Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-03-2014, 12:10   #6
kanna
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 11057 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Nareszcie.

Nareszcie sobie poszli. Ojciec traktował ją jak jakąś niedorozwinięta małolatę, to było takie upokarzające… I tak cud, że pozwolili jej mieszkać samej... A nie, nie cud, po prostu chciał ją posuwać w spokoju. Tą „Mów mi Melody, skarbie, to od melodii, rozumiesz, taki lapsus językowy.” Lapsus. Sama była lapsusem, wyfiokowana dziwka. Kolejna, która leciała na pieniądze ojca, z cyckami większymi niż rozum… Niestety, ojciec poważnie myślał o ślubie z tą panną.

Westchnęła. Niepotrzebnie się złości, ojciec ją kocha i się martwi, a Melody chciała dobrze. Wszystkie podręczniki typu „Jak rozmawiać z nastoletnia córka nowego partnera” - przeczytała kilka, jeszcze w dzieciństwie, żeby wiedzieć, czego się spodziewać po tych nowych „przyjaciółkach” tatusia - kazały się uśmiechać, zaprzyjaźniać i nie udawać, ze jest się matką dziecka. Choć ona miała przecież matkę, a – co ważniejsze - nie była dzieckiem. Od prawie roku miała w końcu prawo jazdy.

Obeszła kajutę i łazienkę dookoła, sprawdzając wymiary i położenie rzeczy. Z zadowoleniem stwierdza, że nie różni się od tego, co zamieszczono na oficjalnej stronie statku. To było bardzo ważne – nauczyć się miejsca, w którym się będzie przebywało. Rozkładu korytarzy, schodów, pomieszczeń. Wszystkiego. Tak, żeby wiedzieć, gdzie się jest i nie robić z siebie ofiary.
Od czasu, jak zagubiła się w czasie spotkania z przyjaciółmi w galerii handlowej bardzo dbała takie rzeczy. Zawsze uczyła się na pamięć rozkładu każdego nowego miejsca. Tworzyła sobie w głowie mapę. Od tego czasu wystarczało, żeby ustawiła dobrze głowę i wtedy mogła złapać kątem oka skrawek napisu, oznaczenia ulicy, piętra – wtedy szybko sytuowała siebie, jak ludzika z Google maps, na wirtualnej mapie w mózgu. Prawo, lewo, dwa poziomy do góry, trzecie drzwi, winda. Potrafiła dotrzeć wszędzie. Bez pytania się innych, proszenia. Proszenie się było upokarzające.

Skoro kabina zgadzała się z planem, była szansa, że reszta też. Wyciągnęła elektroniczna lupę i ustawiła ją nad leżącym na stole planem. Porównała z mapą statku, która stworzyła sobie w głowie. Wyglądało, że wszystkie się zgadza. Odetchnęła z ulgą. W razie czego, zawsze mogła zeskanować plan a potem wydrukować go na wypukłej drukarce, choć przeuczanie się było trudniejsze, niż uczenie od nowa.

Zadowolona, ugięła kolana i wybiła się lekko w górę i tył, tak, aby spaść na plecy, na łóżko. Zarzuciła ręce za głowę i wyciągnęła nogi, przeciągając się.
Drobne, wysportowane ciało wyglądało tak, jakby nie mogło się zdecydować, czy należy jeszcze do nastolatki, czy już do młodej kobiety. Straciło już dziecięca niezgrabność, ale jeszcze nie rozkwitło w pełni. Za rok, dwa... dziewczyna będzie przyciągać wszystkie spojrzenia. A dziś? Umięśnione ręce i nogi, zupełnie płaska pupa, lekko zarysowane biodra. Małe, już pełne, piersi sterczące do przodu. Gładka, piegowata buzia, bez śladu makijażu. Dopasowana koszulowa bluzka bez rękawów, szorty z bawełny, crocsy.

Wyciągnęła się na łóżku, przymknęła oczy i wciągnęła mocno powietrze,
zapamiętując zapach pomieszczenia. Krochmal, kwiaty, odświeżacz powietrza, słona woda. Zapachy – podobnie jak dźwięki - były ważne. Pomagały rozpoznawać ludzi i miejsca. Ojciec zawsze pachniał tą samą wodą po goleniu, wyprawioną skórą, końmi. Melody silikonem i tym wrednym, małym szczurem.

Dobrze więc, najpierw lunch, założy tą zieloną sukienkę nad kolano, w której wygląda, jakby uciekła z jakiejś pensji dla grzecznych panienek. Ojciec będzie zachwycony. Pozwoli ojcu poodprowadzać się pod statku, przynosić sobie jedzenie, posłucha paplania Melody, nie zabije szczura, jak znów będzie próbował coś jej ściągnąć talerza…

Potem siłownia – choć pewnie nie mają tu równoważni ani nic takiego - może basen… Wyrysowała sobie, na swojej wirtualnej mapie- drogę z jej kajuty na pokład z salą fitness. Potem kolacja, potem powie, że jest zmęczona ilością wrażeń i wcześniej się położy. A jak tylko ojciec zajmie się Melody – ścianki nie wyglądają na dźwiękoszczelne – pójdzie sama rozejrzeć się po statku. Potańczy, zabawi się.

Ciekawa, czy przepisy odnośnie sprzedaży alkoholu na statkach są tak samo restrykcyjne, jak na lądzie… jak nawet będą chcieli oglądać jej prawo jazdy, to zawsze znajdzie się jakiś miły dżentelmen, który na pewno chętnie postawi jej drinka.

Może jakoś uda się jej przeżyć te pieprzone „rodzinne” wakacje. Może.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji

Ostatnio edytowane przez kanna : 25-03-2014 o 12:13.
kanna jest offline