Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-04-2014, 12:09   #3
valtharys
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 2801 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
Jednym z wędrowców, który zawitał do Behemsdorf, był ubrany w łachmany, wysoki na na ponad 6 stóp dobrze zbudowany mężczyzna. Długie czarne włosy wychodziły spod kaptura, który zakrywał jego lico. Pod poniszczonym płaszczem, nosił skórzaną kurtę choć jej lata świetności dawno minęły. Na dłoniach, nieznajomy nosił skórzane rękawice, jakby miały coś ukrywać przed wścibskimi oczami. Przy pasie miał posrebrzany łańcuszek na którym zwisał wisiorek w kształcie komety z dwoma ogonami. Również na szyi miał miedziany, nie przedstawiający wartości materialnej, medalion z wygrawerowanym młotem. Na plecach, mężczyzna miał zarzucony miecz, którego rękojeść wystawała z pochwy. W dłoni natomiast trzymał on plecak, w którym zapewne miał najpotrzebniejsze rzeczy.



Gdy zatrzymał się przed karczmą płynnym ruchem ręki zrzucił kaptur z głowy i wkroczył do karczmy. Jego wejście nie mogło odbyć się niezauważone, bowiem sama jego spora postura przyciągała uwagę. Gdy kroczył do baru, spora część ciekawskich oczu, spoglądała na niego oceniając go. Gościom ukazała się twarz mężczyzny wyglądającego na dobre czterdzieści lat. Lewa część twarzy była strasznie poharatana, a przez oko przechodziła długa i bardzo widoczna blizna. Sigmarita miał również mniejsze, lecz część z nich pochodziła od noża którym golił się w miarę regularnie. Niebieskie oczy patrzyły ze spokojem, chłodem i obojętnością jakby ludzkie, głębsze uczucia były mu obce. Fanatyk odgarnął, opadające mu na czoło włosy, prostym ruchem dłoni, tak by nie zasłaniały mu karczmarza do którego dotarł. Gdy zamówił dzban wody oraz skromny posiłek, udał się z nim do stolika, który był najbardziej oddalony od wejścia. Chciał siedzieć z boku, by móc w spokoju konsumować obiad, a i przy okazji mieć oko na zebranych. Miecz postawił tak, że rękojeść opierała się o blat stołu, a morgensztern położył przed sobą. Wolał mieć pod ręką swoich dwóch przyjaciół. O ile pozbył się broni, tak rękawiczek nie zdjął, w których zaczął spożywać posiłek.

Dla jednych wojna z chaosem zakończyła się, gdy Archaon Pan Końca Czasów został pokonany, a dla innych wojna dopiero się zaczynała. Nieznajomy należał do tych drugich. Milczący, prawie nigdy się nie odzywał, chyba że zachodziła taka potrzeba. Patrzący z boku na świat i otaczających go ludzi, szukał tych którzy plugawią słowo Sigmara. Od “tamtych” wydarzeń minęło sporo czasu, lecz nie które rzeczy ciężko usunąć z pamięci.

Podróżował przez Imperium głównie samotnie, aż trafił tutaj. Gdy tylko zasiadł w karczmie pojawił się nowy gość. Krasnolud. Khazad. Topór, dość pokaźnych rozmiarów, robił wrażenie i Sigmarita z zaciekawieniem przyglądał się tej personie. Krasnolud zachowywał się jakby był u siebie, co mogło znaczyć że pochodził z tych stron, lub już jakiś czas tu przebywał. Co jakiś czas mężczyzna popijał wodę z dzbana, chcąc ugasić pragnienie. Gdy tak się stało podszedł do właściciela owego przybytku i rzekł:

-Nocleg dla strudzonego podróżą, sługi Sigmara znajdziecie dobry człowieku? - a na blacie postawił pusty dzban wraz z talerzem -Dziękuję za strawę. Posiliła nie tylko moje ciało ale i ducha
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)
valtharys jest offline