Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 27-04-2014, 00:02   #20
Seachmall
 
Seachmall's Avatar
 
- Odejść, bo ją zabiję! - usłyszali krzyk z drugiego pomieszczenia.
Słoneczny elf rozgniótł coś w dłoni i zniknął. Niewidzialny starał się cicho podejść jak najbliżej drzwi, tak by zobaczyć pojmaną dziewczynę i jej oprawcę.
- Jedynie jej życie dzieli Cie od losu gorszego niż śmierć. - Erilien zaczął gniewnie. - Lecz jest ono cenniejsze dla mnie niż zemsta którą chcę wywrzeć na tobie nikczemny łotrze. Jeśli więc wypuscisz dziewczynkę pozwolę Ci przeżyć i oddam jedynie w ręce straży miejskiej lub jeśli wolisz zakończe twe życie szybko i bezboleśnie. Czas będziesz miał nawet by z bogiem swym się pojednać.
Ocero odchrząknął i zwrócił się w stronę drzwi.
-TKNIJ TYLKO WŁOS NA JEJ GŁOWIE SKURWYSYNU A WYRWE CI JĄDRA GARDŁEM A BEBECHY WYCIĄGNĘ USZAMI! - Kapłan już dawno się nauczył, że jeżeli ktoś ci grozi krzykiem, masz spore szanse wygrać jeżeli krzyczysz głośniej.
Aeron po cichu przylgnął do ściany od strony drzwi do drugiego pomieszczenia. Ilidath rozglądając się po “robocie” grupy odezwał się głośno zimnym tonem.
- Gdybyś zobaczył jak zajęto się twoim kolegą wiedziałbyś, że lepiej posłuchać tego, co mówią.
Quelnatham dotarł do drzwi nie ujawniając swojej obecności. Na szczęście były one półotwarte. Pokój oświetlony był światłem jednej świecy, zaś w środku zobaczył trzymaną za rękę przez barczystego człowieka dziewczynkę. Zbir trzymał sztylet pod jej gardłem. Oboje stali obok okna.
- Inaczej zagramy, psy. - warknął mężczyzna. - Wy mi pozwolicie odejść wolno, a ja jej nie zrobię krwawego naszyjnika.
Ocero spojrzał na pozostałych.
-Wypuśc ją do nas. I pozwolimy ci odejść.
Quelnatham tymczasem nie patrząc na negocjacje przygotowywał czar. Znikąd nagle pojawił się przy drzwiach i wypowiadając staroelfie słowa wyrzucił przed siebie obie ręce.
W tym samym czasie Erilien wypowiedział inne zaklęcie, majac nadzieję, że człwiek za drzwiami nie jest ekspertem w dziedzinie magi i wiedzy tajemnej. Po chwili lekki rozbłysk sprawił iż na miejscu elfa pojawiła się niewielka lewitujaca kulka światła która ruszyła niemal odrazu ku drzwiom.
- To nie… - zaczął mężczyzna, ale wtedy uderzyło w niego zaklęcie Quelnathama. Odepchnęło go ono od dziewczynki jakimś cudem nie raniąc jej z powodu noża, który miała przy gardle. Człowieka odepchnęło na ścianę, a Namena czując, że nie jest już przytrzymywana rzuciła się w stronę drzwi i… zatrzymała się widząc kulkę światła. Odwróciła głowę, aby zobaczyć zbierającego się oprawcę, po czym zamknęła oczy i wybiegła omijając kulkę.
Człowiek warknął i spojrzał w stronę Quelnathama, ale zamiast próbować go zaatakować powziął inny plan. Spojrzał w stronę okna, ale zawahał się najwyraźniej rozważając czy zdoła otworzyć je i okiennice. Szybko jednak doskoczył i zaczął mocować się z oknem.
Świetlna kulka natychmiast po przekroczeniu drzwi posłała w stronę mężczyzny dwie jaskrawobiałe świetlne igły. Z drugiej strony poleciały trzy pociski, resztka zaklęcia Quelnathama.
Wszystkie ataki trafiły celu. Mężczyzna zachwiał się i oparł ciężko o ścianę przy oknie. W dłoni jednak wciąż trzymał sztylet, który zamienił na miecz. Jednakże jego problemem teraz był całkowity brak broni dystansowej. Patrzył teraz na świetlną kulkę, z wyraźnym lękiem, kierując w jej stronę ostrze miecza.
Ocero wkroczył do pomieszczenia kiedy ujrzał iż opuszcza go dziewczyna. Zostawił ją na pojednanie z Aeronem. Kiedy tylko wkroczył do pomieszczenia wyjął święty symbol Selune, skierował go na mężczyznę pod ściną odmawiając przy tym krótką modlitwę zakończając ją słowem. -Stój!

Mężczyzna praktycznie momentalnie zastygł wpatrzony w Ocero. Namena jak tylko opuściła pomieszcenie została przechwycona przez Aerona i mocno przytulona, kiedy półelf próbował uspokoić wystraszone dziecko.
Erilien w swej nowej postaci systematycznie przeszukał cały dom. Nie zgadzała mu się ilość porywaczy i budziło to niepokój rycerza.
Nie znalazł jednak brakującego porywacza, chociaż szybko zorientował się, że musiały tu mieszkać trzy osoby.
- Gdzie jest trzeci? - Zapytał zatrzymanego porywacza przybierając swą prawdziwą postać.
- Pierdol się drzewolubie - warknął człowiek.
- Zapewne wróci niedługo. - Rozmyślał Erilien na głos. - Równie dobrze możemy poczekać.
- To czekaj sobie, skurwysynu. A skoro jesteśmy przy tym… Matka czy ojciec?
Elf nie odpowiedział i zdawać by się mogło, że całkowicie zignorował słowa opryszka, gdyby nie szybki cios rękojescią miecza w jego potylicę.
Cios powalił unieruchomionego na podłogę i pobawił go przytomności. Do pokoju wszedł Ilidath patrząc na scenę bez wyrazu.
- Pora zawiadomić straż i odstawić małą - odezwał się.
- Wiem, że to niespodziewane z mej strony lecz sądzę iż dobrym pomysłem będzie zaczekać w tym domostwie na trzeciego porywacza. - Erilien powoli uspokajał swój gniew co dobitnie dawało o sobie znać w sposobie jakim się wypowiadał. - Jeśli pozostawimy sprawę częściowo tylko rozwiązaną wówczas ta tragedia może się powtórzyć.
- Jeżeli mamy czekać… To może nasz półelf zabawi nas opowieścią, hmm?
- Teraz? - Aeron wszedł do pokoju trzymając wystraszoną Namenę za rękę. Dziewczynka widząc Eriliena puściła Aerona i podbiegła do paladyna, po czym go przytuliła.
- Przyszedłeś… - szepnęła.
- Wybaczcie, ponownie pomysły, w których narażamy swoje zdrowie są jak najbardziej mile widziane. Jednak nie możemy tak narażać małej. Co jeżeli trzeci, przyniesie trzydziestu kumpli? Ktoś powinien ją odstawić w bezpieczne miejsce. - Ocero spojrzał na Aerona - Piszesz się?
- Nie idę - burknęła dziewczynka tuląc elfa. - Bo go skrzywdzą…
- Namena… - półelf westchnął. - Chodźmy, nic się nie stanie…
- Nie. - mała mocniej wtuliła się w paladyna.
Erilien pogłaskał małą po głowie.
- Nie sądzę aby udało się mu zdobyć aż tak wielkie wsparcie i choć pragnę bezpieczęństwa Nameny ponad własne to pomysł ponownego spuszczenia jej z oczu nie jest mi miły. Chyba, że jeszcze jeden z was, waleczni będzie jej towarzyszył. Wtedy i tylko wtedy z czystym sumieniem pozwolę wam ją zabrać.
- I tak miałem zamiar się stąd oddalić, aby powiadomić o wszystkim straż - odezwał się Ilidath. - Tak więc mogę przejąć pieczę nad tą dwójką dzieci.
Aeron zacisnął zęby i syknął pod nosem.
- Opowiem ci po moim trupie…
Ilidath zapewne to usłyszał, ale zachował iście stoicki spokój ignorując półelfa.
- Aeronie, pamiętaj co obiecałeś. Daj dobry przykład dziecku. - Ocero przykucnął przy dziewczynce - Spokojnie… Namena, tak? Zaopiekuję się twoim rycerzem. Wiele osób się o ciebie martwi i pewnie chętnie by posłuchało jaka byłaś dzielna. Proszę, pójdź z Aeronem i Ilidathem.
Namena spojrzała na Aerona, który wyciągnął do niej rękę, po czym na Eriliena i zapytała:
- Poradzisz sobie?
Elf skinął głową w odpowiedzi.
- Waleczny Aeronie nim odejdziecie czy pozwolisz na słowo na osobności?
- Dobrze… - zgodził się półelf. Pogłaskał Namenę po głowie zapewniejąc, że zaraz wróci i wskazał Erilienowi, żeby ten podążył za nim na zewnątrz.
W tym czasie Quelnatham obchodził uważnie całe mieszkanie przeszukując je zarówno naturalnymi jak i nadnaturalnymi.

***

- Waleczny. - Zaczął elf. - Nie chcę byś źle me słowa zrozumiał, lecz Ilidathowi przy jego madrosci brak zapału z jakim ty bronisz Nameny. Nie chcę jednak byś postradał życie gdy sprawy przybiorą zły obrót. Zapytam więc otwarcie, czy potrafisz porzucić dumę i uciec z pola bitwy ratując Namenę?
Aeron pokiwał głową.
- Duma ogólnie w walce nie jest najlepszym sędzią. Zrobię co trzeba, aby ochronić małą, która jest mi jak siostra.
- Dobrze. - Elf z uznaniem pokiwał głową. - Zapytam więc jeszcze, czy potrafisz poslużyć się takim ostrzem? - Wskazał na swój miecz.
- Tak, potrafię - odparł Aeron.
Erilien odpiął od pasa miecz i podal go Aeronowi.
- Weź więc Ulfberhta do czasu aż po niego nie wrócę. To dobry miecz pobłogosławiony przez Corellona. We wprawnej dłoni przetnie nawet stal. Uzyj go kiedy coś
- Tobie chyba też będzie potrzebny…
- Poradzę sobie i bez ostrza a w twych rękach bedzie to dodatkowa gwarancja bezpieczenstwa Nameny.
- Skoro tak wolisz… Jeżeli będzie konieczność wykorzystania go to to zrobię - obiecał półelf.
- Teraz będę spokojniejszy. - Erilien wziął glebszy oddech. - Ruszajcie już i nie dajcie się zaskoczyć nikomu.
Nim wrócił do reszty Erilien zajął sie drzwiami, a właściwie ich resztkami. Rzucajac czary przywrócił je do stanu używalności i wstawił na ich zwyczajowe miejsce.
 
__________________
Mother always said: Don't lose!
Seachmall jest offline