Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-04-2014, 14:45   #6
Sekal
 
Sekal's Avatar
 
Reputacja: 5564 Sekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputacjęSekal ma wspaniałą reputację
Praca praca praca. Gunther nie miał nic przeciwko niej, pozwalała wyżyć, a i ruchu dostarczała. Energiczny mężczyzna o brązowych włosach i dość znacznej, chociaż równo ostatnio przyciętej brodzie odstawił ciężkie wiadra, szczerząc się do Adeli. Kobieta sama nie dawała rady w swoim gospodarstwie, tego dnia więc właśnie jej przyszło mu pomagać. wielce urodziwa i niezwykle młoda to już nie była, co wcale nie przeszkadzało mu umilać ten dzień żartami i komplementami. Na jeden czy dwa nawet się zdaje się zarumieniła. W to mu graj!

- Wejdź wejdź, strawa się już grzeje - wyszła na ganek, gdy zrobił ostatni obrót z wiadrami. Zwierzęta już napoił, paszy nasypał, obrok wygarnął. Nie próżnował. Jak już coś robić, to porządnie. Skorzystał z jej zaproszenia, siadając przy prostym stole. obok już siedziały już dwie młode gęby do wykarmienia. Potargał włosy Olafa, młodzika jeszcze takiego, że bardziej przeszkadzał niż w obejściu pomagał.
- Dzisiaj też pozabijałeś tyle potworów co wczoraj, dzielny wojowniku? - zagaił ze śmiechem, wsłuchując się opowieść o wyimaginowanych bojach.

Przebywał w Behemsdorfie już od kilku dni i mieszkańcy zdążyli przyzwyczaić się do jego gęby. Nie brzydkiej i nie odrzucającej, przez niektóre niewiasty mogącej nawet uchodzić za przystojną, chociaż Gunther nie przywiązywał do tego wielkiego znaczenia. Słuchając dzieciaka i popatrując na krzątającą się kobietę, włóczykij pocierał odruchowo zakrzywioną bliznę na prawym policzku. Swędziała go, zawsze oznaczało to jakieś zmiany. Mniejsze lub większe.
Tego dnia zaczęli złazić się do wsi inni obcy. To już samo w sobie ciekawe było.

Szybko zjadł strawę i podziękował grzecznie, spiesząc się jednak trochę. Niecierpliwość wypychała go ku karczmie i wkrótce do niej zawitał, wchodząc jak do siebie w swoim skórzanym ubraniu i bez zbędnego ekwipunku, który trzymał w najmniejszej izbie na poddaszu, która wystarczała mu do spania. Rozejrzał się i zaśmiał, pozdrawiając kilku miejscowych. Karczmarz już polewał piwa, które Kuntz zaniósł do stolika obsadzonego przez trzech chłopów.
- Smutnawo tu coś dzisiaj. Stało się co?

Ponuro spojrzeli na obcych. No tak, obcy. Obcy źli. Obcy obcy. Gunther zastanowił się. Nie wątpił, że coś się rozniosło. Kopalnia wydawała się najrozsądniejszym pomysłem. Sam też będzie musiał wreszcie zdecydować się na następne kroki. Siedzieć w tym miejscu za długo nie mógł. Nogi niosły dalej.
Ale jeszcze ten wieczór.
Wyjął organki ustne, wysłużony już instrument przywieziony z Kislevu. Przyłożył do ust i zaczął wygrywać wesołą melodyjkę. Wirtuozem nie był, lecz proste przyśpiewki były właśnie proste. I szybko podchwytywali je inni.
 
Sekal jest offline