Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 08-04-2014, 20:25   #7
Nefarius
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 14434 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
-Te! I tyn pieron mi pado, że mom wziunć te złoto i mu gowy nie zawracać! No to jo wziun sie ta moja sakwa i godom mu "wys co zrób?! Wroź sie tyn toporek do butów, co wyższy bydziesz! Ja! Jo mu tak pedzioł!- donośny głos Waltera niósł się echem po szynku. Początkowo, gdy khazad przybył do osady jakiś czas temu uważany był za groźnego i niebezpiecznego oprycha. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Wszak blizna na twarzy zawsze dodawała grozy właścicielowi. Walter miał bliznę i to nie małą. Trzy wielkie bruzdy biegnące od czoła przez łuk brwiowy aż po policzek były pamiątką po rozjuszonym worgu, którego dawno temu Walter wraz z innymi górnikami napotkał w jednej z jaskiń pod Karak Norn.
Na szczęście czasy, kiedy mieszkańcy Behemsdorf lękali się brodacza przeszły do historii. Ba! Podczas swojego niezbyt opłacalnego i pożytecznego pobytu w mieścinie, khazad znalazł sobie kilku kamratów, którym za drobne sumy pomagał naprawiać narzędzia, czy inne sprzęty codziennego użytku. Fach miał w ręku, a że krasnoludy słynęły z rzetelności to codziennie trafiała mu się jakaś fucha.

Piątka miejscowych siedziała dookoła brodacza, który swoje miejsce zaklepał sobie w rogu karczmy, nieopodal wejścia do niej. Codziennie wieczorem, ale też i nieraz rano czy w południe otaczał się miejscowymi, uraczając im czas licznymi opowieściami, bajkami i bujdami, który usłyszał a nie raz i przeżył na własnej skórze. Właściwie, gdyby nie silne, rodzinne więzy które wciąż co wieczór przed snem przypominały mu o domu, pewnie teraz czułby się jak u siebie. Stał oparty o ścianę, pod głową jelenia, która była jednym z nielicznych trofeów zdobiących gospodę. W prawej ręce trzymał kufel z piwem, do którego jakości zdążył się też przyzwyczaić, w lewicy zaś ściskał fajkę po dziadku. Uwielbiał to. Miejscowi czasem mieli problemy ze zrozumieniem, jego gwary, lecz nie dbał o to. Gdy ktoś pytał, co oznacza jakieś niezrozumiałe słowo, po prostu wyjaśniał.
-No i jak już żech wylazowoł z tego dupnego rozumisz sklepiku to jeszcze na żech się obrócioł i padom mu "I wiys co jeszcze? Nagodej mi do rzyci!- ostatnie zdanie niemal wykrzyczał, co słuchający ludzie skwitowali głośnym śmiechem.

-Godom wom, czasami to takie kwiotki mi sie trafiały, że niy szło usiedzieć rozumisz...- brodacz machnął energicznie ręką i kręcąc przy tym głową ruszył w stronę szynkwasu, by gospodarz nalał mu więcej piwa. Na słuch nigdy nie narzekał, to też bez większych problemów usłyszał krótką rozmowę między kojarzonym z twarzy mężczyzną o długich włosach, a nieznajomym wędrowcem. Dawno czekał, by wybrać się do kopalni, lecz nikt nie chciał mu towarzyszyć, to też ucieszył się na myśl, że w końcu nadarza się ku temu okazja.
-Tak zupełnym przypadkiem...- odezwał się do dwójki mężczyzn -Dugie lata robiłech w kopalni i żodyn podziemny tunel, żodyn powtarzom niy jest do mie wyzwaniym... A przewodnik pewnie by sie wom przydoł co chopy?- uśmiechnął się szeroko wzruszając ramionami. Odpowiedź była dlań oczywista, przecież krasnolud był idealnym przewodnikiem jeśli rozchodziło się o podziemia.
-A o złoto to sie niy stresujcie chopy, jakoś sie dogodomy, ni?- znów wzruszył ramionami, by sekundę później pyknąć sobie fajkę...
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline