Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-04-2014, 03:14   #17
Zell
Edgelord-Obsługant
 
Zell's Avatar
 
Sevotar

Grali. Elf uczył kobietę, jak poprawnie wydobywać tony z lutni… Ale czy na pewno uczył? Kto w tym tak naprawdę był nauczycielem? Umiejętności Erilydy nie mogły zostać ukryte przed wzrokiem doświadczonego barda jakim był Sevotar. Kobieta potrafiła sobie dać radę z lutnią, a zdradzały ją wyuczone ruchy dłoni i zwinnych palców. Popełniała błędy, ale te błędy nie były naturalne, a raczej wymuszone. Kobieta wyraźnie chciała zatuszować swoje talenty przed Sevotarem, ale… dlaczego?
Elf zauważył także, że coś zmieniło się w jej zachowaniu. Może nie był specjalistą, ale mógł jasno zauważyć, że zachowanie kobiety nijak się miało do tego, co miała przeżyć. Mogła oczywiście tuszować wszystko, ale to nasuwało proste pytanie. Grała teraz czy wcześniej?
Rozległo się pukanie do drzwi.
Erilyda od razu przestała grać i spojrzała w stronę wejścia. Odłożyła delikatnie lutnię na stół i uśmiechnęła się do Sevotara.
- Wybacz na moment.
Wstała i bez pośpiechu podeszła do drzwi. Otworzyła je, a Sevotar ujrzał oświetlonego światłem księżyca Selune i poświatą świec wydobywającą się z domu ludzkiego mężczyznę. Był niski, jak na standardy ludzi, ciemnowłosy, z krótką bródką łączącą się z wąsami.
- Mamy ma… - zaczął, ale kobieta syknęła. Mężczyzna spojrzał do środka i widząc Sevotara wychylił się do Erilydy i zaczął szeptać.
Sevotar wręcz odruchowo zaczął nasłuchiwać, udając że jest zainteresowany lutnią… a słuchać to on potrafił, jako bard i muzyk.
- Mamy małą. - usłyszał wyciszony głos mężczyzny. - Tylko jakiś pieprzony elf się wtrącił.
Erilyda odparła coś czego Sevotar nie usłyszał, jako że miała delikatniejszy głos od swojego rozmówcy.
- Może. Ale poradzimy sobie. Wiesz, gdzie szukać.
Po tym zerknął jeszcze raz na Sevotara i wycofał się, a kobieta zamknęła za nim drzwi. Spojrzała na barda i podeszła do niego.
- Dziękuję za pomoc. - uśmiechnęła się wdzięcznie. - Nie będę cię dłużej zatrzymywać. Pewnie wolisz już zająć się swoimi sprawami.
Co tutaj się działo?


Erilien en Treves, Ocero, Quelnatham Tassilar


Wiedzieli, co musieli zrobić.
Ilidath na wstępie zaznaczył, że zaklęcie, które miało pomóc zlokalizować dziewczynkę posiada przygotowane tylko na jedną próbę. Nie wiedzieli, który obszar Silverymoon powinni wpierw wybadać, bo nie znali kierunku, w którym udali się porywacze, chociaż na całe szczęście zasięg danego czaru był wystarczający, aby objąć większość Silverymoon. Mała mogła być wszędzie, chociaż pozostawało pytanie, czy winni porwania pochodzili z Silverymoon i czy posiadali stałe miejsce pobytu. To pytanie jednak nie było głównym ich zmartwieniem. Szczególnie dla Eriliena, który czuł się odpowiedzialny za ten stan rzeczy, powodem do trosk było dobro uprowadzonej dziewczynki.
Czas działał na ich niekorzyść.
Kapłanki Selune pozostały w świątyni, aby być na miejscu, kiedy przybędzie straż, która mogła się zjawić w każdej chwili powiadomiona przez Eyen. Shalyssa także obiecała, że będzie monitorowała co się dzieje z małą i w razie kłopotów miała wysłać do nich magiczną wiadomość.
Ilidath musiał się tylko odpowiednio ustawić. Dzięki jego znajomości Silverymoon szybko ustalili gdzie powinien zacząć splatać swoje zaklęcie. Kiedy tylko dotarli na miejsce złoty elf bez odwlekania rzucił zaklęcie. Istniała możliwość, że jakimś cudem porywacze zabrali małą akurat tam, gdzie nie dotarł zasięg magii Ilidatha. W ciszy obserwowali maga oczekując jego słów. W końcu, kiedy elf zakończył splatanie magii Aeron nie wytrzymał i odezwał się opanowanym, o dziwo, głosem.
- Jest?
Ilidath spojrzał na całą czwórkę i skinął głową.
- Za mną.
Szli na zachód, mijając spokojne miasto, którego życie toczyło się teraz głównie w karczmach rozświetlonych blaskiem świec. Ilidath był skupiony na podążaniu magicznym tropem, zaś Aeron szedł milczący i równie skupiony co mag, jakby to i on chwytał Splot. Powoli dochodzili już do Bramy Wrzosowisk, kiedy Ilidath skręcił i znaleźli się pomiędzy domami. Elf zatrzymał się przed jednym z nich zbudowanym pod wielkim Klonem. Okiennice zasłaniały okna, ale spomiędzy ich desek sączyło się blade światło świec.
- Chyba powinniśmy… - zaczął Ilidath, ale nagle urwał i zamilkł, po czym spojrzał na zgromadzonych. - Shalyssa… Oni chyba chcą coś zrobić małej.
Aeron wyciągnął zza pasa uczepiony sztylet i wyglądało na to, że chce po prostu się wbić do środka.
Co oni mieli zrobić?
Mieli plan…
...prawda?
 
__________________
How the birds can sing a tuneless song?
How can they stay in the sky?
Maybe they’re just screaming
Maybe it’s not music and it’s all a lie
Zell jest offline