Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12-02-2014, 10:54   #27
Wojan
 
Wojan's Avatar
 
Mimo, że już dawno po północy było to większość mieszczan nie zaznała spokojnego snu. Dzwony obudziły wszystkich, a gdy te umilkły na ulicach dało się słyszeć krzyki i nawoływania strażników, a także odgłosy walki.
Strach zawładnął miastem i wszystkie okiennice zawarte zostały i jedynie przez niewielkie szpary próbowano dojrzeć co się dzieje.

Gospoda Fabrizio Dinatale
Gdy tylko dzwony się odezwały kainici ostrzeżeni przez karczmarza udali się na górę do wynajętych uprzednio pokoi. Słowa właściciela tylko potwierdzały obawy mężczyzn. Łowca w sprawie, którego do Modeny przybyli zaatakował ponowie.
Nie trzeba było umysłu geniusza, ani wyjątkowej przenikliwości, aby domyśleć się kto padł tej nocy jego ofiarą.
Hubert, którego głód krwi doprowadził na skraj szaleństwa na pewno ruszył na polowanie i nie powstrzymał swych żądz. Strażnicy musieli przyłapać go na gorącym uczynku, skoro aż taki alarm podniesiono.
Oczywiście natychmiast w umysłach kainitów pojawiło się pytanie, czy są oni odpowiedzialni za to, co się stało? Czy mogli temu zapobiec? I co najważniejsze, czy ich misja nie jest przypadkiem zagrożona w tym momencie?
Do tej pory nie przejmowali się wytycznymi doży, że mają działać jako grupa. Każdy z nich miał swój pomysł na zbadanie sprawy i nie dzielił się nimi z resztą. Teraz jasno uświadomili sobie, że mimo całego egoizmu i samowystarczalności, stanowią grupę i są za siebie odpowiedzialni. Porażka jednego z nich mogła szybko odbić się negatywnie na reszcie.

W napięciu nasłuchiwali, co też dzieje się na dole. Dochodziły do nich tylko strzępy rozmowy z których niewiele można było zrozumieć. Strażnicy weszli do gospody i wypytywali o coś właściciela. Trwało to dobrych kilka minut, ale w końcu głosy ucichły. Minęło jeszcze kilka kolejnych minut, gdy do pokoju Wortham, zapukał Bruno:
- Panie - skłonił się nisko - Wygląda na to, że mamy szczęście. Gospodarz wykazał się przychylnością i nie zdradził was. Strażnicy wypytywali o nowych, bogatych gości, co przybyli dzisiaj. Pytali, czy nie widział czegoś lub kogoś podejrzanego i ogólnie o to, co się w jego gospodzie dzieje. On nic nie powiedział i przypuszczam, że wie kim jesteście.
Bruno nie skończył zdawać swojej relacji z tego, co się wydarzyło na dole, gdy do pokoju znowu ktoś zapukał.
Gdy Charles otworzył ujrzał właściciela z jakimś starszym mężczyzną o niezbyt przyjemnej aparycji.
- To jest Carlos - powiedział gospodarz - On was stąd wyprowadzi.
Carlos skłonił się i powiedział:
- Nie bójcie się. Przysyła mnie pani Serfina. Część z waszych jest już w jej posiadłości. Zaprowadzę was do nich.

Kainici zeszli na dół za Carlosem i gospodarzem i zostali wyprowadzeni na tył karczmy. Wąskimi uliczkami przeszli kilkadziesiąt metrów, po czym mężczyzna skręcił w ślepy zaułek i wskazał szerokie wejście do kanału:
- Niestety nie ma innej drogi.

Katakumby
Bruno i Girardino czekali w przygotowanej dla nich komnacie grobowej. Ktoś inny na ich miejscu pewnie odczuwałby dyskomfort związany z przebywaniem w takim miejscu. Oni jednak już od dłuższego czasu byli oswojeni ze śmiercią i jej wszelkimi przejawami. Także miejsce to nie wpływało na nich w tak drastyczny sposób, jakby można było tego oczekiwać.
Obaj uszanowali prywatność gospodyni i nie zapuszczali się w liczne korytarze katakumb.
Po kilkunastu minutach pojawił się znany już Brunowi Carlos. Przybył o dziwo wraz z resztą ich niewielkiej grupy. W jej składzie brakowało tylko Huberta.
Mężczyzna poprowadził ich poprzez plątaninie korytarzy do rozległej sali, która mimo swojego prostego wystroju emanowała jakąś dziwną elegancją. Prosty kamienny stół przy którym ustawiono kilka dębowych krzeseł. Na jednej ze ścian wisiała ciężka kotara koloru ciemnej purpury, a w rogach ustawiono bogato zdobione lichtarze na których płonęły wonne świece.
- Witajcie w moim skromny królestwie - rzekła wychodząca właśnie z jednego z korytarzy wampirzyca - Jestem Serafina Genovese, jedyna przedstawicielka kapodocjan w mieście. Cieszy mnie wasza wizyta i dlatego też postanowiłam was przywitać w imieniu tutejszej kainickiej społeczności. Po krótkiej rozmowie z wielce, czcigodnym Bruno okazało się, że być może mamy wspólne interesy i cele. Siadajcie mili panowie - wskazała dłonią krzesła.
Gdy wszyscy usiedli Kapodocjanka klasnęła w dłonie i zza kotary wyszła trójka sług. Każdy z nich niósł tace na której stały po dwa kielichy.
- Częstujcie się panowie - rzekła z uśmiechem Serafina. Kainici jeszcze nie zajrzeli do kielichów, a już wiedzieli co one zawierają. Zapach świeżej, ludzkiej krwi unosił się w powietrzu niczym najbardziej uwodzicielskie perfumy.
Widząc nie pewne miny swoich gości wampirzyca rzekła:
- Nie obawiajcie się panowie. To czysta krew, dopiero co utoczona.
Na potwierdzenie słów kobiety, jeden z jej sług odsłonił kotarę która zasłaniała małą wnękę. We wnęce tej powieszone za nogi zwisały z sufitu cztery ciała. Dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Każdemu z nich podcięto gardło, a świeża krew nadal wypływała z tętnic.
- Krew pierwszej świeżości - skomentowała wampirzyca.
Wszyscy posili się świeżą krwią i mimo grobowej scenografii atmosfera zrobiła się niemal sielska i domowa.
- Nie mam dla was dobrych wieści panowie - zaczęła po chwili przerwy kapodocjanka - Wasz przyjaciel zginął tej nocy. Nie wiem dokładnie, co się stało, ale moi słudzy donieśli mi, że w dzielnicy żebraków zginął nieznany w miescie wampir. Straż przyłapała go w momencie, gdy się posilał. Po krótkiej walce, padł pod ciosami mieczy i toporów. Niestety jego ciało zostało zabrane, więc istnieje ryzyko, że wasz towarzysz nie poniósł ostatecznej śmierci. Nasi wrogowie najwyraźniej chcą się dowiedzieć kim jesteście.
Kapodocjanka zrobiła wymowną pauzę, aby dać mężczyzną czas na przetrawienie tej wiadomości.
- Wiem od Bruna, że przysłał was doża. MIałabym dla was pewną propozycję. Zanim jednak ją wam przedstawię, cciałabym poznać zapatrywania każde z was na temat tego, co się dzieje w Modenie i wasze plany, oczywiście.
 
__________________
"Amnestia to jest dla złodziei, a my to jesteśmy Wojsko Polskie" mjr. Dekutowski ps. "Zapora"
"Świnie noszą koronę, orzeł w gównie tonie,
a czerwono białe płótno, porwał wiatr" Hans
Wojan jest offline