Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-02-2014, 22:25   #24
malkawiasz
 
malkawiasz's Avatar
 
Gdy sługa wskazał mu miejsce, usiadł za stołem patrząc co on robi. Gdy tamten odsłonił stare, wielkie lustro wykrzywił usta w parodii uśmiechu. Pomyślał, że to jakiś test i ktoś tu sobie chce zakpić z Lasombra. Gdy jednak w tafli ukazała się gospodyni zrozumiał, że się pomylił. Wstał i skłoniwszy się przedstawił był wszak szlachcicem i szacunek dla dam wpojono mu już za młodu. Niestety miła dyskusja nie trwała długo. Dźwięk dzwonów spowodował, że Kapadocjanka rzuciła ostrzeżenie. Wychwycił strach w jej głosie i poczuł, że niepokoi go to bardziej niż samo ostrzeżenie. Nie czekając już ni chwili skoczył ku wyjściu wpadając po drugiej stronie na sługę. – Prowadź. – Warknął rozkazująco, a tamtemu wcale nie trzeba było dwa razy powtarzać. już po chwili musiał mocno wyciągać nogi by dotrzymać mu kroku. Strach dodawał tamtemu skrzydeł i czuć go było prawie w powietrzu. Bruno ruszał nozdrzami jak pies węsząc wokoło. Skrzywił nos jakby nie podobało mu się to wcale. Zapach, atmosfera tego miasta była niepokojąca. Przesiąknięta strachem. Bruno znał ten zapach doskonale. Pojawiał się przeważnie gdy łapę nad miastem położyła Inkwizycja i zapalały się pierwsze stosy. Wszyscy wtedy zamykali drzwi i okiennice i udawali, że ich nie ma. Tylko, że tym razem Bruno stał chyba po nieodpowiedniej stronie pochodni.
W biegu rozejrzał się i tak jak się spodziewał wypatrzył w cieniu kamrata. Machnął do niego ręką i już więcej się nie rozglądał. Vincentto już prawie znikał za rogiem jakiegoś zaułka. Skręcił kilka razy i w jakiejś bocznej uliczce pokazał mu wejście do kanału. Cuchnęło okrutnie, a mrok był gęsty, że nożem można było kroić. Bruno jednak nie bał się pobrudzić, zaś mrok był zawsze jego sojusznikiem. Wśliznął się za służącym. Słyszał za sobą tupot kroków i miał nadzieję, że to Girardino, nie zaś jakiś szpieg. Z drugiej jednak strony, każdy obcy, który odważył by się wejść z nim do ciemnego pokoju, nie miał szans już z niego wyjść.
Służący znał ten skrót chyba całkiem dobrze bo parł na przód nie próbując krzesać ognia. Lasombra pochwalił w myślach taką roztropność. Ich gospodyni zdawała się otaczać bardzo kompetentnymi sługami. Do tego była przezorna, zaradna i przewidująca. Dla tego pewnie umknęła łowcy.
Bruno rozmyślał nad wyjściem z sytuacji, w której się znalazł. Zajmował umysł by nie docierały do niego bodźce z jego nosa. Smród był niemiłosierny, aż łzy kręciły się w kącikach oczu. Po jakiś czasie jego zbolały zmysł powonienia wychwycił różnicę. Przestał go atakować zapach fekalii. Teraz wyraźnie czuć było tylko wilgocią. Lasombra zastanawiał się pod jaką częścią miasta teraz są. Przeszli już spory kawałek i mimo uwagi stracił już rachubę. Oczywiście był bardzo wdzięczny Kapadocjance za ratunek, na wszelki jednak wypadek był gotów na zasadzkę. Wszak strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Na szczęście jego rozważania okazały się blednę i niebawem doszli do katakumb. Gospodyni postarała się jak przystało na Kapadocjankę i Bruno dostał ładny pokój. Była to rozległa komnata grobowa z licznymi wnękami, gdzie walały się jeszcze resztki kości. Lasombra westchnął zrezygnowany i Bogu dziękował, że jednak umknął z pogoni. Był realistą i cieszył się z drobiazgów, a zamartwianie zostawiał innym. Usiadł na czyimś nagrobku, nie trudząc się nawet odczytaniem imienia.

- No. To chwilowo mamy schronienie. Gospodyni na razie nie chce rozmawiać, więc możemy pogadać lub sobie pozwiedzać.
 
malkawiasz jest offline