| Balzac Bailleu
Balzac dokładnie przyjrzał się przybyłym. Pierwsze słowa Caspara wywołały na jego twarzy lekki, niemal niewidoczny i tajemniczy uśmiech, który jednak zniknął w chwile po tym jak się pojawił. Słowa gospodarza, nawet te o nagrodzie, nie wywołały na nim żadnej widocznej reakcji, natomiast prośba Fitzpatricka tak. Odpowiedz Nicolais'a nie dziwiła go, w nim samym zresztą krew również się wzburzyła. Gdy Caspar zaczął "wyliczać" przydomki jakimi mógłby obdarować księdza jego wewnętrzne napięcie sięgnęło zenitu. Niewiele, rzeczy wyprowadzało go z równowagi, naprawdę bardzo niewiele, ale gdy ktoś drwił z osoby duchownej najchętniej zdzieliłby go w twarz. Ta wizja w zasadzie rozbawiła go bardzo i pomogła zapanować nad emocjami. Odpowiedz Daniłłowicza również wywołała delikatny uśmiech - krótka i treściwa - dokładnie taka jakiej się od niego spodziewał usłyszeć. Teraz jednak przyszłą jego kolej na wrzucenie swoich trzech groszy, wbił wzrok w Caspara i zaczął: Jak już szanowny gospodarz raczył przedstawić - tu na chwile odwrócił wzrok od Fitzpatricka i ukłonił się lekko głową Castlereagh'owi - nazywam się Balzac Bailleu i prawdę powiedziawszy czuję się w tym momencie lekko zaniepokojony - kontynuował z nutką ironii w głosie, lecz tak dyskretnej by nie można było mu zarzucić nietaktu - mam nadzieje, że do wykonywania misji, jak sądzę, dużej wagi nie bierze pan ludzi z ulicy lecz sprawdzonych bądź poleconych przez inne zaufane osoby i, że zapraszając mnie i zebrane tu osoby do tego domu jest pan w stanie powiedzieć kim jestem i kto za mnie ręczył bądź polecił bo niestety w dzisiejszych czasach, jak pan, mam nadzieje, wie nie możemy sobie pozwolić na komfort wiary na słowo - na koniec dodał starając się nawiązać do jego wcześniejszej wypowiedzi: Wasza mość, nie chciałem cię urazić. Być może źle zinterpretowałem pana intencje. Możemy się tu wszyscy licytować kto bardziej a kto mniej przysłużył sie sprawie jednak liczę, że sam fakt, iż tu jesteśmy dowodzi, że są tu osoby odpowiednie które będą w stanie wykonać powierzone im zadanie... chyba, że się mylę - skupił uwagę i w całkowitym bezruchu czekał na odpowiedz. Totalna amatorszczyzna, z zebranych w terenie pracował tylko ksiądz i polak. Po cholerę nam ten wypudrowany dupek - pomyślał w duchu. |