Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-01-2014, 14:58   #18
Smirrnov
 
Smirrnov's Avatar
 
Przez cały przejazd Wszegniew starał się stać z boku, czasem rzucając krótki dowcip, czasem nucąc preludium do jakiejś pieśni. Starał się odpowiadać wszystkim i nikomu. Nie ufał aż tak pracy zespołowej, co to, to nie, ale inni nie musieli o tym wiedzieć. Wszak mistrele najczęściej nie wplątywali się w intrygi słuchając jednak wszystkiego uważnie, zapamiętując. To też czynił skald spokojnie "kręcąc się" czy to w gospodzie czy też w dalszej podróży. Zniesmaczony jednak potrzebą ukrywania się w powozie, a tym samym brakiem kontroli nad otoczeniem, w ciszy, nadszarpując snu, przygotowywał maści zielarskie na wszelki wypadek. Jemu to było nie potrzebne ale czasem się przydawały. Jak wtedy gdy niemal z masakrowany przez krzyżowców musiał udawać i przeciągać swe wątłe zdrowie przez kilka tygodni. Śmierdząca ziołami przepaska jest najlepszym dodatkiem do takiego przebrania. Plusem było też zmylenie jakiegokolwiek ludzkiego pościgu, psy wędrowały za ziołami, a nie za mokrym futrem płaszcza.

Tuż po przebudzeniu, jak zawsze po nadszarpywaniu pierwszych godzin poranków, ssało go niemal niemiłosiernie w żołądku. A raczej, w całym ciele które domagało się krwi. Cóż, norma, da się wytrzymać ale zapasy trzeba będzie uzupełnić.
Stajnia była obszerna aczkolwiek powóz, pomimo wyprzężonych koni zajmował całą szerokość między końskimi boksami. Drewniane słupy podtrzymujące strop były również podporą dla popaćkanych na zielono drzwi, ciągnąc się przez całą długość budynku. Na nich zawieszono latarnie osłonięte od drewna kawałkiem metalowej płytki i niewielką odległością poprzez uchwyt. Dawało to nikłe światło, knot był niewielki ale po 5 na każdą stronę pozwalało wampirom widzieć wszystko normalnie. Bez strachu o negatywne efekty płomieni. Pozwalało to również odczytać list przyniesiony przez Emilly.

- Kra! Kra! - rozległo się gdy jabłko niemal trafiło w ptaka.

"Zapchlony Odyn" pomyślał skald wychodząc tuż za Bruno. Udał się jednak w przeciwną stronę. Miał orientację w planie miasta, wszak widział i studiował jej mapę przez kilka dni, dlatego bez problemu dotarł pod mur. Tam w cieniu i podwójnym mroku, niczym najemnik szukający miejsca na popijawę, wędrował dookoła robiąc cichy przegląd ewentualnych miejsc ucieczki. Wiele miejsc nadawało się również na schronienie tymczasowe, opuszczone domy, których właściciele zmarli prze choroby, albo w lesie... Tak czy inaczej należało się posilić by nie kończyć jak tamci dwaj. Widać nie radzili sobie w stresie co skończyło się żądzą mordu i krwistych kąpieli... "Och, jak bardzo tęsknię za wojaczką, gdy krew się lała i można było chłeptać ją do woli, a żadne ostrze nie raniło tak mocno... No poza odcinaniem. Odcinanie zawsze było destruktywne...." Wśród mroków uliczek dostrzegł pozostawionego samemu sobie kloszarda, niby obleśne, ale nie gorsze rzeczy już pił. Włączając instynkt drapieżnika, o którym świadczyły nabiegłe krwią oczy, zbliżył się do śpiącego, a może odurzonego, lecz na pewno żywego żebraka. Czuł jak krew pulsuje w jego żyłach zapraszając wampirze kły do uczty...
 
__________________
Kto lubi czytać, ten dokonuje wymiany godzin nudy, które są nieuchronne w życiu, na godziny rozkoszy.
Smirrnov jest offline