzichu w czasie, gdy Rychu bawił się komórką ty wywiedziałeś się, że doszło do was kilku wyjątkowo sępiastych mętów, których nawet gliniarze nie chcieli zapuszkować z uwagi na ich beznadziejność (no dobra, ciebie też nie chcieli zapuszczkować, ale to dlatego, że nie było już miejsc). Większe problemy z nimi niż pożytki, więc jeśli nie masz dla nich innych planów to trzeba będzie wyprosić tych gnojków. Może oprócz jednego, bo to twój kolega ze wschodu (jak on się nazywa i kim właściwie jest?).

Vel w tym czasie w iście błyskawicznym tempie został zawinięty i przewieziony na komisariat. Po chwili siedział przy stole. Pokój wyglądał jak w amerykańskich filmach. Nawet było lustro weneckie, choć pocżątkowo gliniarze pomylili się i posadzili go w nie tym pokoju. Przez szybę widział jak przyszedł jakiś poli i wkurwiony wyszedł, a po chwili Vel już był w tym dobrym pokoju. Z lustrem, ze nie widział co się dzieje w pokoju, w którym przed chwilą był. Nie był skuty. Gliniarz dość dziwnie wyglądał. Jakbyś go gdzieś już widział.
- Wiesław Wielczyński. Przyznaj się. Mamy już świadków, że to ty gwałcisz i mordujesz dzieci. - powiedział w paradoksalny sposób spokojnie i zdenerwowanie. Jego nerwy zdradziła końcówka, gdy rzucił przed ciebie zdjęcia dość zmasakrowanych dzieciaków. W tym dwójki ze swawojki (zanim jeszcze zostali wyjęci). - Popatrz sobie kurwo. Czemu, kurwa, to zrobiłeś? I właściwie kim, kurwa, jest ten. O. - rzucił jeszcze przed ciebie zdjęcie ostro przypieczonego akwizytora.
 
Anonim jest offline